Co sprawia, że czyjeś
życie zapisuje się w kartach historii? Aleksander Wielki? John Rockefeller?
Einstein? Shakespeare? Lecz co sprawia, że jakieś życie pozostaje na zawsze w
pamięci Jezusa?
„Im usilniej człowiek próbuje utrwalić
własne dziedzictwo, tym mniej prawdopodobne, że pozostawi po sobie ślad na
szalach wieczności.” – Jonny Ardavanis
Fragment Pisma: J 12,1–3;
Mk 14,9
„Zaprawdę powiadam wam: gdziekolwiek na całym świecie będzie głoszona
ewangelia, opowiadać się będzie na jej pamiątkę także o tym, co ona uczyniła.”
W całym Piśmie jest tylko
jeden moment, w którym Jezus wypowiada słowa tego rodzaju. Tylko jedna osoba
zostaje przez Niego wyróżniona w taki sposób, że jej życie ma nigdy, przenigdy
nie zostać zapomniane. I nie jest to król, nie zdobywca, nie uczony. Jest nią
Maria z Betanii.
Kobieta, której miłość,
oddanie, ofiarność i duchowe zrozumienie są tak niezwykłe, że sam Król
stworzenia mówi: gdziekolwiek będzie głoszona ewangelia — w każdym zakątku
świata — tam niech będzie wspominane także życie Marii z Betanii.
To doprawdy zdumiewające
stwierdzenie.
Co więc sprawiło, że jej
życie stało się warte pamięci? Wyróżniają się cztery rzeczy.
Po
pierwsze, jej ofiara. Maria bierze funt czystego nardu — wart
równowartość rocznego wynagrodzenia, a więc ogromną sumę — i wylewa go u stóp
Jezusa. Każda kropla przedstawiała wielką wartość. Być może był to rodzinny
skarb, oszczędności całego życia, może coś, co miało stanowić zabezpieczenie na
przyszłość. A jednak w jednej chwili wszystko zostaje wylane u stóp Jezusa.
Czy istnieje coś zbyt
cennego, by złożyć to u stóp Jezusa?
Maria nie oddaje Mu
symbolicznej części. Nie skrapia zaledwie kilkoma kroplami. Nie zachowuje
niczego dla siebie. Oddaje wszystko. Poświęca wszystko, co ma, dla Tego,
którego kocha. Dawid powiedział w 2 Sm 24,24: „Nie będę składał Panu, mojemu
Bogu, całopaleń, które nic mnie nie kosztują.”
To nie jest ofiara, jeśli
nic nie kosztuje.
Zapisz to głęboko w swoim
sercu: miarą mojej miłości jest miara mojej ofiary. Przyniosę Jezusowi wszystko,
co mam — a moje życie nie zostanie zmarnowane.
Po
drugie, jej pokora. W 1 Liście do Koryntian 11 włosy kobiety
są ukazane jako jej chwała. A jednak Maria bierze to, co stanowi jej chwałę, i
czyni z tego narzędzie służby u stóp Jezusa. Ociera Jego stopy swoimi włosami.
Obmywanie nóg było
zajęciem niewolnika — czymś tak niskim, że nawet najniższy z uczniów nie miał
obowiązku tego czynić. A jednak Maria przyjmuje postawę sługi. I właśnie w tym
kryje się paradoks: to najpokorniejsze akty służby Pismo ukazuje jako
szczególnie cenne w oczach Boga.
Po
trzecie, jej duchowe zrozumienie. Jezus mówi w wersecie 7:
„Zostaw ją, zachowała to na dzień mojego pogrzebu.” Maria rozumiała, że Jezus
zmierza ku śmierci. To, co uczyniła, było jej darem przygotowanym dla Niego na
tę godzinę. Skąd to wiedziała? Odpowiedź jest prosta: z miejsca, w którym tak
często ją spotykamy — u stóp Jezusa, zasłuchaną w Jego słowa.
Po
czwarte, jej miłość. Serce Marii przepełnione jest miłością do
Zbawiciela. John Piper powiedział: „To piękna rzecz, gdy wartość Jezusa i
miłość Jego naśladowców wzajemnie sobie odpowiadają.”
A jaki był skutek tego
wszystkiego? Werset 3 mówi: „Dom napełnił się wonią olejku.” Każdy akt
osobistego uwielbienia wywiera wpływ znacznie szerszy, niż człowiek potrafi przewidzieć.
Gdy żyjesz całkowicie oddany chwale Boga, twoje życie staje się wonią —
błogosławieństwem dla tych, którzy są wokół ciebie.
Twoja praca może wydawać
się zwyczajna. Twoje codzienne obowiązki mogą wydawać się małe i niepozorne.
Lecz życie Marii pokazuje, że jeśli służysz Panu, jeśli chodzisz w pokorze,
jeśli miłujesz Pana, swego Boga, całym sercem, całą duszą, całym umysłem i całą
siłą — twoje życie będzie warte pamięci w oczach Boga.
Jonny Ardavanis