Opatrzność, pokuta,
suwerenność, poddanie, cierpienie.
Czy trudno ci przyjąć Bożą
opatrzność w swoim życiu? Być może cierpisz, przytłoczony smutkiem lub bólem.
Być może tkwisz w grzechu, a każdy odruch twojego serca sprzeciwia się drodze
Pana. Czy chodzi o cierpienie, grzech, czy jedno i drugie, obowiązkiem — a
zarazem radością — każdego chrześcijanina jest pochylić głowę i poddać się
Bogu. Jak jednak mamy się tego nauczyć?
Opór woli
Mój syn Pilgrim ma prawie
cztery lata i zmaga się ze słabą wolą. Każda sytuacja, każde spojrzenie czy
słowo, które nie odpowiada jego chwilowym pragnieniom, wywołuje u niego płacz.
Niedawno, gdy rozmawiałam przez telefon z mamą, usłyszała jego szloch.
— Co się stało? Zrobił sobie
krzywdę? Przewrócił się?
— Nie, mamo. Po prostu ktoś mu powiedział „nie”.
Kochane dziecko. Nie zdaje sobie sprawy, jak doskonałe zwierciadło podstawia własnej matce. Niewiele się od niego różnię. Moja wola również sprzeciwia się opatrzności Pana.
Wbrew popularnemu określeniu
„dziecko o silnej woli” Charlotte Mason, autorytet w dziedzinie wychowania,
twierdziła, że wola takiego dziecka jest w rzeczywistości bardzo słaba.
„Wyobraź sobie — mawiała — że podlegasz każdemu kaprysowi własnej woli i nie
potrafisz zwrócić się ku temu, co dobre i słuszne, ponieważ jesteś niewolnikiem
każdego swojego pragnienia”. Taki człowiek, przekonywała, nie ma silnej woli,
lecz wolę słabą i zniewoloną. Ulega każdemu swojemu pragnieniu. Kiedy
sprzeciwiamy się Bożej opatrzności w swoim życiu, kurczowo trzymając się
własnych pragnień i oczekiwań, ujawniamy słabą wolę, poddaną naszym
namiętnościom.
Jednym z powracających
motywów Biblii jest czynienie tego, co słuszne we własnych oczach. Raz po raz w
Starym Testamencie wiadomo, że dzieje się źle, gdy ludzie czynią to, co słuszne
we własnych oczach. Kiedy sprzeciwiamy się woli Boga na rzecz własnych pragnień
— czy to w smutku, chorobie, czy grzechu — czynimy to, co słuszne we własnych
oczach. Nie chcemy Jego opatrzności. Chcemy innej opatrzności — życia zgodnego
z naszym wyobrażeniem o tym, co byłoby właściwe.
Nie chcę tej choroby. Nie chcę
tego męża ani tej żony. Nie chcę żyć samotnie. Nie chcę tego przeciekającego
dachu, którego naprawa może kosztować fortunę.
A jak reagujemy na to, czego
nie chcemy? Niepokojem, gniewem, zajadaniem emocji, masturbacją — można by
wymieniać dalej. Ulegamy swoim najniższym pragnieniom, aby uciec od
rzeczywistości Bożej opatrzności. Nie chcemy przyznać, że właściwą odpowiedzią
na nasze położenie jest zgodzić się na rolę drugoplanowej postaci we wspaniałej
opowieści Boga i poddać się Jego opatrzności w danych nam okolicznościach.
Pomyślmy o uczniach Jezusa,
którzy w 9. rozdziale Ewangelii Jana spotkali człowieka niewidomego od
urodzenia. Zapytali: „Mistrzu, kto zgrzeszył, on czy jego rodzice, że urodził
się ślepy?” (J 9,2).
Nauczycielu, powiedz coś, co
pozwoli nam zrozumieć to cierpienie. To, że ten człowiek nie widzi, musi być
sprawiedliwą odpłatą. Na pewno karzesz go za jego grzech albo za grzech jego
rodziców.
Co odpowiedział Jezus? „Ani
on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, ale stało się tak, aby się na nim objawiły
dzieła Boga” (J 9,3).
Boża opatrzność w naszym
życiu — fakt, że to Jego wola rozstrzyga o każdej naszej sytuacji — może
pozostawać dla nas tajemnicą. Nie potrafimy pojąć, że ktoś mógł urodzić się
niewidomy po to, aby objawiły się w nim dzieła Boga. Kiedy Boża opatrzność
wydaje nam się nieczuła, ujawnia to, jak słabo rozumiemy Jego charakter.
Jesteś dobry i dobrze
czynisz
Co możemy wiedzieć o
charakterze Boga, kiedy nie chcemy poddać się Jego opatrzności? Pomyślmy o
Psalmie 119,68: „Dobry jesteś i dobrze czynisz”. Słowa te stały się refrenem,
który nieustannie powtarzam własnej duszy.
Bóg jest samą definicją
dobra. Użyte tutaj hebrajskie słowo jest tym samym, które pojawia się w 1.
rozdziale Księgi Rodzaju, gdy podczas stworzenia Bóg ogłasza każde swoje dzieło
„dobrym”. Oznacza ono coś, co budzi upodobanie, a zarazem jest słuszne. Sam Bóg
jest godny upodobania i prawy. Nie czyni zła i nie ma w Nim niczego złego.
Bóg jest nie tylko dobry,
lecz także dobrze czyni. To znaczy, że nie czyni zła. Nie brzmi to: „Jesteś
dobry, ale chciałabym, żebyś również tak postępował”. Ani: „Jesteś dobry, lecz
wydajesz się bezsilny”. W naszej kulturze czasami mylimy dobroć ze słabością.
Nie znamy władców, którzy byliby dobrzy do głębi i czynili dobro we wszystkich
swoich działaniach. Z Bogiem jest inaczej. On jest dobry i czyni wyłącznie
dobro.
Co ciekawe, jeśli
przyjmiemy, że możliwym autorem tego psalmu jest Dawid, słowa te wypowiada on,
rozważając ucisk, którego doświadczył w swoim życiu. W tej części psalmu
najpierw wyznaje, że Bóg dobrze uczynił swemu słudze, i prosi Go, aby nauczył
go właściwego osądu (Ps 119,65–66). To łatwo przyjąć. Szczególnie fascynuje
mnie jednak kolejny werset, zwłaszcza w kontekście naszych rozważań:
„Zanim doznałem ucisku,
błądziłem, ale teraz przestrzegam twego słowa. Dobry jesteś i dobrze czynisz”
(Ps 119,67–68).
Widzisz to? Przejawem
dobroci Boga w życiu Dawida było to, że Bóg doświadczył go uciskiem, aby Dawid
powrócił na drogę sprawiedliwości i przestrzegał Jego słowa.
Zaledwie kilka wersetów
później Dawid powtarza tę prawdę:
„Dobrze mi, że zostałem
uciśniony, abym się nauczył twoich ustaw. Lepsze jest dla mnie prawo twoich ust
niż tysiące sztuk złota i srebra” (Ps 119,71–72).
Dawid uznaje, że Boża
opatrzność w jego życiu jest dobra, ponieważ pochodzi z rąk dobrego Boga.
Poddaje się jej, aby odnaleźć radość w Bogu. Opatrzność Boża w życiu wierzących
zawsze prowadzi nas drogą, którą powinniśmy iść. Czy prawo pochodzące z ust
Boga jest dla nas cenniejsze niż życie wolne od trudności? Czy jesteśmy gotowi
pochylić głowy przed Bożą opatrznością w naszym życiu tylko dlatego, że On jest
dobry i dobrze czyni? Czy potrafimy powiedzieć: „Tak, Panie”?
Chrześcijaninie, sam akt
poddania się Bożej opatrzności przyniesie twojej duszy pełen słodyczy pokój
posłuszeństwa — niezależnie od okoliczności.
Kiedy mozolnie staram się
pomagać Pilgrimowi, a jednocześnie przemawiam do własnego serca, przypomina mi
się historia opowiedziana przez Elisabeth Elliot. Pewna kobieta przyszła do
pastora po radę, ponieważ w konkretnej sprawie nie chciała pójść za Bogiem.
Pastor wysłuchał jej, a następnie napisał na kartce słowa: „Nie, Panie”.
Poprosił, aby przez dziesięć minut zastanawiała się, które z tych słów powinna
skreślić.
Dziesięć minut później
kobieta pokutowała. Wiedziała, że gdyby skreśliła słowo „Panie”, wyrzekłaby się
wiary. Nie można sprzeciwiać się panowaniu Boga nad całym swoim życiem i
zarazem być chrześcijaninem. Gdyby jednak skreśliła słowo „Nie”, musiałaby poddać
się Jego władzy i panowaniu.
Jeśli chodzi o Pilgrima,
ilekroć widzę, jak jego buzia wykrzywia się w grymasie i za chwilę ma wybuchnąć
płaczem, szybko do niego podchodzę, kładę dłoń na jego sercu, pomagam mu wziąć
głęboki oddech i mówię:
„Tak, Panie. Tak, Panie.
Tak, tak, Panie”.
Cokolwiek mu się przydarzyło
i jakkolwiek bardzo mu się to nie podoba, jest częścią Bożej opatrzności, a my
odpowiemy na to posłuszeństwem.
„Jesteś dobry i dobrze
czynisz”.
Pytania do refleksji
1. Jakiemu
zrządzeniu Bożej opatrzności sprzeciwiasz się obecnie w swoim życiu?
2. Z
którym pragnieniem twojego serca zderza się Boża opatrzność?
3. Jakiej
prawdy o Bożym charakterze możesz uchwycić się w tej sytuacji, aby poddać się
Jego panowaniu?
Bekka French