W
swojej książce Pewność wiary (The Certainty of Faith - 1901) Herman Bavinck
pisze:
„Teologia ma również wymiar praktyczny, który upodabnia ją do medycyny. Wiedza teoretyczna lekarza jest bez wątpienia bardzo ważna, lecz prawdziwa wartość zarówno jego samego, jak i uprawianej przez niego nauki ujawnia się dopiero wtedy, gdy leczy ludzi. Podobnie teologia musi przepisywać lekarstwa na dolegliwości duszy. Musi umieć wskazać, jak i w jaki sposób możemy zostać uwolnieni od naszej winy, pojednani z Bogiem, jak możemy nauczyć się cierpliwości i nadziei pośród życiowych utrapień oraz znaleźć powód do śpiewania pieśni pochwalnych nawet w obliczu śmierci.
Teologia,
która nie zajmuje się tymi sprawami, lecz poświęca się wyłącznie badaniom
krytycznym i historycznym, nie zasługuje na miano teologii. A teolog, który zna
wszystkie najnowsze zagadnienia swojej dziedziny, lecz stoi bezradny i niemy
przy łóżku chorego, nie potrafiąc odpowiedzieć na pytania nurtujące serce
zagubionego grzesznika, nie jest godzien ani swojego tytułu, ani pełnionego
urzędu.
Pewien
profesor teologii powiedział mi kiedyś, że w czasach studenckich zapoznawano go
z najróżniejszymi zagadnieniami naukowymi, lecz nigdy nie udzielono mu
odpowiedzi na jedno pytanie: Jak mogę dostać się do nieba? A przecież to
właśnie odpowiedź na to pytanie stanowi rację bytu Kościoła i teologii. Temu
służy głoszenie kazań i odwiedziny duszpasterskie w rodzinach.
Współczesna
teologia, której osiągnięć nie wolno nam lekceważyć, nie poniosła klęski z
powodu naukowej przenikliwości swoich przeciwników. Jej bezsilność ujawniła się
w praktyce. Przegrała na kazalnicy i podczas wizyt duszpasterskich, ponieważ
nie miała do zaoferowania żadnego pocieszenia ani w życiu, ani w obliczu
śmierci. To nie szkoła, lecz Kościół; nie seminarium, lecz kazalnica; nie
apologetyka, lecz spotkanie przy łóżku chorego i umierającego obnażyły jej
ubóstwo.
Historia i doświadczenie każdego dnia pokazują nam, czego przede wszystkim oczekuje się od teologii: musi ona umacniać naszą pewność wiary. W przeciwnym razie chorzy, zamiast szukać pomocy w uznanej nauce, która potrafi elokwentnie rozprawiać o chorobie, lecz nie potrafi jej uleczyć, zwrócą się do pierwszego lepszego znachora”.