„Wszystkie
wasze zmartwienia przerzućcie na Niego, gdyż On troszczy się o was.” 1 Piotra
5:7
„Oddaję
to Bogu, a potem od razu biorę” – mawiała babcia.
Wiedziałam dokładnie, co miała na myśli, bo ja też to robię.
Kiedy
pojawiają się problemy, nasze myśli zaczynają krążyć w naszej głowie, puls
przyspiesza, ręce zaczynają drżeć.
Martwimy się, jakby zamartwianie się dałoby nam siłę by zmienić niepokojące okoliczności. W głębi duszy wiemy, że martwienie się niczego nie rozwiązuje, więc dlaczego wciąż to robimy?
Myślę,
że dla mnie to kwestia działania. Nie znoszę siedzieć z założonymi
rękami. Dzięki badaniom, planowaniu i ćwiczeniom czuję, że mam większą kontrolę
nad swoim życiem. Przekonałam siebie, że robienie czegoś, czegokolwiek, jest
lepsze niż nic nierobienie.
A czekanie strasznie przypomina nic nierobienie.
Myślę,
że czasami doprowadzam mojego drogiego męża do szału. Proszę go o radę w
trudnej sytuacji i zanim jeszcze pozwolę mu się wypowiedzieć, zaczynam bredzić
o wszystkim, co już przemyślałam i rozważyłam. Kiedy tylko na chwilę odetchnę,
cierpliwie pyta, czy naprawdę chcę poznać jego zdanie. Myślę, że żenująca
prawda jest taka, że chcę sama to rozgryźć. Chcę być swoją własną bohaterką.
Choć
nie ma nic złego w otrzymywaniu opinii od osób, którym ufamy, Pismo Święte
pragnie, abyśmy nauczyli się czegoś o wiele bardziej przemieniającego.
Piotr
wzywa nas, abyśmy „złożyli na Niego wszystkie nasze zmartwienia”. W
kazaniu na temat Pierwszego Listu Piotra 5:7 Alistair Begg wyjaśnia
etymologię greckiego słowa użytego przez Piotra („merimna”):
Istotę
tego zjawiska opisuje nam tutaj słowo, którego używa Piotr. Słowo [użyte] tutaj
na określenie „lęku” ma jako rdzeń „dzielić” lub „rozpraszać” – to rozproszenie
umysłu, które wywołuje niepewność, niestabilność, niejasność, a następnie
podsyca nasze lęki i rodzi w nas doświadczenie znane wszystkim ludziom:… niemal
paraliżujący lęk.
Piotr
nie każe nam zaprzeczać naszemu lękowi, ignorować go ani znieczulać poprzez
ucieczkę; chce, abyśmy się z nim rozprawili. Ignorując go lub odwracając od
niego uwagę, myślimy, że w jakiś sposób sobie z nim radzimy, ale jak
pokazuje nam Dawid w Psalmie 55, nie da się uciec od tego, co pochłania nasze
serca i umysły. Jest kuszony, by uciekać, ale nie robi tego. Wie, że jeśli
ucieknie, ukryte w nim lęki odejdą tam, gdzie będzie próbować się skryć.
Zamiast tego mówi sobie (i nam): „Zrzuć swoją troskę na Pana, a On cię
podtrzyma” (w. 22).
Zauważ,
że zarówno w Pierwszym Liście Piotra, jak i w Psalmie 55 lęk jest czymś, czego
doświadczymy, ale „zrzucając go na Boga”, nie pozwalamy mu „rozpakować się
i zamieszkać” w naszych sercach. Aby znaleźć wolność od strachu, musimy
„zrzucić” go na Pana.
Pastor
Begg kontynuuje, zwracając naszą uwagę na słowo „zrzucić”:
„To
słowo jest stanowcze, energiczne, pełne działania. To słowo używane do opisania
śmieciarzy, gdy się pojawią… Jeśli kiedykolwiek się im przyjrzycie, zauważycie,
że nie wkładają wielkiego wysiłku w przenoszenie śmieci… Nie oceniają ich i nie
patrzą na nie. Nie podnoszą ich pomału, jak elegancki mebel. Nie, po prostu je
chwytają i rzucają… Używają słowa z 1 Listu Piotra 5:7: „rzucać”, „przerzucać”
lub „pozbywać się…”. Zamiast spędzać dni przytłoczeni ciężarem niepokoju, mamy
go zrzucać, ciskać na Pana”.
Oduczyłam
się złego nawyku próbowania zrozumienia każdego wersetu w rozdziale w
oderwaniu od jego kontekstu. Teraz widzę, jak przeoczyłam coś bardzo
ważnego w napomnieniu Piotra, ponieważ nie potrafiłam go zrozumieć w
świetle poprzedniego wersetu, szóstego.
Begg
wyjaśnia, że tłumaczenie NIV oddziela wersety 6 i 7 kropką, a werset 7 rozpoczyna trybem rozkazującym „przerzuć”. To sprawia, że czytelnik postrzega te dwie idee jako odrębne. Jego zdaniem, lepsze tłumaczenie wykorzystuje imiesłowowy „przerzuć”, ponieważ werset 7 należy czytać i rozumieć łącznie z
wersetem 6.
W
tłumaczeniu ESV czytamy:
„Uniżcie
się więc pod mocną ręką Bożą, aby was wywyższył w stosownym czasie. Wszystkie troski
wasze przerzućcie na Niego, gdyż On ma o was staranie” (1 P 5:6-7).
Gdy
dostrzeżemy prawdę, że „pokora i jej obecność są bezpośrednio powiązane z
lękiem i jego brakiem” – naucza Alistair – nasza postawa zwiększa naszą
zdolność do posłuszeństwa nakazowi, aby zrzucić na Niego nasz lęk.
Widzicie,
kiedy „oddajemy to Bogu, a potem od razu to odbieramy”, w gruncie rzeczy mówimy
Mu, że wierzymy, że lepiej sobie z tym poradzimy. Mówimy, że Jego harmonogram
radzenia sobie z naszymi problemami jest niewystarczający. Mówimy, że nie
wierzymy, że On naprawdę troszczy się o to (lub o nas) tak bardzo, jak mówi nam
Biblia.
Podstawą
tych przekonań jest straszny grzech pychy.
Najbardziej
obrzydliwy z grzechów.
Dopiero
łaskawa, otwierająca oczy Boża prawda pomogła mi dostrzec moją pychę. Teraz
wiem, że to właśnie uporczywa pycha uniemożliwia mi znalezienie zadowolenia w
Bogu. Cytując Marcina Lutra, Tim Keller mówi: „Natura ludzka jest zakrzywiona
w sobie, zakrzywiona w sobie. Jesteśmy tak instynktownie i głęboko
egocentryczni, że trudno nam uwierzyć w tę prawdę o nas samych”.
„W
pysze swej niegodziwy nie szuka Boga, a w jego myślach nie ma miejsca dla
Boga.” (Psalm 10:4)
F.B.
Meyer, napisał o pysze:
„Pycha
jest jednym z najohydniejszych grzechów; jednak znajduje ona schronienie w
duszach szczerych, choć często nadajemy jej inną, lżejszą nazwą. Nazywamy ją
niezależnością, samowystarczalnością. Nie zawsze dostrzegamy ją w zranionym
uczuciu, które zamyka się w sobie i pielęgnuje smutek w gniewie… Jesteśmy dumni
z naszej pokory, próżni z naszej łagodności; i przybierając najświętszy wygląd,
zastanawiamy się, czy wszyscy wokół nie podziwiają nas za naszą skromność”.
Pokora
nie była cnotą w czasach, gdy apostołowie pisali swoje listy, ani nie jest
uważana za cnotę w dzisiejszym świeckim społeczeństwie. W starożytności honor i
status dominowały w myśleniu społecznym (podobnie jak dzisiaj). Jest to jednak
potężna broń przeciwko pysze i cnota, którą Bóg błogosławi łaską (zob. Prz
3:34). Jeśli chcemy „zrzucić na Niego naszą troskę” (i tam ją pozostawić),
musimy najpierw „przyoblec się w pokorę”.
Zawiąż
szatę pokory
Idea
„przyobleczenia się” w pokorę jest interesująca. Piotr nie namawia swoich
czytelników do pokory ani nawet do modlitwy o nią. Zamiast
tego nawołuje nas do przyjęcia postawy pokory – postawy, która przejawia
się w naszych czynach. Wielokrotny nacisk w Piśmie Świętym na
„przyobleczenie się” podkreśla coś zamierzonego i widocznego. „Szaty”, które
nosimy, stają się wówczas naszymi mundurami, symbolizującymi tożsamość i
gotowość.
Za
czasów Piotra tego rodzaju szatę zakładał służący.
W
gruncie rzeczy Piotr nakazuje nam „zawiązać szatę” i „pełnić rolę sługi”. Mamy
przyjąć coś, co z natury nie jest nasze. Nie mogę się powstrzymać od
wyobrażenia sobie naszego Pana schylającego się, by obmyć zakurzone stopy
swoich uczniów, odzianego w ręcznik sługi. Odzianego w pokorę.
Jeśli
ktoś potrzebuje lekcji pokory, polecam mu podróż samochodem przez cały kraj. Bo
to właśnie stojąc na krawędzi Wielkiego Kanionu i wpatrując się w jego bezkres,
jestem w stanie poczuć, jak bardzo jestem „mała”.
Albo
podróżując samochodem godzinami przez pustynię Utah, zdając sobie sprawę, że do
miejsca odpoczynku pozostało setki mil, i mając nadzieję, że pęcherz wytrzyma.
I
patrząc na formacje skalne, które wyglądały „nieziemsko” na tle błękitu nade
mną, i uświadamiając sobie, jak dawno temu musiały się pojawić – na długo przed
moim przybyciem na planetę i pozostaną na niej długo po moim odejściu. Wtedy
właśnie dostrzegłam cząstkę mojego ulotnego, mglistego życia.
Pan
Wszechmogący pyta:
„Gdzie
byłeś, kiedy położyłem fundamenty ziemi?
Powiedz mi, jeśli rozumiesz.
Kto wyznaczył jej wymiary? Na pewno wiesz!”
„Czy
kiedykolwiek wydałeś rozkazy porankowi
lub pokazałeś świtowi jego miejsce…
„Czy
potrafisz pokierować ruchem gwiazd,
wiążąc gromadę Plejad
lub rozluźniając więzy Oriona?
Kto
może przewrócić dzbany z wodą nieba,
gdy kurz stwardnieje
, a grudy ziemi się zlepią?
—Hioba
38: 4-5; 12; 31; 37-38
Podobnie
jak Hiob, zakryłam usta ręką i nie będę już mówiła.
On
się o ciebie troszczy
Bóg,
który stworzył niebo i ziemię, stworzył również człowieka i w swoim
miłosierdziu „pamięta, że jesteśmy prochem”. Pytanie brzmi:
czy my o tym pamiętamy?
Pismo
Święte mówi nam, że Bóg się o nas troszczy. To fakt. Pytanie brzmi:
czy w to wierzymy?
Nasze
problemy są bardzo realne i bolesne; Alistair zachęca nas, abyśmy postrzegali
je „w świetle faktu, że mamy Boga i Ojca, który niezwykle interesuje się
szczegółami naszego życia. On wie wszystko, z czym musimy się zmierzyć”.
Ale
zbyt często chcemy być swoimi własnymi zbawicielami i próbujemy udźwignąć wszystko. W
rezultacie jesteśmy tak przytłoczeni ciężarami, że zastanawiamy się, jak
kiedykolwiek przetrwamy pod ich ciężarem. Przyjacielu, nie zostaliśmy
stworzeni, aby udźwignąć to wszystko. Musimy pamiętać, kim jesteśmy w
świetle tego, kim jest Bóg. To właśnie „pod potężną ręką Boga” żyje pokora.
„Pisma Święte zawsze prowadzą nas do kresu naszych
możliwości, abyśmy mogli wciąż na nowo odkrywać naszą wystarczalność w
Chrystusie” – Alistair Begg
Nie
chcę się martwić, ale martwię się cały czas. Martwię się o utratę rodziców i o
rzeczy, których nie powiedziano.
Martwię się o moje autystyczne dziecko i o to, czy kiedyś będzie w stanie o
siebie zadbać.
Martwię się o mojego średniego syna i o ciemną chmurę depresji wiszącą nad nim.
Martwię się o mojego pierworodnego i o to, czy będzie chodził z Panem.
Martwię się o to, że stracę męża w jakimś strasznym wypadku drogowym.
Zapytałam
kiedyś przyjaciółkę, czy to brak wiary sprawia, że modlę się o bezpieczeństwo moich
dzieci w szkole za każdym razem, gdy je tam odwożę. Powiedziała, że nie. Wręcz przeciwnie.
Powiedziała, że to oznaka pokory i zaufania do Jedynego, który jest w stanie zapewnić im
bezpieczeństwo.
Więc
właśnie to robimy. Puszczamy uścisk, po prostu puszczamy. Z otwartymi dłońmi
mówimy: „To Twoje, Panie. Już nie mogę tego udźwignąć”. I tak kroczymy, każdego
dnia – przez sześćdziesiąt sekund każdej minuty – w dyscyplinie odmowy
przyjęcia z powrotem tego, co Jemu oddaliśmy.
Ponieważ
jesteśmy przekonani, że On jest wystarczająco silny, aby to
wszystko udźwignąć i że zależy Mu na tym, aby to uczynić – tak
jak to uczynił wiele lat temu, niosąc krzyż na Golgotę.
Vanessa Doughty