Często cytowane stwierdzenie D.L. Moody'ego: „Świat jeszcze nie zobaczył, co Bóg może zrobić z w pełni poświęconym człowiekiem", było prawdziwe w przypadku młodego człowieka, który dorastał w kościele założonym przez Moody'ego. William Whiting Borden, młody pastor i misjonarz, którego życie zostało tragicznie przerwane, gdy przygotowywał się do posługi wśród chińskich muzułmanów w China Inland Mission, był tym „w pełni poświęconym człowiekiem" oddanym służbie sprawie Chrystusa.
Urodzony w 1887 roku jako
czwarte dziecko Williama (seniora) i Mary Borden z Chicago, William Borden
wkroczył w świat wśród bogactwa i dostatku. Udany i dochodowy biznes jego ojca
w przemyśle wydobywczym zapewnił rodzinie luksusowy styl życia, a William
uczęszczał do prestiżowych prywatnych szkół w Chicago. Jednak to dostatnie
życie nie zniechęciło rodziny ani Williama do poszukiwania tego, czego „ani
mól, ani rdza nie niszczą" (Mat. 6:20). Uczęszczali do Chicago Avenue
Church, później znanego jako Moody Church, a William od najmłodszych lat miał
czułe serce dla spraw duchowych. Kiedy jego matka poprosiła dzieci, by
napisały, kim chciałyby zostać, gdy dorosną, William w wieku ośmiu lat napisał:
„Chcę być uczciwym człowiekiem, gdy dorosnę; prawdziwym, kochającym, miłym i
wiernym człowiekiem".
Po ukończeniu szkoły
średniej Borden odbył roczną podróż dookoła świata. Ta globalna podróż zdawała
się rzucać wizję i wyznaczać jego kurs na światową ewangelizację i misje. Po
ukończeniu college'u szybko stał się wybitnym studentem Yale, wyróżniającym się
w klasie, na boisku piłkarskim i w przyjaźni. Lata spędzone w Ivy League nie
były jednak zmarnowane na samolubne hulanki. Raczej zainwestował w służbę dla
swojej uczelni i miasta New Haven. Podczas pierwszego roku studiów Borden
został poproszony o rozpoczęcie misji miejskiej jako posługi na rzecz
uciśnionych, która zapewniłaby również kolegom z klasy możliwość służenia poza
murami Yale. Był bardziej niż chętny do pomocy w tej misji, zarówno zapewniając
finanse (równowartość pół miliona dolarów w dzisiejszej walucie), jak i
kierownictwo administracyjne do jej prowadzenia. Misja Yale Hope, jak zaczęto
ją nazywać, wydawała rocznie ponad siedemnaście tysięcy posiłków i zapewniała
ponad osiem tysięcy miejsc noclegowych, a wszystkim, którym pomagano,
codziennie głoszono ewangelię. Borden robił to wszystko, pozostając jednym z
najlepszych studentów w swojej klasie i został wybrany na przewodniczącego
swojego bractwa na ostatnim roku studiów.
Po ukończeniu Yale, w 1909
r. uczęszczał do seminarium w Princeton gdzie był słuchaczem zajęć z cenionymi
profesorami, takimi jak J. Gresham Machen, B.B. Warfield i Geerhardus Vos.
Jednak nawet w seminarium Borden nie był tak pochłonięty studiami, że przestał
być użyteczny. Służył jako dyrektor Narodowego Instytutu Biblijnego w Nowym
Jorku, który skupiał się na wyposażaniu mężczyzn i kobiet w solidne zrozumienie
Biblii, teologii i praktycznych umiejętności służby, w tym codziennego
głoszenia na świeżym powietrzu. Borden pełnił również funkcję powiernika Moody
Bible Institute, co wymagało częstych podróży do Chicago. Jego studia i
praktyczna służba sprawiły, że dr C.R. Erdman, jeden z jego profesorów,
powiedział o nim: „[William] ukończył z wyróżnieniem Yale i Princeton; i został
uznany za jednego z najlepiej wyposażonych ludzi, którzy kiedykolwiek
rozpoczęli pracę na polu misyjnym".
Zagraniczne pole misyjne
było celem Bordena, i w tym celu został wyświęcony do służby ewangelicznej
podczas nabożeństwa w Moody Church w 1912 roku. Jednak przed wyjazdem Borden
spędził jesień podróżując do wielu uczelni, aby rozmawiać ze studentami o
potrzebie i możliwościach misji zagranicznych. Jego gorliwość i poświęcenie dla
pracy Pana, wraz z byciem nazywanym przez wielu „misjonarzem milionerem",
przyciągnęły wielu i wywarły trwałe wrażenie, gdy naciskał na studentów, aby z
modlitwą zastanowili się, jaką rolę mogą odegrać w rozszerzaniu królestwa
Chrystusa na całym świecie. Jak stwierdził jeden ze studentów Uniwersytetu Wirginii:
„Najbardziej pomocną i trwałą cechą jego wizyty był cichy, przenikający wpływ
jego osobowości i życia poświęconego sprawie Mistrza". Jego tournée po
trzydziestu czterech szkołach w wielu stanach w ciągu siedemdziesięciu sześciu
dni - bez wygody nowoczesnego transportu - było nie lada logistycznym i
inspirującym wyczynem.
17 grudnia 1912 roku William
Borden pożegnał się z przyjaciółmi i rodziną i wsiadł na statek wypływający z
portu w Nowym Jorku. Jego podróże zaprowadziły go do Kairu, gdzie spędził rok
na studiach arabskich i islamskich oraz wynajął skromny pokój od syryjskiej
rodziny, aby lepiej zanurzyć się w tamtejszej kulturze. Gdziekolwiek się udał,
Borden przywiózł ze sobą swoje oddanie studiom, pragnienie służby i głęboką
przyjaźń z ormiańskimi i koptyjskimi chrześcijanami, a także amerykańskimi i
brytyjskimi misjonarzami. Jak powiedział o Bordenie dyrektor centrum
badawczego: Nigdy nie widziałem człowieka, który przybyłby do Egiptu z oczami
bardziej otwartymi na królestwo Boże. . . . Borden nie przebywał w Kairze dwa
tygodnie, zanim zorganizował studentów seminarium teologicznego, aby rozpoczęli
akcję roznoszenia literatury chrześcijańskiej od domu do domu w całym mieście,
liczącym osiemset tysięcy mieszkańców.
Po zakończeniu misji w
Kairze, Borden planował spędzić rok w Londynie, aby nauczyć się medycyny,
dzięki której mógłby zaspokajać potrzeby ciała i ducha na polu misyjnym. Nigdy
jednak nie opuścił Kairu. Po zaledwie kilku miesiącach pobytu w Egipcie,
William Borden zachorował na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i choć walczył
z nim dzielnie przez ponad dwa tygodnie, zmarł w wieku dwudziestu pięciu lat 9
kwietnia 1913 roku, zaledwie cztery godziny przed przybyciem jego matki i
siostry z USA. „William Borden przeżył dwa życia w jednym; ponieważ zrobił
więcej w ciągu dwudziestu pięciu lat, niż wielu ludzi osiąga w ciągu
pięćdziesięciu".
Niespełnione marzenie
Williama Bordena o służbie w China Inland Mission wśród chińskich muzułmanów na
zawsze pozostanie owiane boską tajemnicą, ale jego „obowiązek
poświęcenia", jak to ujął jeden z jego profesorów seminarium, wciąż świeci
sto lat później. Wyrażając swoje zaangażowanie, Borden napisał: „Bez zastrzeżeń
i bez zwłoki, z całego serca przychodzę", co posłużyło jako motto
przewodnie jego życia. Jego biograf później podsumował to stwierdzenie
powszechnie pamiętanym zwrotem, który zdefiniował życie Williama Bordena: „Bez zastrzeżeń,
bez odwrotu, bez żalu".
Końcowa zwrotka "When I
Survey the Wondrous Cross" Isaaca Wattsa, śpiewana jako ostatni hymn
podczas święceń Bordena, trafnie podsumowuje życie i serce tego młodego
człowieka, który porzucił bogactwa tego świata dla bogactw Chrystusa:
Gdyby całe królestwo świata było moje,
Byłby to dar o wiele za
mały;
Miłość tak niesamowita, tak
boska,
Żąda mej duszy, mego życia, mego wszystkiego.