Pytanie
skierowane do wszystkich, którzy zbierają się w imieniu Pana Jezusa Chrystusa.
Spośród wielu przywilejów nadanych nam przez zawsze łaskawego Pana, największym zapewne jest ten, że możemy być obecni w spotkaniach Jego umiłowanego ludu, podczas których obchodzona jest ustanowiona przez Niego Pamiątka Jego śmierci i zmartwychwstania. Każdy, kto rzeczywiście miłuje Chrystusa, znajdzie radość w przebywaniu tam, gdzie obiecał On być. Szczególny charakter temu spotkaniu nadaje zgromadzenie się na łamanie Chleba, by głosić Jego śmierć i zmartwychwstanie i rozważać Słowo Boże, by poznać Jego myśli, a w modlitwie przyjść przed Tron Łaski, by wspólnie wyjawić Mu nasze potrzeby i zaczerpnąć z Jego niewyczerpanego źródła.
Każde
wierne serce tęsknić będzie do tego, by być obecnym na zgromadzeniu, a możemy
być pewni, że każdy, kto celowo lub dobrowolnie opuszcza zgromadzenie,
znajduje się w zimnym, obojętnym i niezdrowym stanie ducha. Opuszczanie naszych
zgromadzeń jest pierwszym krokiem na pochyłej drodze, która doprowadzić może do
całkowitego odrzucenia Jezusa i wszystkiego tego, co jest Mu drogie (zobacz
List do Hebr. 10,25-27).
Celem
tych kilku wierszy nie będzie, jak powiedziano na początku, roztrząsanie często
stawianego pytania: „Skąd możemy wiedzieć, do jakiego powinniśmy chodzić
zgromadzenia?" Pytanie to dla każdego chrześcijanina ma na pewno ogromne
znaczenie i każdy wierzący powinien je postawić sam sobie i spróbować odebrać
ze Słowa Bożego właściwą odpowiedź. Gdyż pójście do zgromadzenia bez wiedzy, na
jakim gruncie ono bazuje lub się zbiera, oznacza działanie w niewiedzy lub w
obojętności, co całkowicie nie zgadza się ani z bojaźnią Bożą, ani z miłością
do Jego Słowa.
Dziś
zajmować nas będzie nie ten problem; nie będziemy zajmować się teraz gruntem,
na którym się zgromadzamy, lecz naszym stanem i zachowaniem się na tym gruncie,
a więc sprawą, która dla każdego, kto wyznaje, że zgromadza się wraz z innymi
wierzącymi w Imieniu Jezusa, jest szczególnie ważna i poważna; bowiem On jest Świętym.
Chcielibyśmy
więc dlatego do każdego serca i sumienia skierować pytanie: Czy jesteś dla
zgromadzenia pomocą czy przeszkodą? To, że każda jednostka jest jednym lub
drugim, jest jasne i zrozumiałe, dlatego też pytanie to ma tak doniosłe,
praktyczne znaczenie.
Prosimy
czytelnika, by otworzył swoją Biblię i przeczytał z namysłem i modlitwą
rozdział dwunasty z 1 listu apostoła Pawła do Koryntian. Znajdziemy tu dopiero
co wspomnianą prawdę, że każdy członek ciała wywiera swój wpływ na pozostałe
części. Jest to prawie tak, jak w ludzkim ciele: jeżeli coś jest nie w
porządku, a może to dotyczyć części najbardziej ukrytej lub najsłabszej, to
choruje całe ciało. Wystarczy naderwać paznokieć, wystarczy by zabolał ząb albo
została zwichnięta noga, by jakikolwiek staw, muskuł lub nerw był nie w
porządku, a zaraz całe ciało odbiera to jako przeszkodę w normalnym działaniu.
Tak samo dzieje się w Kościele Bożym, w Ciele Chrystusowym: „Jeżeli jeden
członek cierpi, wraz z nim cierpią wszystkie członki; jeżeli jeden członek
został uwielbiony, radują się wszystkie członki". Stan każdego członka z
osobna wpływa na cały organizm. Stąd też wypływa wniosek, że każdy członek w
stosunku do wszystkich pozostałych jest albo pomocą, albo przeszkodą. Co za
ogromna prawda! Oczywiście, ma ona też decydujące znaczenie praktyczne.
Apostoł
nie mówi tu o jakimkolwiek miejscowym zborze, lecz o całym ciele, którego
wyrazem powinno być każde miejscowe zgromadzenie. Tak więc mówi on, pisząc do
Koryntian: „Wy zaś jesteście ciałem Chrystusowym, a z osobna członkami".
Naturalnie, w innych miejscowościach istniały również zbory; lecz gdyby apostoł
mówił do nich o tej samej sprawie, mówiłby w ten sam sposób; bowiem co jest
prawdą dla całego Ciała, to odnosi się również do każdego miejscowego zboru.
Jest to całkiem jasne i proste, a w praktycznym względzie bardzo ważne.
Z
prawdy, którą poruszyliśmy, wynikają dla nas trzy kosztowne i ważne pobudki do
świętego i wiernego życia:
Po
pierwsze, nie powinniśmy znieważać Jezusa, Głowy całego Ciała, z
którą jesteśmy zjednoczeni;
Po
drugie, nie powinniśmy zasmucać Ducha Świętego, przez którego
jesteśmy zjednoczeni z Głową i ochrzczeni w jedno Ciało;
Po
trzecie, nie powinniśmy szkodzić członkom ciała tak bardzo z
nami związanymi.
Co
mogłoby wywrzeć na nas mocniejszy wpływ, niż te wyżej podane motywy działania?
O, ażeby uzyskały one pośród umiłowanych dzieci Bożych większe znaczenie!
Można zaakceptować tę naukę o jedności ciała i jej nauczać; całkiem jednak inną
rzeczą jest w niej żyć i objawiać jej świętą, przekształcającą moc.
Ubogi
ludzki rozum może roztrząsać największe prawdy i omawiać je na różne sposoby,
bez podporządkowania ich uświęcającemu działaniu serca, sumienia i życia.
Jakże poważna jest to dla każdego z nas myśl! Obyśmy chcieli poruszyć ją w
naszych sercach i pozwoli zadziałać w naszym życiu i usposobieniu!
Oby
prawda o jednym Ciele stała się dla każdego wierzącego z osobna na całej kuli
ziemskiej prawdziwą rzeczywistością!
Moglibyśmy
na tym zakończyć, ze świadomością, że gdy ta wspaniała prawda, o której
mówiliśmy, zostanie przez wszystkich przyjęta i utrzymana w żywej wierze, to na
pewno ukażą się również wszystkie jej wspaniale skutki, które wynikają z niej
dla praktycznego życia. Jednak przy pisaniu tych wierszy szczególnie na sercu
leżała nam jedna strona naszych rozważań, a mianowicie ta: jaki wpływ ma i jak
kształtuje zgromadzenie stan każdej pojedynczej duszy, nastawienie serca i
usposobienie każdego brata i każdej siostry, którzy do niego należą.
Najpierw
zwróćmy uwagę na to, że wszyscy ci, którzy w jakikolwiek sposób służą w
zgromadzeniu, podlegają szczególnej i poważnej odpowiedzialności, czy to śpiewają
pieśń, czy modlą się, dziękują lub czytają ze Słowa Bożego, lub na koniec,
biorą udział w nauczaniu i napominaniu. Wszyscy oni powinni zdawać sobie z tego
całkiem wyraźnie sprawę, że są oni powołani i uprawnieni przez Boga do
wypełniania swojej służby, i nie powinni zapomnieć, że również w tym, co
czynią, są narzędziami Pana; w przeciwnym razie będą oni po prostu szkodzić
zgromadzeniu. Mogą oni wygasić działanie Ducha Świętego, przeszkadzać w
uwielbianiu, a także w odbieraniu błogosławieństwa dla zgromadzenia.
Jest
to poważna sprawa i wymaga ogromnej baczności ze strony tych, którzy w
jakikolwiek sposób biorą udział w służbie w zborze. Już samo zaśpiewanie nie
pasującej lub w nieodpowiednim czasie pieśni, może wyrządzić wielką szkodę,
przerywając przebieg zebrania i rozstrajając cały jego ton. Również samo Słowo
Boże może być przeczytane w nieodpowiednim miejscu lub nieodpowiednim czasie.
Jednym słowem, wszystko, co nie jest bezpośrednim owocem Ducha Świętego, może
zaszkodzić budowaniu się i błogosławieństwu dla zgromadzenia. Wszyscy, którzy
biorą udział w służbie dla zboru, powinni w każdym czasie dążyć do tego, by w
tym, co czynią, byli prowadzeni Duchem Bożym.
Ich
motywem działania powinno być tylko jedno: uwielbienie Chrystusa w zgromadzeniu
i błogosławieństwo zgromadzenia przez Niego. Jeżeli tak nie jest, niech lepiej
milczą; bardziej wtedy uwielbią Pana i staną się większym błogosławieństwem dla
dusz, niż czasami przez niespokojne czynności i niepotrzebne rozmowy.
Obok
szczególnie świętej odpowiedzialności wszystkich tych, którzy biorą udział w
służbie w zborze w taki czy inny sposób, istnieje poważna odpowiedzialność dla
każdego z osobna. Ogólny ton, charakter i stan zboru, jak również zgromadzenia,
związane są najczęściej z pytaniem, jaki jest stan duchowy wszystkich dusz,
które stoją na tym samym gruncie. Sprawa ta porusza głęboko nasze serca i
pobudza nas do skierowania powyższych słów do wszystkich tych, którzy zbierają
się w imieniu Pana Jezusa, gdziekolwiek pod słońcem znajduje się zbór. Każda
dusza w nim jest albo pomocą, albo przeszkodą, pomnażaczem lub burzycielem.
Wszyscy,
którzy zbierają się z ofiarnym, poważnym, przepełnionym miłością sercem,
którzy przychodzą na spotkania, ponieważ jest w nich obecny sam Pan, którzy
śpieszą tam, gdzie ustanowiona jest Pamiątka Jego Imienia, którzy w Jego
obecności są szczęśliwi, ci wszyscy są prawdziwą pomocą, błogosławieństwem dla
zgromadzenia. Oby Bóg pomnożył ich liczbę! Gdyby wszystkie zbory miały więcej
takich błogosławionych wierzących, jakże inaczej wyglądałoby zgromadzenie w
niektórych miejscach!
Dlaczego
jednak tak nie jest? Nie chodzi bowiem tylko o dar lub wiedzę, lecz o łaskę i
pobożność, prawdziwą pobożność i życie w modlitwie, a więc o stan, w jakim
powinno znajdować się każde dziecko Boże i każdy sługa Chrystusowy. Bez łaski,
pobożności i życia w modlitwie nawet najwspanialsze dary i największa wiedza są
tylko przeszkodą i sidłami. Sam dar i poznanie bez czystego sumienia i bez
bojaźni Bożej mogą być wykorzystane przez wroga do zgubienia duszy i zostały
już w tym celu wykorzystane. Wszędzie tam, gdzie są prawdziwa pokora i bojaźń i
gdzie istnieje owa powaga wywołana świadomością obecności Boga, tam znajdują
się w zgromadzeniu Duch uwielbienia i głębia i świeżość Ducha Świętego.
Ogromną
różnicę stanowi to, czy zbór gromadzi się wokół jednego zdolnego człowieka,
czy też zbiera się po prostu wokół samego Pana jako członki jednego Ciała. Jest
wielkim dla całego zboru niebezpieczeństwem, jeżeli jego członkowie zgromadzają
się z powodu sługi, lub też z nawyku, przyzwyczajenia, obowiązku czy nawet
przywiązania do zboru. Jeśli jednak wierne serca zgromadzają się ze świadomością,
że w zgromadzeniu jest ich umiłowany Pan i Zbawiciel, i pragną tylko Jemu dać
wdzięczność; jeśli wielbią Dawcę, a nie dary; jeśli są wdzięczni za płynący od
Niego strumień łask - wówczas błogosławieństwo spłynie na cały zbór.
Ogólnie
uważa się, że ci wierzący, którzy nie mogliby obejść się bez nabożeństwa są
właśnie tymi, którzy najbardziej go cenią i akceptują. Oni to przyznają nabożeństwu
jego Boże miejsce. Ci natomiast, którzy więcej godności i ważności przypisują
darom, niż im się należy, i bez nich nie mają w zgromadzeniu przyjemności i
błogosławieństwa, są dla zboru przeszkodą i źródłem słabości. Niestety,
istnieją jeszcze tego typu przeszkody i przyczyny słabości, wymagające naszej
wzmożonej uwagi. Zanim pójdziemy, by zająć nasze miejsce w zgromadzeniu, każdy
z nas powinien zadać sobie poważne pytanie: Czy jestem pomocą, czy też
przeszkodą, budowniczym czy burzycielem?
Jeżeli
przychodzimy z zimnym, obojętnym lub nawet zatwardziałym sercem, jeżeli tylko z
formy i przyzwyczajenia kroczymy po drodze uznanej przez siebie za właściwą,
lub w nie ukierunkowanym, nie złamanym, gderliwym i oskarżającym duchu, który
wszędzie szuka błędów i znajduje je, sądzi wszystkich i wszystko, tylko nie
siebie samego - wtedy najpewniej jesteśmy poważną przeszkodą dla
błogosławieństwa i radości zgromadzenia. Jesteśmy wtedy tym chorym lub
zwichniętym członkiem ciała. Jakże to smutne i upokarzające, nawet
przerażające! Strzeżmy się tego, módlmy się o to, zdecydowanie to potępiajmy!
Jakże
inaczej wyglądają ci, którzy z radosnym sercem przychodzą na zgromadzenia, w
duchu miłości, łaskawości, który świadczy o Chrystusowym usposobieniu; oni to z
góry cieszą się na spotkanie z umiłowanymi braćmi i siostrami, czy to przy
łamaniu Chleba, czy przy źródle Pisma Świętego, lub przed Tronem łaski we
wspólnej modlitwie; oni głęboką i serdeczną miłością obejmują wszystkie
członki Ciała Chrystusowego; oczy ich nie są posępne, a ich sympatia nic
oziębia dla nikogo wokół nich przez podejrzliwość i nieufność lub przez
jakiekolwiek inne złe uczucia; oni przez Boga nauczeni są miłować swych braci,
widzą ich „ze szczytu skał" i widzą ich „widzeniem Wszechmocnego”
(porównaj 4 Moj. 23,9; 24,4); oni przyjmują każde nabożeństwo i każde
błogosławieństwo, jakie zsyła im Pan, chętnie i z wdzięcznością, nawet jeżeli
nie są one im przekazane przez wspaniały dar lub ulubionego nauczyciela.
Zaprawdę,
wszystkie te dusze są Bożym błogosławieństwem dla zgromadzenia, gdziekolwiek
tylko są. Z całego serca powtarzamy: oby Bóg pomnożył ich liczbę! Gdyby
wszystkie zbory zbudowane były z takich dusz, to już tu istniałaby atmosfera
nieba. Imię Jezusa byłoby jak wylany kosztowny nard. Każdy wzrok skierowany
byłby na Niego, każde serce byłoby Nim przepełnione; a o Jego imieniu i Jego
obecności złożone byłoby wśród nas najwspanialsze świadectwo, jakie może się
stać przez jakikolwiek najwspanialszy dar.
Oby
Pan łaskawie wylał swoje błogosławieństwo na wszystkie Swoje zbory! By uwolnił
je od każdej przeszkody, każdego ucisku, każdego kamienia obrazy i każdego
korzenia goryczy! Oby serca wszystkich zechciał połączyć się i zjednoczyć we
wzajemnym zaufaniu i prawdziwej, braterskiej miłości!
Zaprawdę,
niech ukoronuje On Swym największym błogosławieństwem starania i prace
wszystkich Swych umiłowanych sług, zarówno w domu, jak i na obczyźnie,
ożywiając ich serca i wzmacniając ich dłonie i ofiarując im łaskę.
Charles Henry Mackintosh