Najważniejszy tekst, jaki kiedykolwiek tutaj przeczytasz. Czy jesteś gotowy umrzeć?
Drogi Czytelniku, Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie zobaczymy. A jednak pragnę na…
Read more »W
tym samym pomieszczeniu, w którym Maria wylała swój skarb u stóp Jezusa, Judasz
obliczał, ile pieniędzy zostało zmarnowanych. Cóż za kontrast między dwoma
życiami.
Fragment
Pisma: Jan 12:4-6; Mateusz 6:24
„A Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, który miał Go wydać, rzekł: «Czemu
nie sprzedano tych wonności za trzysta denarów i nie rozdano ubogim?»
Powiedział zaś to nie dlatego, że troszczył się o ubogich, lecz ponieważ był
złodziejem i mając trzos, zabierał to, co wkładano.”
W powietrzu rozlega się głębokie dudnienie. Niebo jest dziś zachmurzone i dźwięk przypomina grzmot, ale wiem, że to nie burza. Jego źródło jest znacznie bardziej złowrogie. Choć ich nie widzę, wysoko nade mną przelatują irańskie rakiety i drony bojowe, niosąc groźbę zniszczenia. Dziękuję Bogu za Jego powszechną łaskę okazywaną krajowi, w którym mieszkam na Bliskim Wschodzie, gdy wystrzeliwuje on pociski przechwytujące, by unieszkodliwić tę niebezpieczną broń. Gdy zaczynam zanosić modlitwy za moją rodzinę i mój kościół, to złowrogie dudnienie wciąż nie ustaje.
Praca matki często pozostaje
ukryta przed oczami świata — niewidziana, nieopiewana, niedoceniana. A jednak w
tych cichych, codziennych aktach miłości i służby matki uczestniczą w wiecznych
zamierzeniach Boga.
Mądrość dnia: „Matka jedną
ręką kołysze kołyskę, a drugą kształtuje wieczność.” — Elizabeth Elliot
Fragment Pisma: Jan 12:2–3;
Psalm 127:3
„Urządzili Mu tam wieczerzę, a Marta usługiwała… Maria zaś wzięła funt
bardzo drogiego olejku z czystego nardu, namaściła stopy Jezusa i otarła je
swoimi włosami.”
Co sprawia, że czyjeś
życie zapisuje się w kartach historii? Aleksander Wielki? John Rockefeller?
Einstein? Shakespeare? Lecz co sprawia, że jakieś życie pozostaje na zawsze w
pamięci Jezusa?
„Im usilniej człowiek próbuje utrwalić
własne dziedzictwo, tym mniej prawdopodobne, że pozostawi po sobie ślad na
szalach wieczności.” – Jonny Ardavanis
Fragment Pisma: J 12,1–3;
Mk 14,9
„Zaprawdę powiadam wam: gdziekolwiek na całym świecie będzie głoszona
ewangelia, opowiadać się będzie na jej pamiątkę także o tym, co ona uczyniła.”
20 kwietnia 2001 roku peruwiańskie siły powietrzne wzięły samolot misyjny za maszynę przemycającą narkotyki i otworzyły ogień. Misjonarka Veronica Bowers, lat 35, trzymała na kolanach swoją siedmiomiesięczną córkę Charity. Siedziała tuż za pilotem, Kevinem Donaldsonem. Razem z nimi byli mąż Veroniki, Jim, oraz ich sześcioletni syn Cory. Pilot został postrzelony w obie nogi. Wprowadził samolot w awaryjne opadanie i — co zdumiewające — zdołał awaryjnie posadzić go na rzece; maszyna zatonęła właśnie wtedy, gdy wszyscy zdołali się z niej wydostać. Jedna z kul przeleciała obok głowy Jima i wybiła otwór w przedniej szybie. Inna przeszła przez plecy Veroniki i zatrzymała się w ciele jej siedmiomiesięcznej córki, zabijając obie. Taka była cena służby Chrystusowi na misji.
Dorastałem z ojcem, który spał w domu, ale zasadniczo nie był obecny ani dla mnie, ani dla mojego brata. Był dobrym żywicielem rodziny i byłem dumny z jego niezwykłej siły fizycznej, ale nie przychodził na moje mecze ani na żadne szkolne wydarzenia. Nigdy nie miałem doświadczenia rzucania z nim piłki ani jeżdżenia z nim na biwaki czy na ryby. Był utalentowanym mechanikiem, ale nie poświęcał czasu, by nauczyć mnie, jak pracować rękami. Zawsze albo szedł do pracy, albo, kiedy był w domu, pracował nad czymś innym lub czytał gazetę. Poza mówieniem mi, żebym wykonywał różne obowiązki, rzadko się do mnie odzywał i miałem do niego niewielki dostęp. Podczas gdy moja mama zawsze była obecna i łatwo było do niej podejść, wydawało się, że mój ojciec nie był mną zainteresowany.
1. Przeczytaj Księgę Rodzaju
12,1–9 i módl się
Moje życie należy do Ciebie,
o Boże;
Ty mnie stworzyłeś, Ty mnie odkupiłeś, Ty mnie zachowujesz,
i dziś znów jest moje, bo o mnie pamiętałeś.
A teraz stoi przede mną dzisiejsze powołanie,
ze swoją pracą i próbą,
i idę mu naprzeciw aż do wieczora.
Niech Twoje błogosławieństwo towarzyszy mi
we wszystkim, co ten dzień przyniesie.
Wcale nie ufam samemu sobie.
Lękam się żyć, jeśli Ty mnie nie strzeżesz.
Lękam się działać i mówić, jeśli Ty mnie nie prowadzisz.
Podtrzymuj mnie dziś,
abym nie odszedł od Twojego pokoju
ani nie popadł w grzech.
— Henry Wotherspoon
Czy
kiedykolwiek byłeś zły na Boga? Zdezorientowany Nim? Sfrustrowany Nim?
Ja z
pewnością byłem, i to wiele razy, szczególnie po śmierci mojego syna.
Hiob
także. Słyszymy to w rozdziałach, kiedy
przeklina dzień swoich narodzin. „Dlaczego nie umarłem przy urodzeniu?” — jęczy
(3:11). Podobnie Jeremiasz „przeklął dzień, w którym się urodził” (Jer. 20:14).
Psalmista nawet powiedział Bogu, żeby odwrócił wzrok i zostawił go w spokoju:
„Odwróć ode mnie wzrok, abym się rozweselił, zanim odejdę i już mnie nie
będzie!” (Ps. 39:13).
Co jest nie tak z tymi ludźmi? Ich życie zostało zniszczone? Czują się opuszczeni przez Boga. Codzienna egzystencja jest potworna. To właśnie jest nie tak.
Proszę, otwórzcie swoje
Biblie na Księdze Jozuego, rozdział 1.
Módlmy się.
Ojcze,
stoimy przed Tobą w imieniu Twojego Syna.
I wiemy, że wysłuchujesz naszych modlitw.
Jesteś Bogiem, który słucha
głosu człowieka.
Który słyszy nas w nocnej straży.
Który zna nasze najgłębsze myśli.
Ojcze, jesteśmy tak mali.
Bezsilność to nasze imię.
Panie, jesteśmy pozbawieni
mądrości.
Duchowej siły.
Bitwa, Panie, jest wielka.
Szaleje wokół nas.
Szaleje w nas samych.
Ojcze, nie mamy żadnej
nadziei,
chyba że odpowiesz na nasze modlitwy
i uwielbisz przez to swojego Syna.
Ojcze, Twoi słudzy
potrzebują tak wielu rzeczy.
Ojcze, nasz intelekt jest
słaby.
Cała nasza wiedza jest blada i bezsilna.
Panie, nie potrafimy nawet
zaczerpnąć
jednego oddechu z powietrza wokół nas.
Panie, potrzebujemy Ciebie.
Potrzebujemy Twojej pomocy.
Potrzebujemy Twojego namaszczenia.
Potrzebujemy Twojego napełnienia.
Ojcze, musimy stać się kimś
więcej niż tylko ludźmi.
Pociągnij nas do siebie,
Panie.
Oczyść nas.
Napełnij nas Duchem Świętym.
Ojcze, jesteśmy w pełni
świadomi,
że Twój Syn zasługuje na więcej
niż to, czym jesteśmy
i niż to, co możemy dać.
Umocnij nas, Panie.
Pomóż nam.
Okazałeś nam życzliwość w
przeszłości.
Okaż nam życzliwość teraz.
Pobłogosław swój lud, Panie,
a będą błogosławieni.
W imieniu Jezusa. Amen.
Gdy świat patrzy na Iran,
chrześcijanie patrzą innymi oczami.
Gdziekolwiek mieszkamy,
obserwujemy i modlimy się z duchową perspektywą, która przekracza naturalne
troski oraz granice naszego państwa. Jesteśmy Amerykanami, Brazylijczykami,
Kanadyjczykami, Dominikańczykami — lecz w Chrystusie jesteśmy przede wszystkim
obywatelami nieba (Filipian 3:20). Nasza najwyższa lojalność należy do Jezusa —
zmartwychwstałego, wniebowstąpionego i królującego nad wszystkimi narodami dla
szczególnego dobra swojego Kościoła — nawet w wielkich smutkach tych dni.
Niektórzy szacują, że w ostatnich tygodniach muzułmański reżim w Iranie zabił ponad trzydzieści tysięcy protestujących. Do dziś Stany Zjednoczone i Izrael przeprowadziły sześć dni skoordynowanych ataków na strategiczne cele w Iranie. Donosi się o ponad tysiącu zabitych Irańczyków — liczba ta obejmuje żołnierzy, cywilów oraz 86-letniego najwyższego przywódcę kraju, który rządził od 1989 roku. Iran odpowiedział atakami dronów i rakiet w całym regionie. Dotąd w konflikcie zginęło dwunastu Izraelczyków i sześciu Amerykanów.
Często słyszymy od was, od
słuchaczy, którzy piszą do nas w chwili, gdy ból życia jest tak ostry i tak
uporczywy, że podnosicie wzrok ku niebu i macie ochotę krzyczeć. A może
krzyczycie: „Chciałbym nigdy się nie urodzić”.
Lament. Są rzeczy, których trzeba się nauczyć o lamencie — ale nie w samym środku bólu, który doprowadza nas niemal do granicy załamania, lecz w spokojniejszych chwilach — kiedy ból nie jest aż tak dotkliwy. Ponieważ Biblia wydaje się wyznaczać bardzo wyraźną linię. Istnieje święty lament. I istnieje niewłaściwy sposób narzekania. Gdzie więc przebiega ta linia?
„Wszystkie
wasze zmartwienia przerzućcie na Niego, gdyż On troszczy się o was.” 1 Piotra
5:7
„Oddaję
to Bogu, a potem od razu biorę” – mawiała babcia.
Wiedziałam dokładnie, co miała na myśli, bo ja też to robię.
Kiedy
pojawiają się problemy, nasze myśli zaczynają krążyć w naszej głowie, puls
przyspiesza, ręce zaczynają drżeć.
Martwimy się, jakby zamartwianie się dałoby nam siłę by zmienić niepokojące okoliczności. W głębi duszy wiemy, że martwienie się niczego nie rozwiązuje, więc dlaczego wciąż to robimy?
Drogi Czytelniku, Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie zobaczymy. A jednak pragnę na…
Read more »