Drogi Czytelniku,
Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie
zobaczymy. A jednak pragnę napisać do ciebie ten osobisty list.
Piszę do ciebie dlatego, że łączy nas więcej, niż może ci
się wydawać. Choć być może nigdy nie spotkamy się na tym świecie, pewnego dnia
staniemy obok siebie, ponieważ obaj posiadamy duszę, która nie umiera. I z tą
duszą każdy z nas stanie przed Bogiem, twoim i moim Stwórcą, w wielkim dniu
sądu. Człowiekowi postanowione jest raz umrzeć, a potem sąd.
Możesz robić wszystko, co w twojej mocy, aby odsunąć od siebie myśl o śmierci. Ale nie uciekniesz od faktu, że musisz umrzeć. Wiesz, że umrzesz i staniesz przed Bogiem. Być może nie chcesz o tym myśleć, bo wiesz także, że po śmierci przychodzi sąd, tak pewnie jak po dniu przychodzi noc. Dlatego z całą powagą pytam: czy można postawić przed tobą ważniejsze pytanie niż to — co stanie się z tobą, kiedy umrzesz?
Biblia, sumienie i zdrowy rozsądek zgodnie mówią
człowiekowi, że czeka go wieczność. Dlatego dla własnego dobra nie uciekaj od
tego pytania: czy jestem przygotowany na śmierć i na spotkanie z Bogiem jako
Sędzią?
Muszę ci ze smutkiem powiedzieć, że miliony ludzi są dziś
przekonane, iż są gotowe stanąć przed Bogiem, a jednak po wielkim dniu sądu
znajdą się w piekle. Tak mówi sam Bóg w swoim Świętym Słowie: wielu będzie
uważało, że wszystko jest z nimi w porządku, będą powoływać się na swoje
religijne uczynki i na to, co czynili w imię Pana, a jednak usłyszą od
Chrystusa, że On ich nigdy nie znał i że mają odejść od Niego.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak straszliwe będzie to
przebudzenie dla tych, którzy idą przez życie przekonani, że wszystko jest
dobrze, a potem w owym dniu, stojąc przed Najwyższym Bogiem, usłyszą: „Nigdy
was nie znałem”? Nie da się opisać bólu duszy, gdy zapadnie nad nimi ten wyrok:
„Odejdźcie ode mnie”. Czy ty i ja także znajdziemy się pośród tych
rozczarowanych „wielu”, o których Chrystus mówi w 7. rozdziale Ewangelii
Mateusza?
Drogi czytelniku, poświęć mi proszę kilka minut, abym
spróbował pokazać ci, kto ostatecznie znajdzie się w piekle, a kto w niebie.
Szeroka droga prowadząca do wiecznego zatracenia
Najpierw muszę uczciwie powiedzieć, że Biblia uczy w 7.
rozdziale Ewangelii Mateusza, iż ogromna większość ludzi zmierza ku piekłu.
Brama jest szeroka i droga przestronna, która prowadzi do zguby, i wielu nią
idzie. Natomiast brama ciasna i droga wąska prowadzą do życia, a znajdują ją
tylko nieliczni. Być może brzmi to dla ciebie surowo, ale ta smutna prawda nie
wynika z okrucieństwa Boga. To raczej człowiek okazuje okrucieństwo samemu
sobie. Świadomie sprzeciwiamy się naszemu Stwórcy, lekceważymy Jego miłość i
depczemy Jego przykazania, które zostały nam dane dla naszego prawdziwego
dobra.
Z powodu takiego buntu i nieprawości wszyscy zasłużyliśmy
na śmierć i piekło. To właśnie są rzeczy, na które zapracowaliśmy, bo wszyscy
zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, a zapłatą za grzech jest śmierć.
Jacy ludzie znajdują się w tym wielkim tłumie
zmierzającym ku piekłu?
1. Wszyscy bezbożni ludzie skończą w piekle
Chodzi tu o tych, którzy jawnie prowadzą niegodziwe życie i dopuszczają się
takich rzeczy jak:
- spędzanie czasu w barach i trwonienie pieniędzy na
alkohol oraz narkotyki,
- wchodzenie w niemoralne, niedozwolone relacje
seksualne.
- traktowanie niedzieli jak zwykłego dnia tygodnia,
- codzienne oglądanie na ekranie obrazów jawnego grzechu,
- otwarte znieważanie Boga przez nadużywanie Jego
świętego imienia,
- życie w buncie przeciw rodzicom i przeciw zwierzchności
ustanowionej przez Boga.
Tacy bezbożni ludzie skończą w piekle, jeśli nie zostaną
doprowadzeni do prawdziwej pokuty i nawrócenia przez wszechmocne działanie
Bożej łaski. Czy należysz do tej grupy? Jeśli tak, usilnie cię wzywam, abyś
szukał łaski pokuty, wyznania grzechu i prawdziwego zwrócenia się do Boga,
zanim będzie na to za późno.
2. Wszyscy ludzie światowi skończą w piekle
Chodzi o tych, którzy może i powstrzymują się od rażących grzechów, ale ich
życie jest głęboko związane z tym światem. Żyją bez większego ciężaru sumienia,
chociaż stale robią takie rzeczy jak:
- stawiają samych siebie ponad Bogiem i przed Bogiem,
- bardziej cenią bogactwa tego świata niż bogactwo Bożej
łaski,
- wyżej stawiają pragnienia innych ludzi niż wolę Boga
objawioną w Jego Słowie,
- bardziej troszczą się o sprawy codziennego życia niż o
potrzebę Zbawiciela dla swojej nieśmiertelnej duszy,
- uważają skutki grzechu za większą tragedię niż samo
obrażenie świętego Stwórcy, który obdarza ich dobrodziejstwami,
- bardziej przejmują się tym, co myślą o nich sąsiedzi i
znajomi, niż tym, co myśli o nich Bóg.
Tacy ludzie również skończą w piekle, jeśli nie zostaną
doprowadzeni do prawdziwej pokuty i nawrócenia przez wszechmocne działanie
Bożej łaski.
Czy należysz do tej grupy?
Jeśli tak, muszę ci powiedzieć coś bardzo poważnego:
nawet samo niebo nie byłoby dla ciebie szczęściem, gdybyś się tam znalazł. Pan
nieba nie jest bowiem twoim Przyjacielem — to, co Jemu się podoba, tobie nie
sprawia radości, a to, czego On nienawidzi, nie budzi w tobie bólu. Jego Słowo
nie jest twoim doradcą, Jego dzień nie jest twoją rozkoszą, Jego prawo nie jest
twoim przewodnikiem. Niewiele obchodzi cię słuchanie o Nim, a jeszcze mniej
wiesz o rozmawianiu z Nim.
Przebywanie na zawsze w Jego obecności byłoby dla ciebie
czymś nie do zniesienia, a społeczność świętych i aniołów szybko by cię
znużyła. Patrząc na twoje praktyczne życie, Biblia znaczy dla ciebie niewiele,
Chrystus jeszcze mniej, a zbawienie wydaje się rzeczą zbędną.
Dlatego brzmi wezwanie: „Obudź się, śpiący, i powstań z
martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”. Nie można służyć jednocześnie Bogu i
mamonie.
3. Wielu ludzi religijnych również skończy w piekle
Można iść drogą ku potępieniu, a jednocześnie być sumiennym uczestnikiem
nabożeństw, nauczycielem szkoły niedzielnej, a nawet kaznodzieją. Religia może
być naszym ulubionym tematem, nasze rozmowy mogą dotyczyć Boga i Chrystusa, a
nasze zewnętrzne życie może wydawać się nienaganne — a mimo to dusza może wciąż
pozostawać niezbawiona.
Możemy być tak religijni jak pięć nierozsądnych panien z
25. rozdziału Ewangelii Mateusza: mieć podobne wyznanie, podobne oczekiwania,
lampy i zewnętrzny wygląd jak panny roztropne, a jednak zginąć. Możemy też być
tak religijni jak Achab, o którym Pismo mówi, że rozdarł swoje szaty,
przywdział wór, pościł i chodził w uniżeniu — a mimo to pozostać
nienawróconymi.
Możliwe jest także przeżywanie pewnych zwyczajnych poruszeń
sumienia: można odczuwać ciężar grzechu, mieć jakieś wrażenia związane z Bogiem
i Jego świętością, uznawać swój grzech, w pewnym stopniu się pod nim korzyć,
płakać nad nim, modlić się z jego powodu, a nawet bać się znowu zgrzeszyć — i
mimo to nie wejść do królestwa niebieskiego. Pomyśl o Kainie, Saulu i Judaszu.
Potrzebujemy czegoś więcej niż połowicznej religijności i
samego uczęszczania do kościoła. Potrzebujemy nieodpartego, odradzającego
działania Ducha Świętego, aby narodzić się na nowo i zostać naprawdę
nawróconymi. Dopiero wtedy człowiek zaczyna miłować Boga całym swoim jestestwem
— a właśnie tego brakowało we wszystkich wcześniejszych przykładach — i dopiero
wtedy zaczyna pragnąć Boga jak spragniony człowiek pragnie zimnej wody. Tylko
wtedy, dzięki łasce Bożej, człowiek staje się gotowy na spotkanie z Panem.
Dlatego trzeba bardzo uważać, aby światło, które wydaje się być w człowieku,
nie okazało się ciemnością.
Jak mogę poznać, czy należę do tych, którzy idą ku niebu?
Wąska droga prowadząca do życia wiecznego
Wszyscy, którzy znajdą się w niebie, będą wyznawać, że
ich zbawienie jest wielkim cudem darmowej łaski Bożej. Będą to ludzie naprawdę
narodzeni na nowo przez Ducha Świętego. Będą to ci, których Bóg prawdziwie
nawrócił. W ich nawróceniu pojawiają się trzy rzeczy: szczery smutek z powodu
własnego grzechu, szczera radość ze zbawienia w Jezusie Chrystusie oraz szczera
wdzięczność wobec Boga za Jego wielkie zbawienie.
1. Szczery smutek z powodu własnej grzeszności
Kiedy Duch Święty zaczyna dokonywać zbawienia w
grzeszniku, nie zaczyna od ukazania mu Chrystusa. Z natury w naszym sercu nie
ma miejsca dla Chrystusa. Najpierw stawia takiego człowieka twarzą w twarz z
jego prawdziwą nędzą i z niebezpiecznym stanem, w jakim znajduje się jako grzesznik
przed Bogiem. Taki człowiek zostaje doprowadzony do tego, by naprawdę odczuć,
kim jest przed Bogiem.
- szczery smutek z powodu niezliczonych rzeczywistych
grzechów popełnianych myślą, słowem i czynem przeciwko Bogu, który wszystko
wie;
- szczery smutek z powodu życia bez Boga, bez Chrystusa i
bez nadziei na świecie;
- szczery smutek z powodu strasznego grzechu
pierworodnego, wynikającego z głębokiego upadku w Adamie, gdy człowiek zostaje
pouczony, że całe jego serce jest jedynie źródłem skażenia i zepsucia;
- szczery smutek nie tylko dlatego, że ciężar grzechu
staje się zbyt wielki, by go unieść, ale także dlatego, że człowiek odkrywa, iż
sam nie potrafi się od tego ciężaru uwolnić;
- szczery smutek wtedy, gdy dochodzi do punktu, w którym
uświadamia sobie, że nie może sam siebie zbawić, a jednak musi być zbawiony,
tak że woła: „Panie, Ty jesteś sprawiedliwy i słuszny, jeśli na zawsze mnie
odrzucisz, ale czy możliwe jest, że w Tobie istnieje droga ucieczki przed Twoją
sprawiedliwą karą i powrotu do Twojej łaski?”
Czy i ty stałeś się takim właśnie poruszonym, nędznym,
niegodnym, winnym i zgubionym grzesznikiem — grzesznikiem, który z własnego
doświadczenia wie, że po jego stronie nie ma żadnej nadziei zbawienia?
2. Szczera radość ze zbawienia w Jezusie Chrystusie
Kiedy grzesznik dochodzi do przekonania, że po jego
stronie nie ma już nic poza potępieniem, a Duch Święty uzdalnia go, by rzucił
się na Boga jako jedyne schronienie, wtedy ten sam błogosławiony Duch odsłania
mu niewysłowienie bogatą drogę zbawienia i wybawienia, jaką Trójjedyny Bóg
przygotował przez krew i zadośćuczynienie Pana Jezusa Chrystusa.
Taki człowiek zostaje doprowadzony do tego, by
doświadczyć:
- potrzeby Chrystusa;
- ujrzenia jakiegoś aspektu dzieła pojednania Chrystusa w
jego pięknie, pełni i doskonałej odpowiedniości dla grzesznika;
- objawienia Chrystusa w duszy przez Słowo i Ducha,
dzięki czemu uczy się, że Chrystus w pełni wypełnił zakon i w pełni poniósł
karę za grzech w miejsce upadłych i niegodnych grzeszników;
- takiego zastosowania Chrystusa do serca, przez które
może uchwycić się Go z niewysłowioną radością jako swego Zbawiciela i swego
zbawienia.
Czy i ty doświadczyłeś czegoś z Chrystusa jako tej
wielkiej drogi wybawienia, gdy Duch Święty przyłożył Słowo Boże do twojej
duszy? Czy wzbudziło to w tobie pragnienie, aby coraz bardziej poznawać
Chrystusa jako Tego, który jest twoim wszystkim we wszystkim — poznawać Go
doświadczalnie jako jedynego, chętnego Zbawiciela, który zbawia całkowicie?
3. Szczera wdzięczność Bogu za Jego zbawienie
Wreszcie ci, którzy naprawdę doświadczają Bożej drogi
zbawienia w Jezusie Chrystusie, okazują także serdeczną wdzięczność za tak
wielkie wybawienie: „Czym odpłacę Panu za wszystkie dobrodziejstwa, które mi
wyświadczył?”
Pragną oddać wszystko — duszę i ciało, czas i wieczność —
w ręce Pana, leżeć u Jego stóp w prawdziwym poddaniu i wyznawać: „Bądź wola
Twoja jako w niebie, tak i na ziemi”.
Pomimo wielu braków po naszej stronie rodzi się wtedy w
nas pragnienie, by nade wszystko żyć ku chwale Boga oraz z miłością służyć
bliźniemu dla jego dobra duchowego i doczesnego.
Drogi czytelniku, zbadaj samego siebie.
Którą drogą idziesz?
Pytanie brzmi: czy idziesz szeroką drogą prowadzącą do
wiecznego zatracenia, czy wąską drogą prowadzącą do życia wiecznego? W świecie
istnieje wiele różnych dróg, ale w sensie duchowym są tylko dwie — i one nigdy
się nie przecinają. Są tak różne od siebie jak ciemność i światło, szatan i
Bóg, natura i łaska, piekło i niebo. Tylko sam Bóg, w swojej darmowej łasce,
może zdjąć człowieka z drogi prowadzącej do zguby i postawić go na drodze
prowadzącej do życia wiecznego.
Grzeszniku, autor usilnie wzywa cię do odwrócenia się od
swoich grzesznych i złych dróg. Zachęca, by wołać do Boga o prawdziwe
nawrócenie — do Tego, który nie tylko powiedział, że trzeba narodzić się na
nowo, ale który także ogłosił o sobie, że Syn Człowieczy przyszedł szukać i
zbawić to, co zginęło. Twoja dusza jest zgubiona, a twój stan nędzny, dlatego
powinieneś błagać Pana, by ci to pokazał, aby w twoim sercu zrobiło się miejsce
dla ewangelicznego poselstwa o Jezusie Chrystusie i o Nim ukrzyżowanym.
Na końcu pada jeszcze jedno bardzo mocne ostrzeżenie. Zwróć
uwagę, jak często Nowy Testament mówi o piekle, i używa obrazu drogi pełnej
znaków ostrzegawczych. Sens tego porównania jest taki: gdyby człowiek szedł
drogą, przy której raz po raz widziałby wyraźne ostrzeżenia, że prowadzi ona do
zguby, czy nadal chciałby nią iść? Zobacz, że dopóki człowiek trwa bez pokuty,
bez wiary, bez Chrystusa i w samozadowoleniu, pozostaje na drodze prowadzącej
do piekła. Piekło jest końcem zarówno światowego życia, jak i życia
religijnego, jeśli pozostają one pozbawione Chrystusa.
Ta krótka wiadomość jest jeszcze jednym znakiem
ostrzegawczym, który Bóg stawia na twojej drodze życia, aby cię uprzedzić, że
wszystkie ludzkie drogi kończą się śmiercią. Dlatego wzywa: „Szukajcie Pana,
dopóki można Go znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko”.
Ile jeszcze takich ostrzeżeń Pan postawi na twojej
drodze, zanim skończy się czas Jego cierpliwości i wypełni się Jego własne
słowo: człowiekowi postanowione jest raz umrzeć, a potem sąd?
Spiesz się, grzeszniku, ze względu na własne życie. Nić
twojego życia nie została jeszcze przecięta, ale staje się coraz cieńsza i coraz
bardziej krucha. Pan wciąż jeszcze woła do ciebie: „Jak żyję — mówi Pan Bóg —
nie mam upodobania w śmierci bezbożnego, lecz w tym, aby bezbożny odwrócił się
od swojej drogi i żył. Zawróćcie, zawróćcie ze swoich złych dróg. Czemu chcecie
umrzeć?”
Drzwi łaski są jeszcze otwarte. Tron Chrystusa nie został
jeszcze zamknięty. Czy usłyszysz Jego głos, zanim będzie za późno? „Pocałujcie
Syna, aby się nie rozgniewał i abyście nie zginęli w drodze, gdyż łatwo zapala
się Jego gniew. Błogosławieni wszyscy, którzy Mu ufają”.
Wszyscy ci, którzy żyli na ziemi bez Boga, będą także bez
Boga w piekle. Jak straszne będzie doświadczyć tego, o czym czytamy przy
bogaczu z 16. rozdziału Ewangelii Łukasza: że w piekle podniósł swoje oczy,
będąc w mękach, i wołał, że cierpi w tym płomieniu.
Drogi przyjacielu, pragnę cię ostrzec z miłością. Ty i ja
nie uciekniemy przed śmiercią. To spotkanie, które nas czeka i którego nie
ominiemy — niezależnie od wszystkiego.
Czy jesteś gotowy umrzeć?