Najważniejszy tekst, jaki kiedykolwiek tutaj przeczytasz. Czy jesteś gotowy umrzeć?
Drogi Czytelniku, Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie zobaczymy. A jednak pragnę na…
Read more »Papiestwo
Kolejnym powodem, dla
którego nie jestem rzymskim katolikiem, jest papiestwo. Po prostu nie uważam,
aby Ewangelia Mateusza 16:18 nauczała o prymacie Piotra.
Przeczytajmy ten fragment:
„I ja ci mówię, że ty jesteś
Piotr, a na tej skale zbuduję mój kościół, i bramy piekła go nie przemogą”.
Współczesny Rzym rozumie ten tekst w taki sposób, że skałą jest Piotr, a od Piotra wywodzi się linia następców, którymi są biskupi Rzymu. Konkretny biskup Rzymu ma być zaś namiestnikiem Chrystusa na ziemi.
Gdzie uczymy się ufać Bogu?
Często zakładamy, że
będziemy ufać Bogu, jeśli wybawi nas w jakiś niezwykły sposób — jak wtedy, gdy
rozdzielił Morze Czerwone. Jeśli Bóg uleczy nas z nieuleczalnej choroby,
naprawi trudną relację albo w cudowny sposób zaspokoi nasze potrzeby, jesteśmy
przekonani, że takie wydarzenie raz na zawsze umocni naszą wiarę. Będziemy
wiedzieć, że oddajemy cześć Bogu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych —
Bogu, który wskrzesza umarłych i panuje nad całym wszechświatem.
Pismo Święte przedstawia
jednak inną historię.
Izraelici, wychodząc z Egiptu, byli świadkami jednych z największych cudów opisanych w Biblii, a jednak cuda te nie wzbudziły w nich trwałego zaufania. Ich wiara kształtowała się dopiero na pustyni, w zwyczajnym, codziennym doświadczeniu zależności od Boga. To właśnie tam odkrywali, że Bóg jest wierny wszystkim swoim obietnicom.
Jak rozpoznać, czy naprawdę
komuś przebaczyliśmy, czy też nie? W tej kwestii może być trochę niejasności.
Podam krótki przykład z własnego życia. Kiedy opowiadam o swoim dzieciństwie, o
moim ojcu alkoholiku i o rozwodzie moich rodziców, zdarza się, że w kolejce
podchodzą do mnie sześćdziesięcio- czy siedemdziesięcioletni mężczyźni, ze
łzami w oczach mówiąc: „Nigdy nie potrafiłem przebaczyć mojemu ojcu”.
I to jest dla mnie trudne. Co właściwie powiedzieć takiej osobie? Trzeba to puścić. Trzeba przestać mieć to komuś za złe. Trzeba przebaczyć. Ale, Tim, w kulturze chrześcijańskiej jest wiele takich niewygaszonych uraz i krzywd, z którymi tak naprawdę nigdy się nie uporaliśmy. Jak więc rozpoznać, po pierwsze, że one wciąż w nas są, a po drugie, czy rzeczywiście przebaczyliśmy?
Wierzę,
że jednym z największych problemów, z jakimi boryka się wielu z nas, nasi
starsi i wiele naszych zborów, jest legalizm — trzymanie się litery prawa i
wyobrażanie sobie, że skoro przestrzegamy pewnych zasad i wykonujemy określone
praktyki religijne, to jesteśmy duchowi. Nie zdajemy sobie sprawy, że to
wszystko jest jedynie liśćmi.
Cała
aktywność religijna to liście. Czytanie Biblii, modlitwa, chodzenie na
zgromadzenia — wszystko to są liście. A owocu może nie być. Tymczasem Jezus
przychodzi i szuka owocu.
Galacjanie
mieli właśnie taki problem. Zaczęli dobrze. Narodzili się na nowo, zaczęli w
Duchu, ale potem zboczyli na boczny tor legalizmu, sądząc, że zaprowadzi ich on
tam, dokąd przeznaczył ich Bóg. Jak już widzieliśmy, celem nie jest niebo, lecz
upodobnienie się do Chrystusa. A legalizm nigdy was tam nie zaprowadzi.
Paweł,
chcąc ich skorygować, powiedział im słowa, na które wszyscy mający skłonność do
legalizmu powinni zwrócić szczególną uwagę. List do Galacjan 6:3: „Jeśli ktoś
uważa, że jest kimś, będąc nikim, zwodzi samego siebie”.
Powtórzę to dla podkreślenia. Jeśli ktoś uważa, że jest kimś, będąc nikim, zwodzi samego siebie.
A co, jeśli wydarzy się
najgorsze? A co, jeśli się nie wydarzy!
Wszystko może się rozpaść.
Twoje życie może się rozpaść — przynajmniej potencjalnie. Może wydarzyć się
najgorsza z możliwych rzeczy. To możliwe. Technicznie rzecz biorąc — możliwe. I
właśnie o tym nie potrafisz przestać myśleć. Ta myśl nieustannie tłucze ci się
po głowie. Myśli pędzą. Próbujesz przeanalizować każdą możliwość, każdy możliwy
rozwój wydarzeń, każdy zły scenariusz, żeby rozpoznać zagrożenie
i móc ochronić siebie oraz tych, których kochasz. Przygotowujesz się na
najgorsze, mimo że nic nie wskazuje na to, by najgorsze rzeczywiście miało się
wydarzyć, ponieważ gdyby jednak do tego doszło, byłoby to nie do
zniesienia. Krótko mówiąc — katastrofizujesz.
A gdy to wszystko dzieje się w twojej głowie, serce zaczyna bić szybciej, dłonie się pocą, a ciało przygotowuje się do działania. Być może rzeczywiście zaczynasz działać i próbujesz zapobiec wyobrażonej katastrofie. Dzwonisz do kogoś i przepraszasz. Próbujesz coś „naprawić”. Robisz badanie, żeby upewnić się, że nie jesteś chory. Doprecyzowujesz coś, co wcześniej powiedziałeś. Piszesz do kogoś, pytając go o zdanie. Być może przynosi ci to ulgę, a być może nie. Być może pozostaje ci po prostu siedzieć, czekać i zobaczyć, co Bóg dla ciebie przygotował.
Wystarczalność łaski
Kolejną kwestią jest
wystarczalność łaski. Zasadniczy podział, wynikający z tych ważnych różnic
definicyjnych i stanowiący jeden z głównych powodów, dla których jestem
protestantem, a nie rzymskim katolikiem, dotyczy pytania, czy łaska sama
dokonuje zbawienia, czy też wymaga ludzkiego współdziałania.
Spór reformacyjny nie
dotyczył konieczności łaski, ale jej wystarczalności.
Rzym twierdzi, że łaska uzdalnia człowieka do zbawienia, ale nie doprowadza go do niego w sposób nieodparty. Łaska nie może bowiem rozpocząć, podtrzymać ani dopełnić zbawienia bez zgody i współdziałania człowieka.
Po drugie, wierzę w
wystarczalność wiary. Protestanckie nauczanie o zbawieniu podkreśla, że
dokonuje się ono wyłącznie przez wiarę.
Usprawiedliwienie — do
którego powrócę później — jest rozstrzygającym momentem, w którym Bóg ogłasza
człowieka sprawiedliwym, a człowiek rozpoczyna życie chrześcijańskie. Jest to
rozumienie sądowe lub prawne. Bóg ogłasza wierzącego sprawiedliwym na podstawie
jego wiary w Chrystusa.
Taka pozycja człowieka przed Bogiem wyklucza wszelkie ludzkie uczynki, w tym obrzędy religijne sprawowane za pośrednictwem Kościoła.
Jak to w ogóle możliwe? Rzymski katolicyzm naucza, że jesteśmy „wszyscy braćmi" (encyklika papieża Franciszka z 2020 roku), że wszystkich należy błogosławić (deklaracja Fiducia supplicans z 2023 roku, dopuszczająca błogosławienie osób o skłonnościach homoseksualnych), że todos, todos, todos (wszyscy, wszyscy, wszyscy), że wszyscy są dziećmi Bożymi — a potem… ekskomunikuje nowo konsekrowanych biskupów i całe duchowieństwo Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X, którzy są bardziej rzymskokatoliccy niż ktokolwiek inny!?!
Chciałem teraz poświęcić
trochę czasu na wyjaśnienie, dlaczego jestem protestantem, a konkretnie —
dlaczego nie jestem rzymskim katolikiem. Często spotykam się z komentarzami w
rodzaju: „Wes, nie mogę uwierzyć, że mimo tak dogłębnego studiowania Pisma
Świętego i historii Kościoła nadal pozostajesz protestantem”.
Postanowiłem więc
przedstawić powody mojego stanowiska. Najprostsza odpowiedź brzmi: właśnie ze
względu na moje studium Pisma Świętego i historii Kościoła jestem protestantem
z przekonania. Oczywiście wymaga to szerszego wyjaśnienia. Chcę więc omówić
kilka kwestii i wyjaśnić, dlaczego przyjmuję współczesne stanowisko
protestanckie, a nie współczesne stanowisko rzymskokatolickie.
Wystarczalność Pisma
Świętego
Pierwszą kwestią jest wystarczalność. Kiedy mówimy, że coś jest wystarczające, mamy na myśli, że zarówno ze względu na to, czym jest, jak i ze względu na to, co czyni, w pełni spełnia swój zamierzony cel.
Drogi Czytelniku, Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie zobaczymy. A jednak pragnę na…
Read more »