W powietrzu rozlega się głębokie dudnienie. Niebo jest dziś zachmurzone i dźwięk przypomina grzmot, ale wiem, że to nie burza. Jego źródło jest znacznie bardziej złowrogie. Choć ich nie widzę, wysoko nade mną przelatują irańskie rakiety i drony bojowe, niosąc groźbę zniszczenia. Dziękuję Bogu za Jego powszechną łaskę okazywaną krajowi, w którym mieszkam na Bliskim Wschodzie, gdy wystrzeliwuje on pociski przechwytujące, by unieszkodliwić tę niebezpieczną broń. Gdy zaczynam zanosić modlitwy za moją rodzinę i mój kościół, to złowrogie dudnienie wciąż nie ustaje.
Ten międzynarodowy konflikt
nie jest pierwszą próbą, przez którą przechodzi moja rodzina. A gdy słyszę
kolejne wybuchy w powietrzu, przypominam sobie, że takie chwile kryzysu są
niepokojące i dezorientujące dla wszystkich ludzi, także dla misjonarzy. Gdy
przychodzą trudności, lęk może szybko wkraść się do serca misjonarza.
Zwątpienie grozi, że zaleje go lawiną natrętnych pytań: „Co ja zrobiłem?
Dlaczego w ogóle tu przyjechałem? Co stanie się z moją rodziną?”. Niemal
niezauważalnie nasz osąd może zostać przesłonięty przez „mgłę wojny”, przez co
zaczynamy skupiać się wyłącznie na własnym przetrwaniu albo pogrążać się w
rozpaczy.
W chwilach kryzysu
misjonarze potrzebują, by Duch tchnął w ich serca wiatrem swego Słowa i rozwiał
tę oślepiającą mgłę. Pismo Święte w pełni wystarcza, by pomóc misjonarzom
pośród takich utrapień, przypominając im o tym, co jest prawdą, nawet gdy świat
wokół nich zdaje się rozpadać.
Pan króluje
Kiedy kładziemy naszych
chłopców spać, razem powtarzamy dobrze znane słowa z Psalmu 97:1: „Pan króluje,
niech raduje się ziemia.” Choć to krótki werset, niesie ze sobą ogromną moc. W
jednym zwięzłym zdaniu odsuwa zasłonę z dziejów świata i ukazuje rzeczywistość
taką, jaka naprawdę jest. Przyroda może huczeć, narody mogą się burzyć, lecz to
Pan panuje nad wszystkim.
Dla misjonarza pośród burzy
ta prawda jest jak koło ratunkowe. To Bóg, a nie przypadek, kieruje wszystkim,
co dzieje się na tym świecie. Jego władza obejmuje zarówno „wielkie sprawy”,
takie jak światowi przywódcy, uderzenia rakietowe czy to, gdzie postanowiłem
mieszkać i służyć, gdy wybuchła wojna. Obejmuje też „małe sprawy” codziennego
życia, jak wieczorny rytuał usypiania małych dzieci. Nic nie dzieje się poza
Jego suwerennym postanowieniem.
Boża suwerenność daje mi
więc ufność. Podobnie jak misjonarz John Paton wiem, że jestem nieśmiertelny,
dopóki mój Pan nie zakończy wobec mnie swojego dzieła. Pan króluje i nic nie
może pokrzyżować Jego zamiaru wobec sług Ewangelii ani sprowadzić na nich
szkody, jeśli On postanowił inaczej. Mogę więc pozostać w tym kraju i służyć z
ufnością, bo wiem, że mój Król dzierży berło nad całym wszechświatem.
Równocześnie Boża
suwerenność prowadzi mnie do pokornej uległości. Niekiedy Boży zamysł wobec
Jego sług obejmuje ból, trud i stratę. Zrywają się burze. Uderzają fale. Pada
deszcz. Ale tylko na rozkaz Pana, który króluje. Jeśli cierpię jako misjonarz,
wiem, że ta próba przychodzi z tych samych suwerennych dłoni, które kiedyś
zostały przebite za mnie. Pan króluje — i to daje mi powód do radości.
Cierpienie nigdy nie jest
bez celu
Jeśli Bóg jest suwerenny i
postanowił cierpienie w moim życiu, mogę mieć pewność — jak trafnie ujęła to
Elisabeth Elliot — że „cierpienie nigdy nie jest bez celu”. Innymi słowy, Bóg
zawsze ma zamysł w każdej próbie, którą dopuszcza na mojej drodze.
Jak Elliot doszła do takiego
wniosku? Przez samą Ewangelię. Na krzyżu Jezus Chrystus zniósł najstraszliwsze
cierpienie, jakie można sobie wyobrazić. A jednak całe to Jego utrapienie
zostało postanowione przez Boga dla najwspanialszego celu w całej historii
odkupienia. „Spodobało się Panu zmiażdżyć Go cierpieniem; dotknął Go bólem.”
Dlaczego? „Sprawiedliwy, mój Sługa, usprawiedliwi wielu i sam poniesie ich
nieprawości” (Iz 53:10–11).
Dzięki Ewangelii misjonarze
otrzymują pewność i nadzieję w chwilach kryzysu. Gdy jestem powołany, by iść
drogą cierpienia za moim Zbawicielem, wiem, że ta droga prowadzi do celu
wyznaczonego przez Boga. Cierpienia Chrystusa miały swój cel i z Bożej łaski
moje również go mają.
Misjonarzu, czego Bóg może
dokonać przez twoje cierpienia? Być może ta próba przyczyni się do większego
postępu Ewangelii (Flp 1:12). Może twój kryzys uzdolni cię do umacniania
rodzimych wierzących, gdy sami będą przechodzić przez cierpienie (2 Kor 1:6).
Ale twoje utrapienie może też mieć cel ukryty przed tobą. Może być tak, że
dobry Boży zamysł wobec ciebie w tym konkretnym cierpieniu polega po prostu na
przemianie twojego serca i upodobnieniu cię do Jezusa (Rz 8:28–29). Cierpienie
nigdy nie jest bez celu. Bóg ma swój zamysł we wszystkim, co postanawia, nawet
w naszych najciemniejszych godzinach.
Jezus daje łaskę, która
podtrzymuje
Gdy apostoł Paweł odczuł w
swoim życiu przygniatający ciężar cierpienia, błagał Pana o ulgę. „Dany mi
został cierń dla ciała, posłaniec szatana, aby mnie policzkował, żebym się nie
wynosił. W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie” (2 Kor
12:7–8). Jak Pan odpowiedział na prośbę tego misjonarza o pomoc? Nie usunął
próby Pawła, lecz zamiast tego przypomniał mu prawdę: „Powiedział mi:
«Wystarczy ci moja łaska, bo moc w słabości się doskonali»” (2 Kor 12:9).
Podobnie jak Paweł, także
współcześni misjonarze doświadczają ciężkich utrapień. A jednak pośród tych
trudności obietnica Chrystusa pozostaje prawdziwa. Gdy rakiety niosą groźbę
zniszczenia, łaska Jezusa wystarcza. Gdy przewlekła choroba zalewa nasze ciało
słabością, Boża moc daje nam pewny grunt pod nogami. Gdy wyczerpują się nasze
własne siły, moc naszego Zbawiciela zaczyna rozkwitać w naszych sercach. Tak,
Pan postanawia wszelkie cierpienie i ból. Nigdy jednak nie odmawia nam łaski,
której potrzebujemy, by podtrzymać nasze serca, gdy przechodzimy przez każdą,
nawet najciemniejszą dolinę.
Jak dochodzimy do tego, by
doświadczać tej łaski w czasie potrzeby? Jednym ze sposobów, w jaki odkryła ją
moja rodzina, jest nasz lokalny kościół. Doświadczaliśmy podtrzymującej łaski
Pana, gdy patrzyliśmy na naszą wspólnotę wiary, która gromadzi się jakby na
przedsmaku nieba, mimo całego wzburzenia świata. Odczuwaliśmy moc Chrystusa,
gdy łączyliśmy głosy we wspólnym śpiewie: „Niech przepadnie dobytek i bliscy, a
także to śmiertelne życie; ciało mogą zabić, lecz Boża prawda trwa nadal. Jego
królestwo jest na wieki.”
W naszej słabości
otrzymujemy nową siłę, gdy razem jako Kościół słuchamy Słowa Bożego
zwiastowanego z mocą pośród chaosu tego świata. Jezus chętnie udziela swojej
łaski cierpiącym przez wspólnotę swojego ludu. W chwilach kryzysu Kościół nas
podtrzymuje, pomaga nam iść pewnym krokiem i towarzyszy nam w drodze do nieba.
Oparci na czymś większym
Teraz wszystko wydaje się
spokojniejsze. Dudnienie na niebie ustało — przynajmniej na tę chwilę. Dziękuję
Bogu za to, że powstrzymuje zło, i modlę się o szybki koniec konfliktu na
Bliskim Wschodzie. Jednocześnie wiem, że moja nadzieja opiera się na czymś
trwalszym i chwalebniejszym niż samo zakończenie tego kryzysu. Jej fundamentem
jest suwerenny Bóg, który dla mnie przyjął cierpienie, abym mógł poznać Jego
zbawienie. Ożywiony tą nadzieją wiem, że i ja mogę z Jego łaski przyjąć
cierpienie, aby głosić Ewangelię ku chwale Jego imienia.
Luke Waite