Pewnego razu rozmawiałem z
mężczyzną, który przez swoją niewierność małżeńską – z ludzkiego punktu
widzenia – zniszczył nie tylko swoje małżeństwo i rodzinę, ale całe swoje
życie. Gdy mówiliśmy o gruzach, jakie pozostawił po sobie jego grzech,
powiedział mi, że dzień, w którym żona odkryła jego cudzołóstwo, był
„najczarniejszym dniem w moim życiu”.
Zaproponowałem mu, by przemyślał tę ocenę. Tamten dzień nie był najczarniejszym dniem jego życia – wręcz przeciwnie, mógł być jednym z najjaśniejszych. Bo to właśnie wtedy światło prawdy padło na mrok jego oszustwa i ukrytego grzechu. Prawdziwa ciemność nie zaczęła się w momencie, gdy żona dowiedziała się prawdy. Prawdziwa ciemność trwała wcześniej – w tajemnicy, kłamstwie i moralnym kompromisie, które rozwijały się w ukryciu, dopóki światło nie ujawniło, jak głęboka była ta ciemność.
Nie jest łatwo pozwolić, by
światło Boże obnażyło nasz grzech. Ale jako chrześcijanie musimy nauczyć się
kochać to światło. Nienawiść do światła i miłość do ciemności jest dowodem
umysłu odrzuconego przez Boga. Nienawiść do ciemności i miłość do światła jest
dowodem umysłu uświęconego.
W społeczeństwie
przesiąkniętym niemoralnością seksualną – w rozrywce, mediach, polityce, a
nawet w kościołach – nasze moralne zmysły uległy poważnemu stępieniu. Niewielu
z nas nienawidzi cudzołóstwa z taką powagą, na jaką zasługuje. Jeśli mamy
odzyskać biblijną nienawiść do tego grzechu i biblijną miłość do świętości i
czystości, musimy skierować światło Boże na cudzołóstwo z kilku stron.
Po pierwsze, by
obnażyć mrok cudzołóstwa, trzeba rzucić światło na jedność małżeństwa.
Cudzołóstwo nie jest trudne do zdefiniowania. Biblijnie oznacza stosunek
seksualny z osobą zamężną lub żonatą, która nie jest naszym współmałżonkiem.
Czy oboje są małżeństwem, czy tylko jedno – grzech pozostaje ten sam.
Ale zauważmy coś ważnego:
cudzołóstwo istnieje wyłącznie w kontekście małżeństwa. Tam, gdzie nie ma
małżeństwa, może być inny grzech seksualny, ale ściśle rzecz biorąc nie jest to
cudzołóstwo. Oznacza to, że aby pojąć powagę cudzołóstwa, musimy najpierw zrozumieć,
czym naprawdę jest małżeństwo.
Serca biblijnego nauczania o
małżeństwie nie stanowi romans, spełnienie, kompatybilność ani nawet szczęście.
Te rzeczy mogą towarzyszyć małżeństwu, ale nie są jego istotą. Istotą
małżeństwa jest jedność.
W Księdze Rodzaju 2:24 Bóg
oznajmia: „dlatego opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się z żoną
swoją, i staną się jednym ciałem”. Ta „jedność ciała” czyni małżeństwo zupełnie
innym niż jakikolwiek inny ludzki związek. Dzieci dorastają i odchodzą. Przyjaźnie
się zmieniają. Zawody i powołania się zmieniają. Ale małżeństwo ustanawia
trwałą, jedność przymierza między jednym mężczyzną a jedną kobietą. Nie dzielą
oni jedynie uczuć czy współpracy – stają się jednym.
Dlatego Pismo wzywa
wszystkich ludzi – nie tylko małżonków – do szanowania małżeństwa. Hebrajczyków
13:4 mówi: „Niech małżeństwo będzie we czci u wszystkich, a łoże nieskalane”.
Każdy chrześcijanin ponosi odpowiedzialność za ochronę, szacunek i zachowanie
tego, co Bóg złączył.
Cudzołóstwo atakuje tę
jedność w samym jej rdzeniu. Usiłuje rozdzielić to, co Duch Boży połączył,
poprzez akt zakazanego połączenia seksualnego, naruszając cielesną opiekę,
którą Bóg powierzył mężowi i żonie (1 Kor 7:4). Rozdziela to, co Bóg złączył.
Dlatego Pismo traktuje
cudzołóstwo z taką surowością, że dopuszcza je nawet jako podstawę do rozwodu –
nie dlatego, że rozwód jest dobry, lecz dlatego, że cudzołóstwo tak gwałtownie
niszczy jedność małżeńską. Bagatelizowanie cudzołóstwa oznacza niezrozumienie
istoty małżeństwa.
Po drugie, by
obnażyć mrok cudzołóstwa, trzeba rzucić światło na jego korzeń. W Kazaniu na
Górze Jezus mówi: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto patrzy na kobietę w sposób
pożądliwy, już popełnił z nią cudzołóstwo w swoim sercu” (Mt 5:28).
Faryzeusze skupiali się na
zewnętrznym posłuszeństwie. Jezus obnaża serce. Siódme przykazanie nie zakazuje
jedynie fizycznych czynów – ono konfrontuje wewnętrzne pragnienia, uczucia i
intencje. Pożądliwość, czyli seksualne pożądanie cudzego, jest sama w sobie
grzechem.
To odsłania coś kluczowego:
cudzołóstwo nie jest izolowanym moralnym potknięciem. Jest jednym z owoców
wyrastających z głębszego korzenia – korzenia niemoralności seksualnej.
Pismo potępia wszelką
niemoralność seksualną, nie tylko jej najbardziej widoczne formy. Nierząd,
pornografia, fantazje pożądliwe, homoseksualizm, wykorzystywanie seksualne i
cudzołóstwo – wszystkie wyrastają z tego samego korzenia: odrzucenia Bożego
zamysłu dotyczącego seksualności w ramach przymierza małżeńskiego.
Współczesna kultura zaciekle
opiera się tej jasności. Nawet w kościołach wielu nominalnych chrześcijan jest
zdezorientowanych lub skompromitowanych. Statystyki – o ile można im ufać –
wskazują, że ponad 80% młodych, niezamężnych chrześcijan uprawia seks przed
ślubem. Niektórzy szczerze twierdzą, że nie wiedzieli, iż takie zachowanie jest
grzeszne. A jednak Pismo nie pozostawia wątpliwości: „Albowiem wolą Bożą jest
wasze uświęcenie, abyście powstrzymywali się od nierządu” (1 Tes 4:3).
Bóg nie dostosowuje
świętości do norm kulturowych, presji hormonalnej ani trendów społecznych. Jego
wezwanie jest absolutne: unikajcie wszelkiej niemoralności seksualnej. Poza
małżeństwem nie istnieje moralnie neutralny wyraz seksualności.
Zrozumienie tego pozwala
zobaczyć, że cudzołóstwo nie pojawia się nagle w próżni. Wyrasta z tolerowanej
pożądliwości, niekontrolowanych fantazji, niechronionych granic i
skompromitowanych przekonań. Jeśli korzenia nie zetnie się w porę, owoc w końcu
się pojawi.
Po trzecie, by
obnażyć mrok cudzołóstwa, trzeba rzucić światło na jego konsekwencje.
Cudzołóstwo niesie niszczycielskie skutki. Rani małżeństwa, rozbija rodziny,
destabilizuje kościoły i niszczy zaufanie w społecznościach. Pismo
konsekwentnie pokazuje, że grzech seksualny pociąga za sobą ciężki doczesny
sąd.
Przykład cudzołóstwa Dawida
z Batszebą jest wstrząsającym ostrzeżeniem. Choć Bóg wybaczył Dawidowi po jego
pokucie, konsekwencje pozostały: śmierć dziecka, przemoc w domu, bunt synów i problemy
w królestwie (2 Sm 12–18). Jego grzech rzucił długi cień na resztę życia.
Ale Jezus idzie dalej niż
konsekwencje ziemskie. Ostrzega przed niebezpieczeństwem wiecznym. Jeśli
pożądliwość pozostaje nieokiełznana i nie skruszona, lepiej jest stracić oko
lub rękę, niż by całe ciało zostało wrzucone do piekła (Mt 5:29–30). Te słowa nie
są przesadą. Każdy grzech seksualny – w tym cudzołóstwo – pielęgnowany zamiast
porzucony prowadzi do wiecznej zguby.
Pismo raz po raz ostrzega
przed tą rzeczywistością:
„Nierządnicy… nie
odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6:9–10). „Nadchodzi gniew Boży z powodu
nierządu” (Kol 3:5–6). „Bóg osądzi nierządnicy i cudzołożników” (Hbr 13:4).
„Udział nierządnicy będzie w jeziorze płonącym ogniem i siarką, co jest
śmiercią drugą” (Ap 21:8).
Ewangelia jest niezwykłym
wyrazem Bożego miłosierdzia – ale pokuta nie jest opcjonalna. Trwanie w grzechu
seksualnym przy jednoczesnym powoływaniu się na Chrystusa to samooszukiwanie.
Nigdy naprawdę nie docenimy
ewangelii, dopóki nie zrozumiemy powagi grzechu, z którego Chrystus nas
wybawia. Łaska staje się tania, gdy grzech staje się mały. Ale gdy światło Boże
obnaża głębię naszej potrzeby, miłosierdzie Chrystusa świeci tym jaśniej.
Cudzołóstwo rozwija się w
tajemnicy, racjonalizacji i kulturowym przyzwoleniu. Kościół musi się temu
sprzeciwić. Obnażamy mrok cudzołóstwa, kierując światło prawdy Bożej na jedność
małżeństwa, korzeń niemoralności seksualnej i niszczycielskie konsekwencje tego
grzechu. To obnażanie nie jest surowością – to miłość. Bo celem obnażania
grzechu nie jest potępienie, lecz odkupienie. Wezwanie ewangelii nie polega
jedynie na unikaniu skandalu, lecz na umiłowaniu świętości, pielęgnowaniu
wierności przymierza, pilnowaniu serca i chodzeniu otwarcie w świetle
Chrystusa.
Kyle Borg