Parę
dni temu pochowaliśmy naszego dwudziestoletniego syna. Przez całych dwadzieścia
lat był leżącym, niepełnosprawnym człowiekiem całkowicie zdanym na opiekę
innych ludzi. Bóg nas doświadcza różnymi trudnościami.
Jednemu
się spali dom. Znam pewnych misjonarzy, którym Pan zabrał pięcioletniego
chłopczyka z rakiem mózgu. I w ten sposób powstają pytania typu dlaczego,
na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Bóg nie będzie się nam tłumaczył z tego co
i dlaczego robi.
Dlaczego więc zadajemy Bogu takie pytania? Co nam to przyniesie? Chciałbym przeczytać parę wersetów. Treny 3,37 Któż może powiedzieć, że staje się coś, czego Pan nie nakazał? O czym nam mówi ten werset? O suwerennym Bożym Prawie. Życie dać, ale go też zabrać.
Bóg
kieruje w naszym życiu wszystkimi rzeczami według swojej suwerennej woli. On
nie musi nam odpowiadać na nasze „dlaczego”. Pieśń 4, 16 Powstań wietrze z
północy i zerwij się. Wietrze z południa przewiej mój ogród, niech się
rozpłynie jego woń balsamiczna. Co oznacza, że Bóg kieruje wiatrami? Gdyby
był w naszym życiu tylko południowy wiatr, to by była pustynia. A gdyby był
wiatr tylko z północy, to byłaby Syberia. Wszystko by zamarzło i nic żywego by
się nie ostało. Ale gdy wiatry się zamieniają, a tym kieruje Bóg, raz to są
wiatry utrapienia, a raz błogosławieństwa. My ich sobie nie wybieramy, ale te
wiatry z naszego życia roznoszą pewną woń. I w tym objawia się suwerenność
Bożej woli.
Mój
ojciec był wiele razy aresztowany za wiarę i pewnego razu powiedział do niego
prokurator: „Gdy was aresztujemy i jest prześladowanie, oczyszczacie się od fałszywych
chrześcijan. Gdy was zostawiamy na wolności, pomnażacie się. Już nie wiemy co z
wami zrobić”. A mój ojciec im odpowiedział, z tym nie zrobicie nic, aż do
przyjścia Pana Jezusa będziemy się oczyszczać i rosnąć. W czasie północnych
wiatrów się oczyszczamy, a w czasie południowych rośniemy. A tym wszystkim
kieruje doskonała i suwerenna Boża wola.
Izajasz
8,22 A gdy spojrzy na ziemię, oto trwoga i pomroka, straszna ciemność i
nieprzenikniony mrok. Zawsze będzie trwoga, pomroka i ciemność. Przyjdzie
chwila, gdy też zajaśnieje słońce.
Nie
chciałbym rozważać utrapienia, którego przyczyną jest grzech. I to ma swoje
miejsce, ale wtedy utrapienie jest karą. Ja chcę się zastanowić nad sytuacjami,
gdy w życiu świętych i szczerze wierzących ludzi przychodzi trwoga, utrapienie,
a w ich życiu nie ma żadnego niewyznanego grzechu. Żadne ukryte, niewyznane
grzechy, a mimo tego przechodzi cierpienie. Jakie jest jego znaczenie w tym
wypadku?
Znalazłem
w Bożym Słowie więcej niż dziesięć powodów, dla których Bóg dla nas zsyła te
trudne próby. Wiecie, ja też pracuję dla Głosu Prześladowanych Chrześcijan. To
czasopismo jest pełne łez, płaczu, cierpienia i prześladowania Bożych dzieci,
które w różnych częściach świata przeżywają uciski. Tyle łez. Za co? Dlaczego
akurat oni? I jak długo jeszcze? Jeśli jest w naszym kraju spokój, to gdzieś w
innym miejscu na ziemi ciało Chrystusa jest łamane. Zawsze gdzieś jest
cierpienie. Chrystusowe ciało jest łamane. Jeżeli tutaj nam jest dobrze, to w
innym miejscu jest źle.
A
my wszyscy jesteśmy jednym ciałem. Chcę się z wami podzielić tym, co rozważaliśmy w kręgu naszej rodziny, gdy 20
lat troszczyliśmy się o nasze niepełnosprawne dziecko. Troska o to jedno
dziecko kosztowała nas tyle samo sił, co troska o pozostałych dziesięcioro. Jeździliśmy
z nim po wszystkich szpitalach. Często rozważaliśmy, Panie, jaki jest sens
cierpienia tego dziecka? Przecież nie możemy się modlić, Panie, skróci jego
cierpienie, gdyż kimże my jesteśmy, byśmy mieli Bogu coś podpowiadać. Tylko
modliliśmy się, by to móc w tym wytrwać. Jest bardzo trudno patrzeć na
cierpienie swego dziecka i nie móc mu pomóc. Dużo czasu spędzałem na modlitwie,
czytaniu Bożego Słowa i nauczaniu. Czym jest Boża dobroć pośród utrapienia? W
czym ją zobaczyć? Chciałbym pokazać na niektóre miejsca z Bożego Słowa, na
które nam Pan Bóg zwrócił moją uwagę.
Po
pierwsze. Cierpienie czy ucisk jest szkołą naszej ufności wobec Pana. Księga Joba 5, 6-7 Utrapienie bowiem nie
powstaje z prochu ani z ziemi nie wyrasta niedola; Lecz człowiek rodzi się na
niedolę, jak iskry z węgla wzlatują w górę.
Człowiek
rodzi się na niedolę. Warunki naśladowania brzmią weź krzyż i naśladuj mnie.
Słowo „krzyż” było dla uczniów niezrozumiałe.
Gdy
Pan Jezus mówi o tym, że Go czeka cierpienie, krzyż i śmierć, tu odzywa się
Piotr – Panie, bądź dla siebie miłosierny i nie przyjdzie to na Ciebie.
Cierpienie? Dlaczego? Po co? Dlaczego jest taka droga konieczna? Ten temat był
przed nimi ukryty tak, jak on jest dzisiaj ukryty dla niektórych chrześcijan.
Naśladowanie Chrystusa nie jest połączone z przyjemnościami.
Wszelkie
nasze materialne błogosławieństwo jest błogosławieństwem Starego Testamentu. I
wszelka dobroć, czyli błogosławieństwo Nowego Testamentu dotyczy wieczności, a
nie życia tu na ziemi. Być bogatym materialnie nie jest grzechem, ale droga,
którą nas Bóg prowadzi, jest drogą Chrystusa i oznacza – idź, sprzedaj, rozdaj.
W Dziejach Apostolskich czytamy w rozdziale 14, 22 wiersz: Utwierdzając
duszę uczniów i zachęcając, aby trwali wierze i mówiąc, że musimy przejść przez
wiele ucisków, aby wejść do Królestwa Bożego.
W
Bożej Szkole różne są klasy. Jest klasa modlitwy, gdy Pan Jezus naucza uczniów
jak się modlić. Później klasa cierpliwości, pokory, przebaczenia, miłosierdzia,
uniżenia, uświęcenia i jeszcze dodatkowo jedna klasa, a ta się nazywa
cierpienie. Może się zdarzyć, że zakończymy wszystkie inne klasy, ale kiedy
przychodzi cierpienie, wtedy jesteśmy podobni do Piotra, by powiedzieć – bądź
względem siebie trochę miłosierny i nie przyjdzie to na Ciebie.
Ale
inna droga do chwały, jak tylko poprzez cierpienie, nie prowadzi. Gdy kupujecie
lekarstwo, na niektórych ulotkach pisze – wstrząsnąć przed użyciem. Bracia i
siostry, zanim Boży człowiek jest przygotowany do użytku w Bożym dziele, musi
być wstrząśnięty przez PANA.
Nie
będziesz przygotowany do użytku, zanim nie przejdziesz tej drogi, zanim się
Tobą nie potrząśnie. W Getsemane Pan Jezus, zanim wypił kielich cierpienia,
najpierw za niego Ojcu podziękował. Dziękował za cierpienie, które jest dla
Niego przygotowane na krzyżu Golgoty.
I
zwróćcie uwagę, że tak samo najpierw dziękował za chleb, a dopiero potem go
złamał. Tak samo i my, jeżeli Pana Jezusa naśladujemy, musi w nas mieszkać ten
sam duch wdzięczności. Dlatego, że nam jest dane nie tylko w Niego wierzyć, ale
też dla Niego cierpieć.
Zauważcie,
to nam jest dane, to jest dar. Gdy raz staniemy przed Bogiem, nie
będziemy wspominać jak jedliśmy w luksusowych restauracjach, jakimi samochodami
jeździliśmy, na jak drogie urlopy wyjeżdżaliśmy, co ludzie widzieli w naszym
życiu majętnego, ile państw zwiedziliśmy, ale na ile byliśmy chętni dla Niego
cierpieć.
Jednego
razu opowiadał mi ojciec pewną historię. W pewnym państwie obalono rząd.
Wszyscy ministrowie, z wyjątkiem jednego, ustawili się w stylu, gdzie wiatr zawiał,
a tylko jednego, nieugiętego, wsadzili do więzienia, gdyż chciał zostać wiernym
swojemu królowi. I po jakimś czasie znów się sytuacja polityczna zmieniła i
władzę objął ponownie stary król. Powiedzieli mu o więźniowi, więc król kazał
go przeprowadzić i zapytał, co było dla niego w ciągu tych lat spędzonych w więzieniu
najtrudniejszego. A on powiedział – kajdany. Wtedy król dał polecenie, by te
kajdany zważyli na wadze.
A
ile wyniesie waga kajdan, tyle samo mają mu odważyć złota ze królewskiej
skarbnicy. Gdy mamy kajdany przykute do nóg, wydaje nam się ta sytuacja nie do
wytrzymania, ale gdy od nich jest uzależniona nasza nagroda, to nam przychodzi
może i na myśl, że mogły być bardziej ciężkie – cierpienie, szkoła zaufania.
Po
drugie, cierpienie jest dla wychowania naszej duchowej dojrzałości. Przypowieści 24,10 Jeśli w dniu ucisku
ustaniesz, twoja siła jest słaba. Bracia i siostry, nasza siła nie sprawdzi
się w śpiewaniu pieśni, modlitwach, uczęszczaniu na nabożeństwo, ale w dniu
ucisku. Jak chcesz sprawdzić ile masz siły, tego nie sprawdzisz w dniach
pomyślności. Ale niewątpliwie przyjdzie dzień próby. Gdy byłem na Kaukazie,
zauważyłam, że ludzie tam wzmacniają brzegi i robią to jesienią. Jest ładna
pogoda i nic nie oznacza, żeby miało być niebezpiecznie. A jednak tamtejsi
ludzie usilnie pracują. Teraz, gdy jest w korycie mało wody. Bo oni wiedzą, że
wiosną, gdy stopnieje śnieg i cała ta ogromna masa wód się zwali się do dolin,
na wioski, wzmocnione koryto ją będzie w stanie przyjąć i nie przerwie się i
nie zatopi ich domów.
Moi
drodzy, wtedy gdy żyjemy sobie spokojnym życiem i na razie nic nam nie grozi,
zacznijmy wzmacniać brzegi. Jest więcej niż pewne, że dzień ucisku nadejdzie i
wypróbuje twoją siłę. Na dzień ucisku musimy się przygotować wtedy, gdy jest
spokój i nic nie wskazuje na to, żeby coś miało nadejść.
A
nadejdzie. Wtedy już nie pomoże jeden drugiemu, mąż żonie, siostra bratu,
kaznodzieja wierzącym. Każdy sam za siebie zostanie wypróbowany, jaka jest jego
duchowa dojrzałość.
Mieliśmy
pogrzeb jednej siostry w zborze, jej mąż nad otwartym grobem tak się modlił: „Boże,
naucz mnie być Ci wdzięcznym i za to”. Jest bardzo ważne, byśmy byli wyćwiczeni
w tym, aby mieć zawsze wdzięczne serce. Aby gdy nadejdzie dzień ucisku,
mogliśmy go powitać z wdzięcznością. Posłuchajcie jeszcze raz. Dzień ucisku
powitać z wdzięcznością.
Bóg
dał, Bóg wziął. Niech Jego imię będzie błogosławione. Jest bardzo ważne nauczyć
się tego, byśmy w dzień ucisku mogli powiedzieć Niech będzie błogosławiony
Pan.
A
też jest bardzo potrzebne, byśmy się nauczyli błogosławić innych. Gdy pewien
brat mając 64 lata usłyszał wyrok sądu 10 lat ciężkiego więzienia za wiarę, dał
mu sędzia możliwość wypowiedzenia ostatniego słowa. A on głośno rozpoczął
modlitwę i po kolei błogosławił wszystkim, którzy tam byli.
Od
sędziego przez prokuratora służbę więzienną i na sam koniec przeczytał pięć
zwrotek pieśni, którą śpiewamy w zborze i na tym skończył. Tu podszedł do niego
pracownik służby więziennej i poprosił go, czy mógłby mu sprezentować te słowa
pieśni. I po 10 latach, gdy brat wrócił do domu, odwiedził go człowiek, który
przedstawił się jako brat w Chrystusie i powiedział mu tak: „Gdy was
wyprowadzili ze sali sądowej 10 lat temu, nikt z nas nie przypuszczał, że da
się to przeżyć w waszym wieku. Między wszystkimi pracownikami w sali na dłuższy
czas zapanowała cisza. To ja poprosiłam o słowa pieśni i czytałem je w kółko,
ale one były ponad moje zrozumienie, dlatego poszukałem zboru i za jakiś czas
tam pokutowałem”.
I
tak samo ważne jak wszystko co dotychczas wymieniłem jest to, byśmy
przyzwyczajali się słuchać Boży głos, nie go tylko słyszeć.
Po
trzecie, ucisk jest potrzebny dla Bożej chwały. Jan 9, 1-3 A przechodząc ujrzał człowieka
ślepego od urodzenia i zapytali go jego uczniowie mówiąc, Mistrzu, kto
zgrzeszył? On, czyli rodzice jego, że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus,
ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła
Boże.
Uczniowie
myśleli w sposób czarno-biały: albo musiał zgrzeszyć on, albo jego rodzice. I
tego trzeciego wariantu nie widzieli. Gdy urodzi się dziecko, chore, pierwsza
myśl, która wam przyjdzie jest: „Dlaczego na nas spadła taka kara?!”. A Pan
Jezus odpowiada, ani on, ani rodzice. To jest dla Bożej chwały i dlatego tutaj
mamy też takie bóle, które są dla Bożej chwały. Gdyby ktoś zadał ci pytanie: „Pragniesz
uwielbić Boga?”. Chyba odpowiemy: „Tak Panie, pragnę”. W porządku, mówi Pan i
wtedy obdaruję was niewidomą dziewczynką.
Zgoda?
Urodzi się niewidome dziecko i całe wasze życie będzie poświęcone tylko jemu, i
w tym będzie Bóg uwielbiony. Bracia i siostry, czy by się to wydawało dla was
lekkie? Niewidome dziecko to w żaden sposób nie pasuje do naszej wyobraźni
uwielbienia Boga. A czy wiecie, że urodzenie i uzdrowienie ślepego było
przepowiedziane przez proroków i że takiego mógł uzdrowić tylko i wyłącznie
Mesjasz? Tylko on mógł uzdrowić ślepego od urodzenia.
To
był dowód na Jego obecność, że On już tutaj jest między nimi. Dlatego musiały
być przygotowane naczynia, na których się objawi Boża chwała. Gdy przyjdzie
Mesjasz będzie otwierał oczy ślepych. Dlatego ktoś się musiał ślepym urodzić i
to urodzenie było przygotowane dla Bożej chwały.
Gdy
urodził się mój ojciec, lekarze powiedzieli jego rodzicom, moim dziadkom, że ich
syn nigdy nie będzie widział. I wtedy jego ojciec wziął na ręce i modlił się
tak: „Panie, jestem Ci wdzięczny za tego syna”. W domu już miał dwie córki, a
to był jego pierwszy syn. „Dziękuję Ci, że urodził się ślepym, aby na nim
objawiła się Twoja chwała”. I mama wtedy po raz pierwszy powiedziała na tę
modlitwę Amen. Lekarze trochę się pomylili. Na jedno oko nie widział wcale, ale
drugie widział na 10%. Przeżył 80 lat z 10% wzroku.
Otrzymał
na to grupę inwalidzką i dlatego też nie musiał pracować. Żył w okresie, gdy
aresztowali każdego, kto trzy miesiące nie pracował. Więc był uprzywilejowany,
gdyż jako inwalida mógł nieograniczanie odwiedzać zbory po całym Związku
Radzieckim.
Bóg
używał brak jego wzroku dla swojej chwały. A gdy później był aresztowany, to
nawet ani tam nie musiał pracować, ale jednak wyprosił sobie, by mu dali coś
lekkiego do pracy. I dali mu wiązać ze sznurków siatki. Tak jak i drugim, ale
po nim nikt nie chciał spełniać normy. Tak się zdarzyło, że pod koniec dnia
tata to co zrobił rozdał między więźniów, którzy nie zdążyli spełnić norm i tym
pozyskał ich serca dla Ewangelii.
Pewnym
rodzicom urodził się syn bez rąk i bez nóg. A oni dopiero teraz, gdy występuje
i rozmawia publicznie o wielkości i dobroci Boga, zrozumieli, że był im dany
dla chwały Bożej. Raz zrobili z nim wywiad w telewizji i redaktor go zapytał,
dlaczego nie prosisz Boga, by ci dał ręce i nogi, skoro mówisz, że jest Wszechmogący.
A on odpowiedział, że w ten sposób może Go bardziej uwielbić, niż gdyby był
zdrowy.
Bracia
i siostry, śmierć wierzących dla Bożej chwały. Bądźcie pewni tego, że wszyscy
poumieramy, lecz tylko nieliczni z nas będą wyróżnieni tym, że przez swoją
śmierć uwielbią Boga. Ten zaszczyt nie jest dla wszystkich, lecz niektórym to
Pan daje.
W
mieści Tula spalił się dom modlitwy, a gdy strażacy jeszcze byli na miejscu,
zapytali brata Kryuczkowa: „Jak uważacie, dlaczego się to wydarzyło?”. A on
powiedział tylko dwa słowa: „Boża chwała”. I odszedł. W tym ucisku uwielbił się
Bóg. Wierzący byli doświadczeni i przetrwali tę próbę. Wybudowali nowy, o wiele
większy dom modlitwy. Jedni uważali to za tragedię, a inni jako coś, co
wydarzyło się na Bożą chwałę.
Nawet
cierpienie izraelskiego narodu było dla Bożej chwały. Mojżesz chodził i prosił faraona,
by wypuścił lud i było coraz gorzej. Nie było lepiej. Dlaczego? Po co tyle
cierpienia? Pan powiedział, to ja zatwardzę serce Faraona i on was wypuści,
nawet was wygna. Ale to będzie miało miejsce później. Najpierw będzie ciężko.
Na początku było trudno, a potem coraz gorzej. A my sobie myślimy, że gdy
stoimy po stronie Chrystusa, że nam zawsze będzie lepiej. Nie będzie. Będzie
gorzej. Przypomnijcie sobie sytuację, gdy uczniowie płynęli łodzią i pojawił
się wielki wiatr z burzą. Chwileczkę. Przecież tam, gdzie jest obecny Pan Jezus
musi być wszystko w spokoju i w ciszy, czy nie? Tam musi być bogactwo
materialne i duchowe błogosławieństwa, życie w komforcie. Ale przeciwny wiatr z
Chrystusem w łodzi, gdy On jest obok nas? Ile razy myślimy, gdy nam towarzyszą
trudności, że to nie może być Boża wola. A gdy wszystko w ciszy i przeżywamy
pokój, to jest Boża wola. To nam pasuje. To wygląda na Bożą wolę. I tak sami
wierzymy w fałszywą naukę. Tylko, że takiej nie znajdziemy w Ewangeliach.
Bóg
nas nie prowadzi drogami, na których nie ma burz i wiatrów. On sam o sobie
mówi, że lisy mają nory, ptaki mają gniazda, a Syn Człowieczy nie ma gdzie
by głowę skłonił. Czy chciałabyś być moją Oblubienicą? Pyta Pan. Przyjmiesz
taką ofertę? W takim wypadku mnie naśladuj. Bóg w niczym nas nie zawiódł. Nie
obiecał życia bez burz, ale to, że w nich będzie nam towarzyszyć.
Bóg
obiecał, że będzie razem z nami w czasie ucisku. On ma wszystko pod kontrolą.
Nawet włos nie spada nam z głowy bez Jego woli. Bóg wszystko z wyprzedzeniem
wyliczył.
Siłę
wiatru, siłę fal i siłę burzy. Gdy On powie, że przejdziemy, to przejdziemy. A
gdy powie, że się zakończy, to, moi drodzy, czym się zakończy? Niebiańskim
domem. Błogosławieństwem świętych. Wielką nagrodą. Ale do Niego nas w życiu
poprowadzą różne wiatry, burze i fale. Mojżesz usłuchał Boga i poszedł przeciwko
faraonowi. Czy było lepiej? Nie, było gorzej. A jednak to była Boża droga. I
ona jest dla prawdziwych chrześcijan - wąska. Bracia i siostry, jeżeli
będziecie przechodzić trudności, nie módlcie się o zmianę położenia, ale o
siłę, by przezwyciężyć.
Uczniowie
wołali, Panie, nic Cię tu nie obchodzi, że giniemy? Och, co za brak
zaufania. Przecież Pan to sprawił i ma to posłużyć chwale Jego imienia. Gdy
apostoł Paweł był zaproszony przez Macedończyka do Filipii, według naszego
wyobrażenia, to był misjonarz, a w mieście powinny już go oczekiwać tłumy
ludzi.
Czy
nie? Przecież Bóg ich tam wysłał. Szli ewangelizować Macedonię. To ma być ogromne
przebudzenie, ale co ich tam oczekiwało? Pobicie i więzienie. Czy coś się nie
udało? Popsuło? Przecież jesteśmy przekonani, że Bóg ich tam prowadził, prawda?
Jakiś błąd? Żaden błąd. Wszystko było Jego planem. Dla Jego zbawienia, żeby
Ewangelia dotarła nawet do więzienia.
Nigdzie
na nich nie czekał komfort, ani na ulicach, ani na placu. Wręcz przeciwnie.
Nogi w kajdanach, a oni w tych warunkach uwielbiali Boga. Aż miejsce się
zatrzęsło i również zaniepokoiło się serce stróża więziennego, a w konsekwencji
on sam i cały jego dom był zbawiony i ochrzczony. Oczywiście w zborze Filipii
byli biskupi i diakoni. Tam był cały szereg zbawionych ludzi i z czego on się
zrodził? Z cierpienia Pawła i Sylasa. Drodzy, ta droga jest błogosławiona nie
dla ciała i krwi, lecz dla ducha, kiedy nie radzimy się ciała i krwi. Boża
droga służy dla Bożej chwały, a nas przygotowuje na trudne czasy.
Po
czwarte. Ucisk, żeby wywołać współuczestnictwo w innych wierzących. Gdy cierpi jeden członek ciała, równocześnie
z nim cierpią drudzy. To znaczy, że cierpienie jednego wzbudzi cierpienie u
innych. To pięknie pokazuje postawa Estery w Estera8:6. Tam jest tak napisane: Jakże
mogłabym patrzeć na nieszczęście, jakie ma spotkać mój lud i jakże mogłabym
patrzeć na zgubę mojego ludu? Jeżeli nie dotyka cię cierpienie innych,
współwykupionych, to nasuwa się pytanie, czy w ogóle jesteś częścią ciała? Czy
jesteś w nim? A może uczęszczasz do zboru z przyzwyczajenia? W żywym ciele zawsze
będzie adekwatna reakcja na ból. Dowiedziałem się, że komuś spalił się dom.
Pierwsza myśl, w czym mogę pomóc? Tu nie chodzi o pytanie, czy jestem w stanie
zaspokoić potrzeby tych ludzi. Tutaj się rozchodzi o ten element wrażliwości na
potrzeby innych.
Czy
też raczej szukam ratunku dla siebie? A może już jestem martwy. Spójrzcie na
zachowanie Abrahama. Gdy Lotowi się nie bardzo powodziło, on nie powiedział, a
co mi po nim? Sam wybrał swoją drogę. Więc Bóg słusznie go ukarał. Co siał, to
też zbiera. Nie, nie, Abraham zachował się totalnie inaczej.
Po piąte, cierpienie jest potrzebne jako żywy przykład cierpliwości. Jakub 5,11 Oto za błogosławionych uważamy tych, którzy wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Joba.
Gdy
nam ciężko, to szukamy kogoś, kto by nas zrozumiał i nam współczuł. Nie tego,
który teraz otworzy Biblię i zacznie nam wygłaszać kazanie. Ale kto takim może
być? Ten, który już wcześniej tego się nauczył, doświadczył cierpienia.
Pan
chce nauczyć cierpienia tych silnych, żeby później mogli być pomocni i
współczuć z potrzebującymi. Abyśmy tym pocieszeniem, jakim nas Bóg pocieszył,
mogli też pocieszyć innych. II Królewska 4,25-27 Kobieta ruszywszy przybyła
do męża Bożego na górę Karmel. Gdy zaś mąż Boży z dala ją zobaczył, rzekł go do
Gehaziego, swojego sługi. Otóż owa Szunamitka wybiegnie proszę na przeciw niej
i zapyta jej, czy jesteś zdrowa? Czy zdrów twój mąż? Czy zdrowe twoje dziecię?
A ona odpowiedziała zdrowi jesteśmy. A gdy przyszła do męża Bożego na górę i
objęła go za nogi, Gehazy przystąpił chcąc ją odsunąć. Lecz mąż Boży rzekł
zostaw ją, gdyż gorzko jej na duszy. Pan zaś zataił to przede mną i nie objawił
mnie. Dlaczego umęczona dusza kobiety nie otwiera się przed Gehazim, który
wcześniej do niej podszedł, lecz tylko Elizeuszowi? Zobaczcie, to są dwaj Boży
słudzy. Gehazi biegnie naprzeciw, pyta o jej zdrowie, zdrowie męża i dziecka, a
ona mu odpowiada, że wszystko w porządku. Lecz gdy tylko się spotyka z
Elizeuszem, obejmuje jego nogi i przed nim wylewa swój ból.
Jak
myślicie, dlaczego przed niektórymi nie odkrywa się duszy? Dlatego, że mają
różne szkoły. Szkoła Gehaziego jest szkołą administracyjnego duszpasterstwa,
formalna. Natomiast szkoła Elizeusza jest szkołą cierpienia. II Królewska 2, 23
A gdy szedł drogą Elizeusz. Mali chłopcy wyszli z miasta i naśmiewali się z
niego, mówiąc do niego chodź no łysy, chodź no łysy. On cierpiał w
przeszłości. Przyzwyczaił się do tego, że między swoimi jest obcym.
To
zupełnie inna szkoła służby duszpasterskiej. Takim sługom obejmujemy nogi i
wylewamy przed nim swoją duszę. Tacy ludzie nam są potrzebni. W ich życiu jest
krzyż widoczny po to, by później mogli być dla innych źródłem pocieszenia.
Po
szóste, cierpienie jest po to, aby objawiła się prawda o innych. Pamiętacie historię Szimajego i Dawida? W
przyjaznych czasach byśmy Szimajego nawet nie zauważyli, lecz w trudnych rozpoczyna
on swoją aktywność.
To,
co za zwykłych okoliczności w ludziach jest ukryte, często wychodzi dopiero
wtedy, gdy przychodzą trudności. W przypowieściach mamy takie słowa, że
przyjaciel zawsze okazuje miłość. Zawsze. Chwała Panu, że są tacy ludzie,
którzy zostaną stali i wierni, a to niezależnie od położenia naszego stanowiska
czy okoliczności. Oznacza to, że nie jesteśmy w stanie poznać rzeczywistą
wartość przyjaźni, dopóki nie znajdziemy się w trudnych sytuacjach. Sprawdza
się tylko w próbach. Mówimy o cenie bratniej miłości. Braterskiej miłości.
Po
siódme ucisk posłany jako zatrzymanie nas. Jeremiasz 6, 16 Tak mówi Pan przestańcie na drogach i patrzcie,
pytajcie się o odwieczne ścieżki, która jest droga do dobrego i chodźcie nią, a
znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy. Lecz oni odpowiedzieli, nie pójdziemy.
Bóg często zsyła cierpienie, gdy nas chce zatrzymać.
Stop!
Możliwe, że musisz uporządkować swoje wartości. Priorytety są ważne. Możemy to
zobaczyć u Jakuba. Całą noc spędził na modlitwie, zanim doszło do spotkania z
bratem, którego się bał. Decydujący wpływ miało zdanie: Bóg, który mi się
objawił. I dlatego usuńcie obcych bogów, odczyśćcie się, pójdziemy do Betelu i
tam wybuduję ołtarz. Do tego momentu nie czuł potrzeby mieć społeczność z
Bogiem. Do tego momentu nie przyszło mu na myśl pozbyć się bożków, które
wynieśli z domu. Teraz nadeszła ta chwila by, oczyścić rodzinę.
Zdjęli
z siebie ozdoby, przebrali się, pozbyli się bożków. Kochani, i w naszym życiu
jest wiele zbędnych i niepotrzebnych rzeczy, niewierności. I dlatego
potrzebujemy doświadczeń, aby się zatrzymać i powiedzieć: Panie wybacz. Swoje
siły i ofiary nie poświęciliśmy na to, co potrzeba.
W
naszym zborze nawróciła się liczna rodzina. To był wręcz cały ród. Zaczęło się
od kobiety, którą opuścił mąż z powodu kochanki. Dopiero kiedy została sama i w
domu nikt na nią nie czekał, wspomniała sobie o ojcu i dziadku, którzy umarli
jako prześladowani chrześcijanie w Gułagu. Będąc już w podeszłym wieku,
odszukała nasz zbór, gdzie i oni kiedyś uczęszczali i tam po 60 latach życia w
świecie nawróciła się i została ochrzczona. Nie skończyło się tylko na niej. Następnie
nawróciły się jej dzieci, rodzeństwo, ciocie, wujkowie i jako ostatni również
jej mąż, który ją prosił o wybaczenie. Wtedy jej powiedziałem: Gdyby ci siostro
Bóg nie zabrał podpory w osobie twojego męża, nigdy by się nie pojawiła u
ciebie potrzeba szukania Boga. To Bóg w swojej dobroci zachwiał stabilnością
waszego małżeństwa, żebyś zobaczyła potrzebę szukania tego, co wieczne.
Modlitwy
rodziców ustawicznie modlących się o swe dzieci po 60 latach zostały
wysłuchane. Pan ich wszystkich pozbierał, dzieci, rodzeństwo i dalszą rodzinę i
cały ród pokutował.
I
po ósme ucisk po to, byśmy znajdowali źródło pociechy w Bogu. Psalm 42,4 Łzy moje są mi chlebem we dnie i w
nocy, gdy mówią do mnie co dzień, gdzie jest twój Bóg? Czemu rozpaczasz duszo
moja i czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić Go będę. On jest
zbawieniem moim i Bogiem moim.
W czasie niedoli potrzebujemy źródła pocieszenia. W galerii Treciaka wisi obraz
kobiety płaczącej nad grobem swego ostatniego synka. Obraz jest nazwany „Nie
dający się pocieszyć ból”. Kochani bracia i siostry, nam też umierają dzieci,
lecz nasz ból nie jest beznadziejny. Również w bólu znajdujemy źródło pociechy
w Bogu, a tym się różnimy od tych, którzy Pocieszyciela nie mają.
Kochani, w trudnościach zaczniecie śpiewać pieśni i wysławiajcie Pana.
Nie jesteśmy w stanie opisać historii autorów pieśni, które śpiewamy. Ich życie było dotknięte bólem i w ten sposób zrodziła się nieśmiertelna poezja. W dolinie płaczu rodzą się pieśni i wiersze, które są ponadczasowe. Raz pracowałem daleko z domu i mieszkałem u starszej siostry, z którą prowadziliśmy długie rozmowy i ona mi opowiedziała swoją historię. Stała się wdową w wieku 30 lat z trójką dzieci. Z powodu depresji nie jadła i spadła 50 kg na wadze. Ważyła wtedy 40 kg. Dzieci płakały, wszystko się psuło, elektryczność wysiadała, mieszkanie marniało, a ona całkiem zrezygnowana i bez sił do życia poszła do lekarza. On ją przesłuchał, wysłuchał i powiedział: „Kobieto jesteś zupełnie zdrowa, tylko ci brakuje źródła pocieszenia”. A ją zatkało i pomyślała sobie: „Jak to, to ja wierząca osoba i nie mam źródła pocieszenia? Co za wstyd! Przez wszystkie lata byłam wpatrzona w męża, a nie w Pana. Chodziłam z mężem i za mężem, nie za Chrystusem. Mąż był diakonem, szedł do zboru, ja za nim. Śpiewał, ja z nim. I teraz nie wiem jak chodzić z Chrystusem. Nie mam żadnego doświadczenia. Zrozumiałam przyczynę mojego duchowego bankructwa i pokutowałam. Boże wybacz, że mój mąż zabierał w moim sercu to miejsce, które należy się tylko Tobie. Teraz zburzyłeś moje fundamenty, aby pokazać mi moje bankructwo”. Potem przyrządziła sobie śniadanie, podziękowała, zaśpiewała pieśń, przeczytała coś z Bożego Słowa i pomału wracała do zdrowia. Ta siostra żyje do dziś, ma ponad 80 lat. Psalmista pisał, że Bóg jest naszą ucieczką najpewniejszą. Pragnę was zachęcić byście szukali kolejnych powodów, dla których utrapienie może być dla nas błogosławieństwem.