Steve Lawson był jednym z
najbardziej znanych kaznodziejów w środowisku teologii reformowanej. Miał
ogromny zasięg. Dwa lata temu wyszło jednak na jaw, że przez około pięć lat
pozostawał w cudzołożnym związku — i stracił wszystko.
Teraz napisał książkę o tym
doświadczeniu, zatytułowaną Mercy in the Wilderness: How I Fell and What I
Found — Miłosierdzie na pustkowiu. Jak upadłem i co odnalazłem — i wywołała ona
niemałe poruszenie w mediach społecznościowych. Czy powinien był napisać tę
książkę? Czy kiedykolwiek może powrócić do głoszenia? A co choćby z
prowadzeniem szkółki niedzielnej albo męskiego studium biblijnego?
Przyjrzymy się fragmentom książki. Obejrzymy również nagranie Steve’a Lawsona z okresu, kiedy trwał w cudzołożnym związku. Do rozmowy zaprosiłem dwóch zaprzyjaźnionych pastorów: Jima Osmana, pastora Kootenai Community Church w Sandpoint w stanie Idaho, oraz Steve’a LeBlanca, pastora Sherman Bible Church w Sherman w Teksasie.
Justin Peters:
Jim, Steve, bracia, bardzo wam dziękuję, że ponownie zgodziliście się wystąpić
w moim programie. Dobrze was znów gościć. Jim, byłeś tu już wiele razy, a Steve
— wydaje mi się, że to twój drugi albo trzeci występ na moim kanale. Dziękuję
wam.
Powodem naszego dzisiejszego
spotkania jest wydana właśnie książka Steve’a Lawsona Mercy in the Wilderness.
Myślę, że niemal wszyscy, którzy to oglądają, wiedzą, iż Steve Lawson był
jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów w naszym środowisku teologicznym —
w naszym soteriologicznie reformowanym obozie. Był jednym z najbardziej
utalentowanych i zdolnych kaznodziejów, bardzo płodnym autorem wielu książek,
przemawiał na wszystkich największych konferencjach, wykładał nawet w The
Master’s Seminary. Miał więc ogromną platformę.
Około dwóch lat temu wyszło
na jaw, że Steve przez mniej więcej pięć lat pozostawał w cudzołożnym związku z
pewną kobietą. To zniszczyło jego służbę. Wszystko zniknęło właściwie z dnia na
dzień.
Ta książka opowiada o jego
upadku. Zresztą mówi o tym sam podtytuł: How I Fell and What I Found — „Jak
upadłem i co odnalazłem”.
Zacznę od was, bracia. Co
pomyśleliście, kiedy po raz pierwszy zobaczyliście, że Steve Lawson napisał tę
książkę? Steve?
Steve LeBlanc:
Moją pierwszą myślą było, że to zapewne próba podszycia się pod Steve’a przez
jakiegoś oportunistę. Naprawdę tak pomyślałem. Miałem nadzieję, że Steve Lawson
jest otoczony wystarczającą liczbą bogobojnych mężczyzn, którzy rozliczają go z
jego życia i nigdy nie pozwoliliby, żeby tak jawna głupota pozostała bez
reakcji.
Miałem więc nadzieję, że to
oszustwo — być może próba zarobienia pieniędzy na jego nazwisku. Taka była moja
pierwsza reakcja.
Jim Osman:
Moja pierwsza myśl brzmiała: „O nie. Właśnie robi to, czego się obawiałem”.
Kiedy jednak zobaczyłem
część zawartości książki, pomyślałem, że może mamy do czynienia z czymś
podobnym do tego, co widzieliśmy, Justin, kiedy przygotowywaliśmy się do
rozmowy z Gabe’em Perraultem.
Zauważyliśmy wtedy na
Amazonie kilka książek opowiadających podobną historię, z okładkami
wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję. Ktoś je napisał i opublikował,
próbując wykorzystać premierę jego książki i zarobić na zainteresowaniu jego
historią.
Okazało się, że były to
historie wygenerowane przez AI, z wygenerowanymi przez AI okładkami, wydane
samodzielnie na Amazonie. Gabe próbował doprowadzić do ich usunięcia, ponieważ
ktoś chciał skapitalizować jego historię.
Po kilku minutach, może
godzinach, pomyślałem więc, że być może tutaj dzieje się to samo. Ktoś używa
nazwiska Steve’a Lawsona, żeby napisać historię o pokucie i zarobić na jego
historii.
Tym bardziej że wygląda na
to, iż książka została wydana samodzielnie na Amazonie. Dla osób, które nie
wiedzą, jak funkcjonuje rynek wydawniczy: oznacza to prawdopodobnie tantiemy
pięć albo dziesięć razy wyższe niż przy współpracy z tradycyjnym wydawcą.
Może oczywiście została
wydana tradycyjnie przez jakieś małe wydawnictwo — tego nie wiem. Ale z tego,
co widziałem na Amazonie, wygląda to na self-publishing.
Jak się jednak okazało,
rzeczywiście jest to jego książka. On ją napisał.
Justin Peters:
Tak. Potwierdziło to wiele źródeł. Teraz już wiemy, że to jego książka.
Zgadzam się. Ze względu na
tamtą sytuację z Gabe’em moją pierwszą myślą było: „Czy Steve naprawdę to
napisał, czy może jakiś idiota po prostu wpisuje polecenia do ChatGPT?”.
Ale okazuje się, że to
rzeczywiście jego książka.
Porozmawiajmy więc o tym,
czy było rzeczą właściwą ją napisać. Niektórzy w internecie twierdzą, że Steve
został na stałe zdyskwalifikowany z pełnienia funkcji pastora i starszego.
Sądzę, że w naszym środowisku teologicznym wszyscy by się z tym zgodzili ze
względu na charakter jego grzechu. W ruchu charyzmatycznym wygląda to zupełnie
inaczej, ale w naszych kręgach uznalibyśmy to za trwałą dyskwalifikację z
funkcji pastora i starszego.
Dlaczego tak mówimy?
Zacznijmy od tego.
Jim Osman: Powiedziałbym
tak dlatego, że Księga Przysłów mówi o człowieku dopuszczającym się
cudzołóstwa, że spada na niego hańba, która nie zostanie zmazana.
Uważam, że natura grzechu
seksualnego jest taka, iż — szczególnie gdy ktoś zajmuje pozycję starszego,
pastora, nauczyciela czy mówcy konferencyjnego — prowadzi on do trwałej
dyskwalifikacji.
Nie oznacza to, że taki
człowiek nie może otrzymać przebaczenia. Nie mówimy, że nie może pojednać się z
rodziną, powrócić do społeczności kościoła ani po upływie długiego czasu w
jakiś sposób w nim służyć. Możemy jeszcze o tym porozmawiać.
Mówimy natomiast, że jeśli
chodzi o sprawowanie tego urzędu i posiadanie tego rodzaju publicznej
platformy, tak bardzo splamił imię Chrystusa, że został trwale
zdyskwalifikowany i nigdy więcej nie powinien zabiegać ani o taką platformę,
ani o taki urząd, ani o tego rodzaju służbę.
Mój przyjaciel Josh Mills
napisał mi, że najlepszą rzeczą, jaką Steve mógłby zrobić — jeśli rzeczywiście
pokutuje — byłoby po prostu żyć i umrzeć w cichej wierności. Żyć i umrzeć w
cichej wierności i nigdy więcej nie próbować stać się kimś znanym.
I zgadzam się z tym. Steve?
Steve LeBlanc:
Zgadzam się z Jimem. Myślę tutaj o 1 Liście do Tymoteusza 4:16: „Pilnuj samego
siebie i nauki”.
Wiemy, że Steve potrafił
znakomicie mówić o doktrynie. Ale wiemy również, że temu, co mówił słowami,
zaprzeczał swoim postępowaniem.
I to jest smutne. Naprawdę
smutne.
Justin Peters:
Myślę, że wielu z nas — także wielu słuchaczy i widzów — może powiedzieć, że
zostaliśmy pobłogosławieni przez to, co mówił, a potem zdruzgotani przez to, co
zrobił.
Jim Osman:
Jedna z podstawowych kwestii dotyczących służby sprowadza się do kwalifikacji
starszego. To urząd nauczycielski w Kościele.
Pytanie, czy człowiek
kwalifikuje się do służby jako starszy, ma zasadnicze znaczenie również dla
pytania, czy powinien napisać książkę, opublikować ją publicznie i — nie
zapominajmy — czerpać z niej korzyści finansowe.
To trochę dziwne i
niezręczne, żeby ujmować sprawę w ten sposób, ale nie mamy tu do czynienia z bezpłatnym
materiałem. To coś, na czym się zarabia. I uważam, że ma to znaczenie przy
ocenie motywacji.
Nie wierzę, że człowiek,
który zaledwie dwa lata temu zakończył pięcioletni cudzołożny związek,
kwalifikuje się do pełnienia funkcji starszego w lokalnym zborze. Mam nadzieję,
że nie jestem w tej opinii osamotniony.
Jeśli chodzi o moje
rozumienie tego, co mówi Pismo — właściwie mam tutaj jeszcze mocniejsze
przekonanie — sądzę, że powinna to być trwała utrata urzędu ze względu na
zniszczone zaufanie.
Innymi słowy: przez tak
długi czas byłeś tak sprawny w udawaniu, że nie możemy ponownie powierzyć ci
tego rodzaju zaufania.
Możemy przyjąć cię jako
brata. Możesz zostać przywrócony do społeczności jako święty. Możesz mieć
społeczność z wierzącymi. Ale nie możemy powierzyć ci żadnego nadzoru w eklezji.
Nie będziesz więc już
nauczał — przynajmniej nie w takich miejscach i w takim charakterze, do
jakiego, jak sądzę, mógłby aspirować.
Justin Peters:
Tak. I jeśli chodzi o grzech seksualny — jest prawdą, że ludzie mówią czasem:
„Grzech to grzech. Każdy grzech jest złamaniem Bożego prawa”.
To prawda.
Ale Biblia w szczególny
sposób wyróżnia grzech seksualny jako wyjątkowo niszczący. Grzech seksualny
niesie ze sobą szczególny rodzaj konsekwencji. Paweł mówi w 1 Liście do
Koryntian 6:18: „Uciekajcie od nierządu”. Każdy inny grzech, którego dopuszcza
się człowiek, jest poza ciałem, lecz kto dopuszcza się nierządu, grzeszy
przeciwko własnemu ciału.
Kłamstwo jest grzechem. Niemoralność
seksualna również jest grzechem. Ale niemoralność seksualna ma szczególną
naturę właśnie dlatego, że dotyczy ciała.
Dlatego — jak Jim powiedział
przed chwilą — pozostawia rany i hańbę. Księga Przysłów 6:32–33 mówi, że
człowiek taki „znajdzie ranę i hańbę, a jego zniewaga nie zostanie zmazana”.
Grzech seksualny zostawia
ranę. Pozostawia bliznę, która nigdy nie zostanie całkowicie usunięta. Nie
znaczy to w żadnym razie, że jest niewybaczalny. Nie o to chodzi. Ale niesie ze
sobą szczególne konsekwencje.
Jim Osman: On
sam przyznaje to we fragmencie książki udostępnionym jako próbka. Mówi o swoim
grzechu i uznaje spustoszenie, jakie spowodował w życiu innych ludzi.
Ale myślę, że musimy na
chwilę się zatrzymać i przypomnieć sobie, jak ogromna była skala tego
wszystkiego.
Powiedziałeś na początku
rozmowy, że w naszym środowisku teologicznym w ostatnich latach widzieliśmy
upadki kilku ludzi. Ale to, co wydarzyło się tutaj, pozostawiło wyjątkowo
głęboką skazę na imieniu Chrystusa.
Steve miał prawdopodobnie —
poza Johnem MacArthurem — największą platformę. Obok Johna i być może Voddiego
Bauchama był jednym z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk w całym reformowanym,
ewangelikalnym, cesacjonistycznym środowisku, do którego należymy.
Dlatego zniszczenie było tak
ogromne.
Dwa lata anonimowości, dwa
lata zniknięcia z przestrzeni publicznej, tego nie wymazują. Dla wielu ludzi ta
rana wciąż jest świeża, ponieważ zajmował pozycję ogromnego zaufania i wpływu w
ewangelikalizmie.
Dlatego właśnie mówię:
załóżmy na chwilę, że był obdarowanym nauczycielem, że rzeczywiście posiadał
duchowy dar, że rzeczywiście był zbawiony i upadł.
Nie był to jednak pojedynczy
incydent. Nie było tak, że jego żona zachorowała, przez sześć miesięcy nie
mogli współżyć, on wyjechał na trzy miesiące, był przemęczony podróżami i
przemawianiem, a potem w hotelu zaczepiła go prostytutka i w chwili słabości
raz zgrzeszył.
Nie o czymś takim tutaj
mówimy.
To był pięcioletni wzorzec
oszustwa.
I musimy przyjąć — bo tak
działa grzech — że zanim rozpoczęło się tych pięć lat, wcześniej już działy się
rzeczy, które przygotowywały grunt.
Człowiek nie budzi się
pewnego dnia i nagle zaczyna planować cudzołożny związek. Coś wcześniej
zachodzi w sercu, duszy i umyśle, co przygotowuje człowieka do stworzenia
całego tego systemu oszustwa.
On robił to przez pięć
pełnych lat.
A potem przyznał się dopiero
wtedy, kiedy został do tego zmuszony.
Następnie zniknął na dwa
lata. I dobrze. Nie mam nic przeciwko temu.
Ale teraz wraca i właściwie
znów staje na platformie. Jeśli przeczytacie udostępniony fragment książki,
sugeruje tam, że pisze ją po to, aby uchronić innych ludzi przed popełnieniem
tych samych błędów.
W ten sposób przedstawia
siebie jako nauczyciela w środowisku ewangelikalnym.
A jak Steve powiedział
wcześniej — zarabia na tym pieniądze.
Potrzeba czegoś więcej niż
dwóch lat anonimowości, po których człowiek mówi: „Byłem w ukryciu, a teraz —
tada! — wracam. Mam historię do opowiedzenia, książkę do sprzedania, książkę do
napisania i lekcje, których chciałbym was nauczyć”.
To jest ostatnia rzecz, jaką
ktoś na jego miejscu powinien teraz robić.
Chcę przy tym powiedzieć
jasno: nie żywię wobec Steve’a Lawsona żadnej niechęci. Nigdy go nie spotkałem.
Nie jest to dla mnie sprawa osobista i nie żywię do niego nienawiści.
Szanowałem go, podziwiałem i
chętnie słuchałem jego kazań i wykładów, czytałem jego książki — aż do chwili
jego upadku, a właściwie ujawnienia tego upadku.
Uwielbiałem jego wystąpienia
na Shepherds’ Conference.
To nie ma więc nic wspólnego
z osobistą wrogością. Chodzi o imię Chrystusa, reputację Kościoła oraz o to, co
jako wierzący mamy na myśli, gdy mówimy, że człowiek ma być „nienaganny”.
Ta hańba nie została
usunięta.
Justin Peters:
Tak. Od czasu do czasu, odkąd wszystko wyszło na jaw, ludzie pytają mnie: „Czy
sądzisz, że on jest zbawiony? Czy Steve Lawson jest wierzącym?”.
Powiem wam szczerze: nie
wiem.
Wielokrotnie słyszeliście,
jak mówię, że jako chrześcijanie potykamy się i wpadamy w grzech, ale nie
pływamy w nim.
Nie rozkoszujemy się
grzechem. Nie szukamy sposobności do grzeszenia. Nie planujemy swojego grzechu.
A tutaj — jak powiedziałeś,
Jim — nie była to jedna noc słabości.
To trwało pięć lat.
Przez lata musiał planować
to niemal ze strategią wojskowego generała, aby jak najlepiej wszystko ukryć —
odpowiednie hotele podczas podróży i tak dalej.
I właśnie to jest dla mnie
tak trudne do pojęcia.
Gdzie w jego życiu było
przekonujące o grzechu działanie Ducha Świętego? Jak mógł robić to tak długo?
Może książka to wyjaśnia.
Nie wiem.
Steve LeBlanc: Być
może. Na Amazonie można bezpłatnie przeczytać dwadzieścia kilka stron — chyba
dwadzieścia trzy.
Jeżeli ta książka miałaby to
wyjaśniać, musiałaby chyba nosić tytuł: Dlaczego nie boję się Pana.
Bo przez bojaźń PANA
człowiek odstępuje od zła.
Jego ostrzeżenia nas
zachowują. Duch nas ostrzega. Duch nas karci. Duch, który w nas mieszka,
sprawia, że właściwie boimy się Pana i drżymy na myśl nie tylko o tym, że
moglibyśmy zbłądzić i ulec zwodniczości grzechu, lecz także o tym, że
moglibyśmy zranić serce naszego Pana, który nas odkupił.
Jest w tym miłość.
A to, co widzimy w tych
latach nieustannego, upartego i niepokutowanego grzechu, pokazuje brak tego
wszystkiego.
Justin Peters:
Tak. Zgadzam się. Nie widzę, jak można spojrzeć na to inaczej.
Ale żeby nasi słuchacze
dobrze to zrozumieli: żaden z nas nie życzy temu człowiekowi źle. Chcemy, żeby
jego małżeństwo zostało odnowione i żeby jego relacja z Jezusem została
naprawiona — jeśli rzeczywiście wcześniej była prawdziwa.
Chcemy również dobra dla
każdego wierzącego, na którego może mieć wpływ.
Nie chcemy, aby rozchodziło
się fałszywe przesłanie mówiące, że można zrobić coś takiego, potem zrobić
sobie krótką przerwę, wrócić, zacząć o tym nauczać i jeszcze czerpać z tego
finansowe korzyści.
To bardzo przypomina schemat
spotykany w ruchu charyzmatycznym.
Chcemy ostrzegać ludzi z
miłości.
Cała nasza trójka jest starszymi
w lokalnych kościołach. Rozumiemy więc, że robimy to przede wszystkim ze
względu na owce, nad którymi — zgodnie z 1 Listem Piotra 5:1–4 — zostaliśmy
powołani do sprawowania pieczy.
Ta motywacja musi zostać
jasno powiedziana.
Nie mam nic przeciwko temu
człowiekowi. Chcę jego dobra. Ale zasługuje na napomnienie.
I kieruję to napomnienie
również do samego siebie i do mojego zboru. Trzeba go napomnieć, ponieważ
zrobił coś mrocznego — coś bardzo samowolnego, egoistycznego i skoncentrowanego
na sobie.
Nie chcemy, aby ludzie,
których wcześniej zachęcaliśmy do słuchania go, teraz dali się na to nabrać. Ich
również kochamy.
Jest coś, co nie daje mi
spokoju. Pewnie widzieliście nagranie — jest chyba kilka różnych fragmentów —
na którym Steve Lawson naucza. Wydaje mi się, że było to w The Master’s
Seminary, choć nie jestem pewien.
Prowadził sesję pytań i
odpowiedzi ze studentami. Jeden z młodych mężczyzn zapytał go mniej więcej:
„Jak zachowujesz czystość seksualną?”.
Steve Lawson wygłosił wtedy
długą, bardzo jednoznaczną, bardzo poważną przemowę, ostrzegając tych ludzi
przed popadnięciem w niemoralność seksualną.
Powiedział: „Stracicie
wszystko. Stracicie służbę. Stracicie małżeństwo. Stracicie rodzinę. Stracicie
szacunek przyjaciół. Stracicie szacunek rodziców”.
Mówił, jak ogromną głupotą
jest zamienić to wszystko na kilka chwil przyjemności.
Młody mężczyzna: Mam teraz
22 lata. Gdyby mógł pan cofnąć się w czasie, jakiej rady udzieliłby pan
23-letniemu mężczyźnie — szczególnie jeśli chodzi o czystość w relacjach z
kobietami?
Steve Lawson — nagranie
archiwalne: Tak. Nie wiem, czy dobrze słyszeliście pytanie. Ten młody człowiek
ma 23 lata i pyta, co zrobiłbym, gdybym mógł wrócić do czasu, gdy sam miałem 23
lata — szczególnie w kwestii czystości moralnej i relacji z kobietami.
Być może powiem wam więcej,
niż chcielibyście wiedzieć.
Kiedy ożeniłem się w wieku
trzydziestu lat, byłem prawiczkiem. Jestem ogromnie wdzięczny Bogu, że mówiłem
„nie” pokusie.
Grałem w futbol amerykański
na studiach. Było mnóstwo okazji — nie mówię o cudzołóstwie, ale po prostu o
przebywaniu w towarzystwie dziewczyn. Grając w futbol, siłą rzeczy znajdowałem
się w takich sytuacjach.
Musicie trwać w Słowie
Bożym.
Musicie zachowywać wrażliwe
i czyste sumienie.
Nie wolno pozwalać umysłowi
na fantazjowanie.
Nie możecie pozwalać swoim
myślom chodzić tam, gdzie nie powinny.
To oznacza również, że
trzeba trzymać się z daleka od pewnych miejsc i sytuacji, w których
prawdopodobieństwo upadku w grzech jest większe.
Musicie radykalnie
rozprawiać się z pożądliwością.
Jezus powiedział: „Jeśli
twoje prawe oko jest ci powodem do upadku, wyłup je. Jeśli twoja prawa ręka
znajduje się tam, gdzie nie powinna — odetnij ją”.
Jezus powiedział, że lepiej
wejść do nieba okaleczonym niż pójść do piekła.
To brzmi zupełnie inaczej
niż to, co słyszę od niektórych ludzi: „Założymy grupę wzajemnej
odpowiedzialności i będziemy się nawzajem rozliczać”.
Będziecie kłamać w żywe oczy
innym mężczyznom w tej grupie.
Nie.
To jest sprawa między tobą a
Jezusem.
Musisz dojść do miejsca, w
którym naprawdę jesteś gotów wyłupić oko i odciąć rękę — zrobić wszystko,
podjąć wszelkie radykalne i drastyczne kroki konieczne do odcięcia się od
pogoni za pożądliwością.
Myślałem również o moich
rodzicach i o hańbie, jaką mój upadek sprowadziłby na imię mojego ojca.
Mojego ojca, który tak wiele
dla mnie poświęcił.
Złamałoby mu to serce.
Zdruzgotałoby go.
A moja matka… nie
potrafiłbym spojrzeć jej w twarz, gdybym dopuścił się takiego grzechu.
Biblia mówi: „Wiedzcie, że
wasz grzech was odnajdzie”.
Ukryty grzech na ziemi jest jawnym
skandalem w niebie.
Bóg wie.
Pewnego razu postanowiłem
przemówić do naszych studentów studiów Doctor of Ministry.
Było ich może
osiemdziesięciu.
Usiadłem przed pustą kartką
papieru i sporządziłem listę tego, co niemoralność seksualna zrobi z twoim
życiem i twoją służbą.
Wyszło mi chyba dwadzieścia
sześć rzeczy, przez które niemoralność seksualna zniszczy twoje życie, służbę i
rodzinę.
Przez dwie godziny bez
przerwy omawiałem tę listę.
Celowo chciałem nimi
wstrząsnąć.
Jesteś głupcem nad głupcami,
jeśli dla piętnastu sekund zaspokojenia doprowadzasz do tego, że przestajesz
być pastorem i teraz pracujesz w drogerii.
Tracisz wszystko. Całe swoje
życie w służbie poświęciłeś dla dwudziestu sekund grzechu.
Czy Pan przebacza?
Oczywiście.
Ale jednocześnie tracisz
swoją służbę.
Kiedy Paweł powiedział w 1
Liście do Koryntian 9:27: „Umartwiam swoje ciało i biorę je w niewolę, abym
przypadkiem, głosząc innym, sam nie został odrzucony”, uważam, że w pierwszej
kolejności miał na myśli pożądliwość seksualną.
Justin Peters: To
są niezwykle mocne słowa.
A przecież okazało się, że
kiedy je wypowiadał, ta relacja już trwała.
Jak można nie pomyśleć tutaj
o Liście do Tytusa 1:16: „Twierdzą, że znają Boga, lecz swoimi uczynkami się Go
wypierają”?
Czego nie dostrzegam? Czy
nie o tym tutaj mówimy?
Steve LeBlanc:
Właśnie to jest dla mnie tak przerażające i właśnie dlatego nie potrafię po prostu
powiedzieć: „Tak, to brat w Chrystusie, który po prostu upadł”.
Pismo mnie powstrzymuje
przed tak prostym stwierdzeniem.
Jako cesacjonista nie
ustępuję charyzmatykom ani o krok w mojej pneumatologii.
Jeśli Duch Święty jest
wystarczająco potężny, aby nas zbawić, jest również wystarczająco potężny, aby
wyprowadzić nas z oszustwa.
Jest wystarczająco potężny,
aby przekonać nas o grzechu.
I właśnie dlatego tak
niepokoi mnie długość tego wszystkiego — planowanie, ukrywanie.
To nie było po prostu zbyt
długie zatrzymanie wzroku na jakiejś reklamie w telewizji. To jest
przerażające.
Jim Osman:
Myślę, że potrzebne jest tutaj ostrzeżenie.
Jeśli zastanawiacie się nad
kupieniem tej książki — nie kupujcie jej.
Istnieje wiele dobrych
książek napisanych przez dobrych ludzi, którzy są dobrzy wyłącznie dzięki
sprawiedliwości Chrystusa. Napisali książki dla waszego dobra i dla chwały
Boga, a ich życie przyozdabia ich wiarę, zamiast przynosić jej hańbę.
Nie dawajcie temu
człowiekowi swoich pieniędzy.
On zdyskwalifikował się z
jakiejkolwiek służby — zarówno publicznej, jak i prowadzonej za pośrednictwem
druku.
Nie pozwalajcie mu sobie
usługiwać. Nie potrzebujecie takiej służby.
Mam nadzieję, że ta książka się
nie sprzeda, ponieważ mam nadzieję, że ludzie zostaną ostrzeżeni. Właśnie
dlatego tutaj jestem.
Nie chcę, żeby ktokolwiek
kupował tę książkę i nie chcę, żeby ludzie przyjmowali to fałszywe świadectwo,
według którego dlatego, że przez pięć lat tkwiłeś po uszy w grzechu, nagle
posiadłeś jakąś wiedzę niedostępną dla nas, którzy nie zdradzaliśmy swoich żon,
i teraz możesz pouczać nas o odnowieniu oraz o tym, czego nauczyłeś się „na
pustkowiu”.
To jest mroczne i zwodnicze.
Powiedzielibyśmy nawet, że
wystają z tego rogi.
Justin Peters:
Steve, cieszę się, że wspomniałeś o tym „pustkowiu”, bo w bezpłatnym fragmencie
książki — chyba na ósmej stronie — znajduje się nagłówek „Szkolenie na
pustkowiu”.
Lawson pisze: „Bóg umieścił
mnie w odosobnionym miejscu, abym pozostał sam na sam z Nim. Tam musiał
opróżnić mnie ze mnie samego, zanim mógł napełnić mnie pełnią Chrystusa”.
Następnie pisze, że tak samo
było z Mojżeszem, Eliaszem, Dawidem i Janem Chrzcicielem. Później mówi również,
że Duch zaprowadził Jezusa Chrystusa na czterdzieści dni na pustynię judzką.
Jim Osman:
Tylko że żaden z tych ludzi nie zrobił tego, co zrobił on.
I żaden z nich nie znalazł
się na tym „pustkowiu” dlatego, że był karcony za taki grzech — zakładając, że
właśnie tak należy rozumieć to, co spotkało jego. To fałszywy argument.
Justin Peters:
Kiedy przeczytałem ten fragment po raz pierwszy, pomyślałem: „W porządku, teraz
jestem już prawie pewien, że Steve nie napisał tej książki”.
To jest tak kiepska
hermeneutyka, że Steve powinien wiedzieć lepiej. A jednak ją napisał. I oto
mamy te słowa. Porównuje się z tamtymi ludźmi i mówi: „Bóg umieścił mnie na tym
pustkowiu”.
Nie. Sam umieściłeś siebie
na pustkowiu. Co prawda w innym miejscu udostępnionego fragmentu Steve sam to
przyznaje, i należy mu to oddać. Ale to jego własny grzech zaprowadził go w to
miejsce.
Eliasz nie znalazł się na
pustkowiu z takiego powodu. Saul z Tarsu udał się do Arabii, aby zostać
przygotowanym do służby.
Jezus z całą pewnością nie
miał żadnego grzechu, kiedy przebywał na pustyni. Dlatego uznałem to porównanie
za naprawdę szokujące.
Jim Osman:
Jest w tym jeszcze jeden subtelny argument.
Co łączy wszystkich tych
ludzi? Przed tym, zanim Bóg potężnie użył ich w służbie, wszyscy przebywali na
pustkowiu.
A więc jego argument brzmi:
„Teraz ja również zostałem umieszczony na pustkowiu. Jeśli sądziliście, że
Steve Lawson 1.0 był dobry, poczekajcie, aż zobaczycie Steve’a Lawsona 2.0”.
Mówi przecież: „Teraz jestem
bardziej podobny do Chrystusa. Zostałem bardziej upodobniony do obrazu Jego
Syna. Na pustkowiu nauczono mnie rzeczy, których nigdy nie nauczyłem się w
akademii wygody” — czy „akademii komfortu”, jakoś tak to ujmuje.
Może więc nie jest to wcale
aż tak subtelne. On bardzo wyraźnie przygotowuje grunt pod następujące
rozumowanie: oto droga, którą przeszedłem. Tak samo było z Mojżeszem, Eliaszem,
Jezusem, Pawłem, Janem i innymi, których Bóg potężnie używał właśnie po okresie
przebywania na pustkowiu.
Ja również byłem na
pustkowiu, a więc… Logiczny wniosek brzmi: Bóg również może potężnie mnie użyć.
Dla mnie jest bardzo wyraźne, że zdecydowanie zmierza do odzyskania publicznej
platformy i służby.
Nie twierdzę, że już nigdy
nie mógłby w żaden sposób użyć swojego daru nauczania. Załóżmy, że jest
człowiekiem wierzącym i rzeczywiście posiada duchowy dar nauczania. Być może za
wiele lat mógłby siedzieć w salonie i nauczać Słowa Bożego niewielką grupę.
Ale nie uważam, żeby
kiedykolwiek znowu powinien otrzymać publiczną platformę. Gdyby należał do
mojego kościoła — Justin, właściwie od tego zaczęła się wczoraj nasza rozmowa.
Zadzwoniłeś do mnie i zapytałeś: „Czy kiedykolwiek jeszcze dałbyś Steve’owi
Lawsonowi publiczną platformę?”.
Nigdy. Czy mógłby kiedyś
nauczać? Być może. Ale dla mnie dwa lata to zdecydowanie za mało. Patrzyłbym
raczej piętnaście czy dwadzieścia lat do przodu.
I to pod warunkiem, że jego
małżeństwo zostałoby odbudowane i przez wszystkie te lata widzielibyśmy wzorzec
cichej, uległej, pokornej wierności, bez zabiegania o światła reflektorów,
scenę czy publiczną platformę. Czy dwadzieścia lat później, przy spełnieniu
wszystkich właściwych warunków, mógłby prowadzić niewielkie domowe studium
biblijne? Być może tak. Ale nigdy nie umieściłbym go ponownie w miejscu, w
którym nagrywamy jego kazania i publikujemy je w mediach społecznościowych.
Nigdy więcej wystąpień konferencyjnych, podcastów i tym podobnych rzeczy.
Możesz posiadać duchowy dar
i być może wolno ci kiedyś używać go pod nadzorem starszych, ale nie masz prawa
do publicznej platformy. A wygląda na to, że on używa swoich zdolności — nie
wiem, czy nazwać je duchowym darem — do odzyskania platformy.
Pisze książkę i buduje
argument, według którego może wrócić do służby, ponieważ przeszedł przez
pustkowie i czegoś się tam nauczył. Dla mnie jest oczywiste, że właśnie w tym
kierunku zmierza.
Justin Peters: Mam
nadzieję, że się mylisz.
Jim Osman: Ja
też mam nadzieję. Ale gdybym był prorokiem, właśnie to bym prorokował.
Justin Peters:
Nietrudno połączyć te kropki. Steve, co sądzisz o tym, co powiedział Jim? Załóżmy
teoretycznie, że mielibyśmy niepodważalne dowody, iż Steve rzeczywiście
pokutował. W tym miejscu powinienem coś dodać: naprawdę mam nadzieję, że
sytuacja się zmieni. Naprawdę tego pragnę i modlę się za niego.
Ale obecnie Steve nie
mieszka nawet w tym samym stanie co jego żona. Nie doszło więc do pojednania
małżeńskiego. Ustalmy to jako fakt: w tej chwili nie ma pojednania. Wszyscy
mamy nadzieję i modlimy się, aby kiedyś do niego doszło, ale obecnie go nie ma.
Steve, czy zgadzasz się więc
z tym, co powiedział Jim? Funkcja pastora i starszego odpada. Ale co ze szkółką
niedzielną? Co z prowadzeniem męskiego studium biblijnego?
Steve LeBlanc:
Myślę, że trzeba dodać trzeci wymiar.
Nie chodzi wyłącznie o
pytania: „Czy może?” i „Gdzie może?”. Choć oczywiście również trzeba je zadać. Trzeba
zapytać także: „Czego miałby nauczać?”.
Uważam, że w przypadku
człowieka z takim świadectwem zakres tego, czego mógłby nauczać, byłby bardzo
ograniczony.
Mógłby mówić mężczyznom o
ostrzeżeniach, których sam doświadczył, kiedy trwał w otwartym buncie przeciwko
Bogu i kiedy wziął — rzekomo — Boże dary i powołanie, a następnie je
roztrwonił.
Takie nauczanie musiałoby
raczej polegać na chlubieniu się własną słabością, ukazywaniu chwały służby
Chrystusa wobec niego i Jego miłosierdzia — na tym, że miał niebiańskiego
Orędownika pośród swojej jawnej głupoty, niegodziwości i odrażającego grzechu.
Ale czy powiedziałbym mu:
„Hej, Steve, masz tutaj List do Efezjan, rozdziały 5 i 6. Przeprowadź nas przez
ten tekst”?
Nie. Nigdy. Dlaczego?
Ponieważ można spełniać
kwalifikacje i można zostać zdyskwalifikowanym — i taka dyskwalifikacja może
obowiązywać do końca życia. Mamy biblijne przykłady. Nie oznacza to, że Bóg go
nie kocha. Nie oznacza to, że Jezus się za nim nie wstawia. Ale on nie kwalifikuje
się, by nauczać innych o rzeczach, o których sam nic nie wie.
Nigdy już nie będzie
wiedział, czym jest wierność jednej żonie przez całe życie. Nie będzie. To
prawda. Dlatego proszę — nie próbuj nas tego nauczać. Osobiście zgadzam się z
Jimem. Potrzebowałbym bardzo długiego okresu obserwowania jego życia.
Ile on ma teraz lat?
Justin Peters:
Chyba 75.
Steve LeBlanc:
Jeśli nie dożyje około dziewięćdziesięciu pięciu lat, nigdy nie będzie nauczał
ludzi, których powierzono mojej pieczy.
Ktoś może się ze mną nie
zgadzać — w porządku. Odpowie przed Panem za to, czego pozwala słuchać swoim
ludziom. Ja natomiast odpowiem przed Panem za to, komu pozwalam stanąć na
naszej platformie. Jim również. Ty również, Justin.
Justin Peters:
Tak. I chociaż Steve Lawson jest tutaj osobą, o której rozmawiamy, wszystko, co
mówimy na temat tej sytuacji, odnosiłoby się także do każdego innego mężczyzny,
który dopuściłby się takiego samego grzechu. Nie chodzi tylko o Steve’a
Lawsona. Dotyczyłoby to również mnie. Każdego z nas.
Steve LeBlanc: I z
miłością powiedziałbym ci wtedy: „Stary, jestem pewien, że Jim poradziłby sobie
jako kierownik w Home Depot. Lepiej więc idź i szukaj tam pracy”. Bo jeśli coś
takiego by się wydarzyło, dowiedlibyśmy, że wszystko, co wcześniej mówiliśmy,
było hipokryzją.
Justin Peters: Ale
jest chyba w chrześcijańskich kręgach pewien sposób myślenia — i najwyraźniej
nie dotyczy on jedynie środowisk charyzmatycznych. Kiedy ktoś jest naprawdę
utalentowany, posiada wielkie zdolności i wykazał się wyjątkowym obdarowaniem,
pojawia się przekonanie, że trzeba jak najszybciej przywrócić go do służby i do
miejsc wpływu oraz władzy, aby mógł dzielić się nowo zdobytą wiedzą i
doświadczeniem.
Jak gdyby Pan potrzebował
jego darów. Jak gdyby Kościół potrzebował jego darów. Jak gdybyśmy bez
publicznej służby tego konkretnego człowieka byli pozbawieni jakiegoś
szczególnego daru, który Bóg chce dać Kościołowi.
Ja całkowicie odrzucam taki
sposób myślenia. Pan jest Panem Kościoła. Kościół nie potrzebuje Steve’a
Lawsona.
John MacArthur często mówił
— i to była jedna z rzeczy, które czyniły go wyjątkowym — „Pan mnie nie
potrzebuje”. Pan może usunąć Johna MacArthura, a Grace Community Church nadal
będzie się rozwijał, nadal będzie funkcjonował i nadal będzie doświadczał
błogosławieństwa.
Każdy z nas jest
zastępowalny. A pomysł, że powinniśmy przywracać człowieka do służby po jego
upadku tylko dlatego, że jest utalentowany, zwykle sprowadza się właśnie do
tego: „Popatrzcie na jego obdarowanie. Ono jest oczywiste”. Być może
rzeczywiście masz ten dar. Ale przez dyskwalifikację możesz utracić możliwość i
prawo korzystania z niego w lokalnym zgromadzeniu.
W Starym Testamencie Pan
wykluczał niektórych ludzi ze służby w świątyni i przybytku z różnych powodów.
Kapłani mogli zostać wykluczeni nawet z powodów, na które nie mieli wpływu — z
powodu określonych wad fizycznych czy deformacji.
Pan ma prawo kogoś
zdyskwalifikować. I nikogo nie potrzebuje.
Nie potrzebuje Steve’a
Lawsona. Nie potrzebuje Jima Osmana. Nie potrzebuje Justina Petersa. Wszyscy
moglibyśmy zniknąć, a Kościół nadal rozwijałby się i realizował dokładnie to,
czego Pan od niego chce. Nie powinniśmy więc przyjmować argumentu, jakoby Kościół
w jakiś sposób potrzebował Steve’a Lawsona albo odniósł korzyść z jego
ponownego wejścia do publicznej służby.
Nie odniesie.
Steve LeBlanc:
Tak. I doprowadźmy ten argument do jego biblijnego końca. Mojżesz został
zdyskwalifikowany, prawda?
Nie wszedł do ziemi
obiecanej. Przekroczyłeś granicę. Była to granica wyznaczona przez Boga. Nie
reprezentowałeś Mnie właściwie w tej sytuacji — nie wejdziesz. Ktoś szyderczo
odpowie: „Ale to Stary Testament”. W porządku. Przejdźmy do Piotra. Albo
zazwyczaj ludzie przywołują Dawida.
Dawid dopuścił się
niemoralności seksualnej. To prawda. Ale jeśli nie rozumiemy całego Pisma, coś
nam umknie. Tak, zgrzeszył seksualnie. I tak, pewne rzeczy zostały mu odebrane.
Pomyślcie: został pozbawiony możliwości zbudowania świątyni. To nie jemu
przypadło jej wzniesienie. Jego pozycja jako króla miała natomiast charakter
cywilny. Rozumiem jej szczególne znaczenie, ale nie został pozbawiony tronu po
tym, jak pokutował przed prorokiem.
A jeśli mówimy o Piotrze, to
— wracając do wcześniejszej uwagi Jima — Piotr rzeczywiście miał potworną noc. Jedną
straszną noc, która ujawniła, kim naprawdę był, w przeciwieństwie do jego
wcześniejszej zarozumiałej pewności siebie.
Następnie Jezus go odnowił i
przeszedł z nim określoną drogę karcenia i przywrócenia. Oczywiście Piotr
później znowu się potknął — z powodu lęku przed ludźmi — i Paweł go napomniał.
Ale używanie Piotra jako
argumentu: „Możesz żyć w niemoralności seksualnej, zrobić sobie dwa lata
przerwy, a potem wrócić do pełnoetatowej służby”, jest całkowicie chybione. Te
rzeczy nie mają ze sobą logicznego związku.
Justin Peters:
Wspomnieliście już o tym kilka razy, więc chcę do tego wrócić. Są dwie rzeczy.
Po pierwsze, kiedy
spojrzałem na stronę z dedykacją, jedną z pierwszych rzeczy, które zwróciły
moją uwagę, było to, że książka nie jest nawet dedykowana jego żonie.
Jest dedykowana Beverly i
Terry’emu Warrenom. Nie wiem dokładnie, kim są, ale najwyraźniej jego
przyjaciółmi. Książka nie jest dedykowana żonie, co moim zdaniem coś mówi.
A po drugie — jak już
wspomnieliśmy — on ją sprzedaje.
Kosztuje 14,99 dolara, czyli
piętnaście dolarów na Amazonie.
Załóżmy nawet — choć
podaliśmy już wszystkie powody, dla których naszym zdaniem w ogóle nie powinien
był jej pisać — że jednak postanowił ją napisać. Jeśli naprawdę pokutujesz,
umieść ją jako PDF na jakiejś stronie internetowej i udostępnij za darmo.
„Darmo otrzymaliście, darmo
dawajcie”.
Steve LeBlanc:
Tak. To narusza wszelkie zasady zdrowego sumienia. I naprawdę nie trzeba być
wybitnym biblistą, żeby zobaczyć, że wygląda to na próbę zarobienia pieniędzy.
Jim Osman:
Oczywiście nie każdy, kto sprzedaje książkę, próbuje w ten sposób wyciągnąć
pieniądze. Trzeba przecież pokryć koszty. Ale tutaj wygląda to po prostu jak
granie pod publiczkę. To dość oczywiste. Jeżeli ktoś tego nie dostrzega, trudno
mu pomóc. W każdym razie przynajmniej bardzo mocno pachnie to wątpliwymi
motywami.
Justin Peters: W
połączeniu ze wszystkim innym chyba nie jest trudno to ocenić. Mam nadzieję, że
ludzie zostaną przez tę rozmowę ostrzeżeni. Mam nadzieję, że będą trzymać się
od tej książki z daleka. Bracia, bardzo wam dziękuję, że przyszliście do
programu.
Steve, jakieś słowo na
zakończenie?
Steve LeBlanc:
Starsi muszą spełniać biblijne kwalifikacje.
Zgodnie z 1 Listem do
Tymoteusza 3 oraz Listem do Tytusa 1 człowiek z taką historią tych kwalifikacji
nie spełnia.
Nie powinniście chcieć, żeby
was nauczał. Nie kupujcie tej książki.
Jednocześnie modlimy się za
Steve’a Lawsona — dla chwały Boga, o odnowienie jego małżeństwa oraz o pokorne
życie, które powinno wypływać z prawdziwie pokutującego serca.
To, co obecnie widzimy, nie
stanowi dowodu takiej postawy.
Mamy więc nadzieję na coś lepszego
w przyszłości.
Jim Osman:
Wróciłbym do czegoś, o czym Steve mówił wcześniej: „Pilnuj samego siebie i
nauki”. Myślę, że historia Steve’a Lawsona może być ostrzeżeniem dla każdego z
nas jako mężczyzn — abyśmy stale badali samych siebie i mieli się na baczności
wobec zwodniczości grzechu i nieprzyjaciela.
Kiedy igrasz z grzechem
seksualnym, igrasz z ogniem.
Może kosztować cię służbę.
Małżeństwo. Reputację.
Emilio Ramos w swojej
książce Fight Like a Man mówi, że powinniśmy umartwiać grzech seksualny ze
względu na naszego Pana, ze względu na naszą żonę, ze względu na dziedzictwo,
które po sobie pozostawimy, ze względu na owce oraz ze względu na zgubionych.
Wszystkie te pięć rzeczy
stanowi dobre powody, aby umartwiać grzech. Spójrzcie na to, co zrobił Steve
Lawson, i wyciągnijcie z tego właściwą lekcję.
Właściwa lekcja nie brzmi:
„Spędziłem dwa lata na pustkowiu, więc mogę wrócić do służby”. To nie jest
właściwa lekcja.
Justin Peters:
Jim, wszyscy zgadzamy się więc, że Steve utracił prawo do publicznej platformy
kaznodziejskiej i nauczycielskiej — właściwie, przynajmniej w dającej się
przewidzieć przyszłości, nawet w małych grupach. Ale to nie znaczy przecież, że
nie może służyć lokalnemu kościołowi w żaden inny sposób.
Jeżeli naprawdę pokutuje i
dojdzie do właściwego miejsca duchowo, może służyć w lokalnym zborze na inne
sposoby. Dlaczego służba musi oznaczać właśnie stanie za kazalnicą?
Nie powinno być dla niego
czymś poniżającym rozwożenie posiłków starszym ludziom, sprzątanie toalet,
praca jako woźny, obsługa nagłośnienia, odśnieżenie komuś podjazdu zimą czy
cokolwiek innego.
Jim Osman:
Dokładnie.
Jedną z rzeczy, na które
zwracamy uwagę w naszym zborze, kiedy zastanawiamy się, którym mężczyznom powierzyć
role nauczycielskie czy kaznodziejskie, jest to, czy są gotowi służyć
zgromadzeniu również na inne sposoby i czy już to robili.
Czy wiernie wspierają
finansowo potrzeby świętych i służbę Kościoła?
Nie chodzi o to, że zaglądam
do czyichkolwiek danych dotyczących ofiar. Chcemy po prostu wiedzieć: czy ci
ludzie wiernie dzielą się swoimi środkami?
Czy są gotowi w niedzielę
rano ustawiać krzesła?
Czy przyjdą umyć okna?
Czy pomagają wdowom?
Czy przynoszą komuś posiłek?
Czy okazują gościnność?
Czy służą ciału Chrystusa na
wszystkie te sposoby?
Czy może przychodzą i od
razu chcą tylko stanąć przed ludźmi i nauczać?
Miałem takich ludzi. Wiele
lat temu pojawił się u nas pewien człowiek i od razu powiedział: „Jeśli
kiedykolwiek będziesz potrzebował kogoś do zastępstwa za kazalnicą, byłem tu
pastorem, tam nauczałem — jeśli potrzebujesz kogoś do głoszenia, jestem do
dyspozycji”. Odpowiedziałem: „Dobrze. Dziękuję. Doceniam to”.
I po prostu go obserwowałem.
To było jeszcze w czasach, kiedy spotykaliśmy się w szkole i co niedzielę
trzeba było rozstawiać oraz składać krzesła. Nigdy nie widziałem, żeby ustawił
choć jedno krzesło. Nigdy nie widziałem, żeby jakieś złożył. Nigdy nie
zaproponował zamiatania podłogi. Nie widziałem go w żadnej innej dziedzinie
służby.
To, że jesteś utalentowanym
nauczycielem, nie oznacza, że jesteś ponad tymi wszystkimi rzeczami. Pytanie
brzmi: czy jesteś gotów pracować w ciszy, bez rozgłosu i w ukryciu — dla dobra
innych ludzi i dla szerzenia prawdy? Myślę, że to bardzo wiele mówi o
człowieku.
Steve mógłby spędzić całą
resztę życia, wykonując ciche akty wierności w lokalnym zborze — służąc ludziom
i pomagając im bez zajmowania publicznej platformy.
Justin Peters:
Tak. Jeżeli rzeczywiście pokutuje, sądzę, że właśnie taka postawa powinna
wypływać z jego serca. Powinien to rozumieć.
Jeśli naprawdę pokutuje,
będzie wiedział, że żadna służba w kościele nie jest poniżej naszej godności.
Jim Osman:
Tak.
Nie byłoby poniżej mojej
godności posprzątać toalety — gdybym tylko fizycznie był w stanie to zrobić. Mieliśmy
tutaj Jessa Wetzela, jednego ze starszych Kootenai Community Church. Służył
razem ze mną jako starszy przez dwadzieścia dwa lata, aż fizycznie nie był już
w stanie wykonywać tej pracy. Kiedy jednak po raz pierwszy pojawił się u nas
około 2000 roku, po prostu zgłosił się do sprzątania starego budynku
kościelnego.
On i Marcia przychodzili,
odkurzali, wynosili śmieci, sprzątali wszystko co tydzień i przygotowywali
budynek na niedzielę.
Po prostu cicho pracowali. Pomyślałem
wtedy: „Ten człowiek prawdopodobnie ma dar do służby diakońskiej”.
Dopiero później dowiedziałem
się, że w poprzednim kościele był pastorem, służył jako starszy, zajmował się
poradnictwem biblijnym.
Posłuchałem, jak naucza, i
pomyślałem: „Ten człowiek jest starszym”. Ale on nie przyszedł do naszego
kościoła, prosząc o takie stanowisko. Przyszedł i był gotów sprzątać toalety. Bo
właśnie takim jest człowiekiem.
Steve LeBlanc: I
właśnie takiego człowieka chciałbyś mieć jako nauczyciela.
Jim Osman:
Dokładnie.
Steve LeBlanc:
Chociaż jestem pastorem dopiero od dziewięciu miesięcy, mieliśmy w naszym
młodym kościele niemal identyczną sytuację.
Pewien człowiek podszedł do
mnie i powiedział: „Hej, jeśli będziesz potrzebował kogoś do zastępstwa podczas
swojej nieobecności, jestem twoim człowiekiem. Chcę głosić. Chcę nauczać”.
Pomyślałem: „Dobrze, w porządku.
Dzięki”. Nigdy go jednak o to nie poprosiłem, ponieważ miałem różne
zastrzeżenia. A gdy tylko zorientował się, że nie stanie za kazalnicą, zniknął.
Niektórzy mężczyźni po
prostu chcą platformy.
Justin Peters:
Tak. Bracia, bardzo wam dziękuję, że poświęciliście swój czas i pomogliście nam
właściwie zrozumieć te sprawy. Mam
nadzieję, drodzy, że ta rozmowa była dla was pomocna.