Modlitwa do świętych
Kolejnym powodem, dla
którego nie przyjmuję rzymskiego katolicyzmu, jest modlitwa do świętych. Uważam
ją za bardzo poważny problem.
Znacznie mniej przeszkadza
mi wyróżnianie szczególnie godnych naśladowania postaci z historii Kościoła.
Bardzo cenię przypominanie bohaterów wiary, których możemy uznać za należących
do społeczności świętych.
Trzeba jednak pamiętać, że Pismo Święte konsekwentnie określa mianem świętych wszystkich chrześcijan. Paweł zwraca się do wierzących w Rzymie jako do „powołanych świętych” w Liście do Rzymian 1:7.
Podobnie nazywa Kościół w
Koryncie „uświęconymi w Chrystusie Jezusie, powołanymi świętymi, wraz ze
wszystkimi, którzy w każdym miejscu wzywają imienia naszego Pana Jezusa
Chrystusa”. Czytamy o tym w Pierwszym Liście do Koryntian 1:2.
Przyznaję również, że według
stanowiska rzymskokatolickiego modlitwa do świętych nie oznacza oddawania im
czci należnej Bogu, lecz zwracanie się do zmarłych świętych. Katolicy
rozróżniają dulia, czyli cześć lub służbę okazywaną świętym, od latria, czyli
uwielbienia przysługującego wyłącznie Bogu.
Argumentują, że podobnie jak
prosimy świętych żyjących na ziemi, aby się za nas modlili, możemy prosić o
modlitwę świętych przebywających w chwale. Mają oni znajdować się bliżej samego
Boga ze względu na swój uwielbiony stan.
Rozumiem teologiczną logikę
tego stanowiska. Uważam jednak, że w praktycznej pobożności rozróżnienie między
dulia a latria zaciera się w problematyczny sposób.
W Piśmie Świętym modlitwa
zawsze kierowana jest wyłącznie do Boga. Ze względu na swoją naturę i funkcję
jest ona aktem uwielbienia.
Biblijne modlitwy mogą
zawierać skargi, negocjowanie, obronę własnej sprawy albo bardzo surowe i
szczere wyrażanie emocji. Każdy przykład modlitwy występujący w Piśmie jest
jednak prawdziwą rozmową z Bogiem.
Rozróżnienie między modlitwą
do świętego, która miałaby nie być uwielbieniem, a modlitwą do Boga, która jest
uwielbieniem, nie wytrzymuje moim zdaniem konfrontacji z Pismem Świętym.
Mówię to z wielkim
szacunkiem dla moich rzymskokatolickich przyjaciół. Kiedy jednak przyglądamy
się praktyce modlitwy do świętych w historii Kościoła, widzimy, że zbyt często
przeradzała się ona w przesądność oraz w błaganie świętych o pomoc zamiast
zwracania się do samego Boga.
W historii Kościoła istnieją
niezliczone przykłady ludzi, którzy przyjmowali tę praktykę i modlili się do
świętych o pomoc, zaniedbując przy tym modlitwę do Boga.
Przyznaję, że praktyka
związana z modlitwami za świętych i zmarłych zaczęła rozwijać się stosunkowo
wcześnie. Orygenes na przełomie II i III wieku bronił pewnych jej form,
odwołując się do społeczności świętych.
Dopiero jednak w IV i V
wieku praktyka modlitwy do świętych zaczęła się wyraźnie utrwalać, znajdując
zwolenników w osobach takich jak Cyryl Jerozolimski, Jan Chryzostom i Grzegorz
z Nazjanzu.
Nie sądzę, aby przejście od
modlitwy za zmarłych do modlitwy kierowanej do nich nastąpiło wcześniej. Dowody
wskazują raczej, że przez pierwsze trzy wieki cześć oddawana męczennikom
ograniczała się do wspominania ich cnót oraz obchodzenia dnia ich śmierci jako
dnia narodzin dla nieba. Takiego właśnie języka używano w niektórych wczesnych
pismach.
W epoce nicejskiej praktyka
ta zaczęła jednak przybierać bardziej rozwiniętą postać i doprowadziła do
formalnego wzywania świętych jako patronów i orędowników.
Z biblijnego punktu widzenia niezwykle trudno jest mi uzasadnić zarówno modlitwę do świętych, jak i modlitwę za nich. Po prostu nie znajduję dla niej podstaw.
Rozumiem, że rzymscy katolicy inaczej pojmują modlitwę i uważają, że można kierować ją do świętych, nie utożsamiając jej z uwielbieniem. Nie sądzę jednak, aby praktyka ta miała biblijne uzasadnienie. Co więcej, patrząc z perspektywy Pisma Świętego, uważam, że bardzo często może ona graniczyć z bałwochwalstwem.