Najważniejszy tekst, jaki kiedykolwiek tutaj przeczytasz. Czy jesteś gotowy umrzeć?
Drogi Czytelniku, Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie zobaczymy. A jednak pragnę na…
Read more »Brett McIntosh: Costi, to pytanie zadawano mi już wielokrotnie. Zauważyłem, że ludzie często odwołują się do traumatycznych lub bolesnych doświadczeń z przeszłości, aby wyjaśnić, dlaczego zmagają się z określonymi grzechami. Jak chrześcijanie powinni rozumieć związek między cierpieniem doświadczonym w przeszłości a osobistą odpowiedzialnością za obecne postępowanie? W którym momencie wyjaśnianie własnego zachowania staje się usprawiedliwianiem grzechu?
Costi Hinn: To bardzo ważne pytanie. Co ciekawe, pojawia się właśnie teraz. Widać w tym Boże prowadzenie.
W
swojej książce Pewność wiary (The Certainty of Faith - 1901) Herman Bavinck
pisze:
„Teologia ma również wymiar praktyczny, który upodabnia ją do medycyny. Wiedza teoretyczna lekarza jest bez wątpienia bardzo ważna, lecz prawdziwa wartość zarówno jego samego, jak i uprawianej przez niego nauki ujawnia się dopiero wtedy, gdy leczy ludzi. Podobnie teologia musi przepisywać lekarstwa na dolegliwości duszy. Musi umieć wskazać, jak i w jaki sposób możemy zostać uwolnieni od naszej winy, pojednani z Bogiem, jak możemy nauczyć się cierpliwości i nadziei pośród życiowych utrapień oraz znaleźć powód do śpiewania pieśni pochwalnych nawet w obliczu śmierci.
Zmieniający się
„niezmieniony” Kościół
Kolejną kwestią jest
zmienność rzekomo „niezmiennego” Kościoła.
Zeszłej wiosny pojechałem do
Trydentu we Włoszech, dokąd nasz zespół filmowy z Apologetics Canada udał się,
aby przygotować czwarty odcinek serii „Czy mogę ufać Biblii?”.
Pojechaliśmy do Trydentu, aby omówić znaczenie oficjalnego ogłoszenia kanonu Pisma Świętego, które nastąpiło 8 kwietnia 1546 roku.
Witamy ponownie w podcaście
Ask Pastor John. Pastorze Johnie, opowiadałeś mi niedawno o rozmowie z
człowiekiem, który zastanawiał się, czy może przebaczyć swojemu ojcu, skoro
ojciec nawet nie przyznaje, że zrobił coś, co wymaga przebaczenia.
Powiedziałeś, że w miarę rozwoju tej rozmowy okazała się ona bardzo owocna
zarówno dla ciebie, jak i dla niego. Czy możesz nas wprowadzić w tę rozmowę i
wyjaśnić, dlaczego była tak pomocna oraz czego wszyscy możemy się z niej
nauczyć na temat przebaczania innym?
Powodem, dla którego ta rozmowa okazała się tak pomocna, było to, że zobaczyłem jej konsekwencje dla własnego życia oraz relacji z żoną, dziećmi i współpracownikami. Zacząłem dostrzegać jej echo właściwie wszędzie.
Czy zdajecie
sobie sprawę, co może być przyczyną waszej słabości?
Czy widzicie,
dlaczego nie odnosicie zwycięstwa nad grzechem?
Praktycznie nie
macie kontaktu z Biblią.
Zapraszam was,
abyśmy ponownie otworzyli List do Rzymian, rozdział 12. Przeczytamy jeszcze raz
wersety 1 i 2, które czytaliśmy wczoraj wieczorem: „Proszę więc was, bracia,
przez miłosierdzie Boże, abyście składali wasze ciała jako ofiarę żywą, świętą,
przyjemną Bogu, jako waszą rozumną służbę. A nie dostosowujcie się do tego
świata, ale przemieniajcie się przez odnowienie waszego umysłu, abyście mogli
rozeznać, co jest dobrą, przyjemną i doskonałą wolą Boga”.
Pomódlmy się razem.
Msza święta
Kolejnym problemem i
powodem, dla którego nie jestem rzymskim katolikiem, jest Msza.
Mam nadzieję, że jeżeli
jesteś katolikiem i dotarłeś do tego miejsca, słyszysz, jak zatrzymuję się, aby
podkreślić, że nie nagrywam tego materiału po to, by kogokolwiek prowokować. Nie
chcę być złośliwy ani zachowywać się jak protestant, któremu bardziej zależy na
udowodnieniu własnej racji niż na okazywaniu miłości.
Zależy mi na moich rzymskokatolickich przyjaciołach i pragnę dla nich tego, co najlepsze. Mówię o tych sprawach, ponieważ uważam je za ważne.
Dobrze, już mam mało czasu.
Weźcie swoje Biblie i otwórzcie ze mną 17 rozdział Ewangelii Jana. Jesteśmy w
jednej z najwspanialszych części całego Pisma. Jezus jest o krok od
aresztowania.
Wyobraźcie to sobie ze mną.
Oddział żołnierzy przygotowuje się. Uzbrajają się w miecze i kije, żeby pójść i
pojmać najłagodniejszego człowieka, jaki kiedykolwiek żył. Idą za zdrajcą,
Judaszem, do miejsca, które dobrze znał, bo był tam z Jezusem wiele razy. To
miejsce nazywa się ogród Getsemane. To teren o powierzchni około pół akra,
położony na Górze Oliwnej, po drugiej stronie Doliny Cedronu, na wschód od
Jerozolimy. Można tam pójść także dzisiaj. To realne miejsce.
A przy okazji: realne miejsce, realni ludzie, realny moment w historii. To nie jest mit. To nie jest jakaś epopeja. To nie jest bajka. Tego nie napisał ktoś wymyślający historię. To jest historia. Można tam pójść.
Steve Lawson był jednym z
najbardziej znanych kaznodziejów w środowisku teologii reformowanej. Miał
ogromny zasięg. Dwa lata temu wyszło jednak na jaw, że przez około pięć lat
pozostawał w cudzołożnym związku — i stracił wszystko.
Teraz napisał książkę o tym
doświadczeniu, zatytułowaną Mercy in the Wilderness: How I Fell and What I
Found — Miłosierdzie na pustkowiu. Jak upadłem i co odnalazłem — i wywołała ona
niemałe poruszenie w mediach społecznościowych. Czy powinien był napisać tę
książkę? Czy kiedykolwiek może powrócić do głoszenia? A co choćby z
prowadzeniem szkółki niedzielnej albo męskiego studium biblijnego?
Przyjrzymy się fragmentom książki. Obejrzymy również nagranie Steve’a Lawsona z okresu, kiedy trwał w cudzołożnym związku. Do rozmowy zaprosiłem dwóch zaprzyjaźnionych pastorów: Jima Osmana, pastora Kootenai Community Church w Sandpoint w stanie Idaho, oraz Steve’a LeBlanca, pastora Sherman Bible Church w Sherman w Teksasie.
To dla mnie
wielki przywilej, że mogę być dziś wieczorem tutaj z wami.
I mam do was
pytanie. Po co przyszliście tu dziś wieczorem? Czego spodziewaliście się tutaj
znaleźć? Każdy z nas rozpaczliwie potrzebuje Boga. A tego, czego potrzebujecie,
żaden człowiek nie może wam dać.
Jeśli
przyszliście tu dziś wieczorem z jakąś potrzebą, wołanie waszego serca powinno
wznieść się do Boga:
„Panie, pomóż
mi i pomóż temu biednemu człowiekowi, który właśnie do mnie głosi”.
Bo właśnie tym
jesteśmy. Nie ma wielkich mężów Bożych.
Są tylko mali i
słabi mężowie Boży, którzy należą do wielkiego i wspaniałego Boga.
Jeśli jesteś dziś wieczorem tutaj jako chrześcijanin, masz taką samą możliwość posiadania relacji z Bogiem jak każdy kaznodzieja, który stanąłby tutaj za kazalnicą i do ciebie przemawiał.
Jeśli
cię Bóg powołał, abyś był naprawdę podobny do Jezusa, to oznacza, że poprowadzi
cię przez życie, w którym będziesz musiał znosić krzyż i upokorzenie. Będzie
wymagać od ciebie takiego posłuszeństwa, że nie będziesz mógł naśladować innych
ludzi lub porównywać się z innymi wierzącymi. A w wielu przypadkach okaże się,
że Bóg pozwoli innym ludziom czynić coś, czego nie pozwoli tobie.
Inni wierzący i pracujący dla Pana, którzy — jak się wydaje — są bardzo pobożni i użyteczni, mogą robić karierę, używać swoich wpływów, opracowywać plany i realizować je, lecz ty nie będziesz mógł tego robić. A jeśli nawet podejmiesz próbę, nie tylko ci się to nie uda, lecz spotka cię takie napomnienie od Pana, że będziesz musiał gorzko pokutować.
Rozmowa o życiu
chrześcijańskim: uczucia dla Chrystusa, święte nawyki i duchowy chłód
Kevin DeYoung: Trzeba
oceniać życie chrześcijańskie sprawiedliwie – nikt z nas raczej nie powie, że
radzimy sobie lepiej niż nasi ojcowie i matki w wierze. Z drugiej strony nie
chcemy być dla siebie zbyt surowi i sądzić, że wieki temu wszystko przychodziło
łatwiej, a ludzie byli wtedy zawsze pobożniejsi. Myślę, że jest tu kilka rzeczy
do rozważenia – ciekawe, co ty o tym sądzisz, Joel.
Joel Beeke: Żyjemy w czasach niebywałego bogactwa zasobów: książek, opracowań, nagrań wideo, wydań Biblii. To wręcz niewyobrażalne, jak wiele mamy dziś ułatwień – nie mówiąc już o internecie, który wprawdzie produkuje mnóstwo złych rzeczy (do tego zaraz wrócę), ale też mnóstwo wspaniałych. Mamy dziś więcej znakomitych opracowań z teologii systematycznej, mamy większy dostęp – między innymi dzięki tobie i innym – do purytanów, do wielkich umysłów, które żyły przed nami. Sądzę, że wielu ludzi rzeczywiście czyta te książki, a kościół na tym korzysta. Kościół w Ameryce, w porównaniu z wieloma innymi miejscami na świecie, jest całkiem dobrze nauczany – a przynajmniej ma ku temu sposobność. Myślę też, że w naszym pokoleniu jest głód głębi. Widać, jak pewna „środkowa” postawa zanika: jeśli mam być chrześcijaninem w czasach, gdy to już niemodne, to chcę mieć to, co prawdziwe. Powiedzcie mi, w co mam wierzyć, dajcie mi to, co naprawdę wartościowe.
Według danych Covenant Eyes, cenionej
usługi służącej do kontroli korzystania z internetu i monitorowania aktywności
na ekranie, 40 procent kobiet deklarujących się jako chrześcijanki korzysta z
pornografii. To zatrważająca tragedia, ponieważ korzystanie z pornografii
oznacza spożywanie trucizny. Jeśli czytasz ten tekst i należysz do tych 40
procent, prawdopodobnie odczuwasz przymus powracania do tej trucizny, mimo że
chciałabyś przestać. Jeśli jednak jesteś chrześcijanką, możesz przestać
korzystać z pornografii. Jak?
Walcz z wrogiem, który jest
w tobie.
Czytaj Słowo Boże i wierz
mu.
Módl się.
1. Walcz z wrogiem, który jest w tobie
To, co zamierzam wam
powiedzieć, wyrosło z czterech przekonań:
1. Podejmowanie
ryzyka dla chwały Chrystusa jest zgodne z Biblią.
2. Bóg
często posługuje się podejmowaniem ryzyka, aby wyzwalać ludzi z długotrwałej
bezowocności.
3. Chrześcijanie
często decydują się przekroczyć granicę i podjąć ryzyko przynoszące chwałę
Chrystusowi po prostu dlatego, że ktoś pojawia się w ich życiu i mówi: „Myślę,
że powinieneś poważnie rozważyć podjęcie ryzyka”.
4. Wielu
z was, którzy jesteście dziś w tej sali, stoi na rozdrożu i potrzebuje wybrać
ryzykowną drogę.
Modlę się, aby dzięki temu, co powiem, wielkie błogosławieństwo spotkało was na tej drodze.
Modlitwa do świętych
Kolejnym powodem, dla
którego nie przyjmuję rzymskiego katolicyzmu, jest modlitwa do świętych. Uważam
ją za bardzo poważny problem.
Znacznie mniej przeszkadza
mi wyróżnianie szczególnie godnych naśladowania postaci z historii Kościoła.
Bardzo cenię przypominanie bohaterów wiary, których możemy uznać za należących
do społeczności świętych.
Trzeba jednak pamiętać, że Pismo Święte konsekwentnie określa mianem świętych wszystkich chrześcijan. Paweł zwraca się do wierzących w Rzymie jako do „powołanych świętych” w Liście do Rzymian 1:7.
Ostrzeżenie i pewność.
Biegnij w wyścigu aż do końca.
List do Hebrajczyków może
wydawać się dziwną i trudną księgą tym, którzy nie czytają Biblii regularnie
albo dopiero zaczynają ją poznawać. A jednak jednym fragmentem z Listu do
Hebrajczyków, który często znają, jest niezwykle mocne ostrzeżenie z
Hebrajczyków 6:4–8.
Bardzo możliwe, że uczestniczyli nawet w żywej dyskusji na temat znaczenia tych wersetów i tego, czy wierzący mogą utracić zbawienie. Popularne spory dotyczące Hebrajczyków 6:4–8 odzwierciedlają również stan badań naukowych, ponieważ uczeni od dawna nie są zgodni co do tego, jak należy interpretować ostrzeżenia zawarte w tym liście. Moim zasadniczym celem w tym eseju jest wyjaśnienie znaczenia tych tekstów ostrzegawczych. Krótko przedstawię jednak także inne interpretacje i odniosę się do niektórych z nich, prezentując własne stanowisko.
Papiestwo
Kolejnym powodem, dla
którego nie jestem rzymskim katolikiem, jest papiestwo. Po prostu nie uważam,
aby Ewangelia Mateusza 16:18 nauczała o prymacie Piotra.
Przeczytajmy ten fragment:
„I ja ci mówię, że ty jesteś
Piotr, a na tej skale zbuduję mój kościół, i bramy piekła go nie przemogą”.
Współczesny Rzym rozumie ten tekst w taki sposób, że skałą jest Piotr, a od Piotra wywodzi się linia następców, którymi są biskupi Rzymu. Konkretny biskup Rzymu ma być zaś namiestnikiem Chrystusa na ziemi.
Gdzie uczymy się ufać Bogu?
Często zakładamy, że
będziemy ufać Bogu, jeśli wybawi nas w jakiś niezwykły sposób — jak wtedy, gdy
rozdzielił Morze Czerwone. Jeśli Bóg uleczy nas z nieuleczalnej choroby,
naprawi trudną relację albo w cudowny sposób zaspokoi nasze potrzeby, jesteśmy
przekonani, że takie wydarzenie raz na zawsze umocni naszą wiarę. Będziemy
wiedzieć, że oddajemy cześć Bogu, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych —
Bogu, który wskrzesza umarłych i panuje nad całym wszechświatem.
Pismo Święte przedstawia
jednak inną historię.
Izraelici, wychodząc z Egiptu, byli świadkami jednych z największych cudów opisanych w Biblii, a jednak cuda te nie wzbudziły w nich trwałego zaufania. Ich wiara kształtowała się dopiero na pustyni, w zwyczajnym, codziennym doświadczeniu zależności od Boga. To właśnie tam odkrywali, że Bóg jest wierny wszystkim swoim obietnicom.
Jak rozpoznać, czy naprawdę
komuś przebaczyliśmy, czy też nie? W tej kwestii może być trochę niejasności.
Podam krótki przykład z własnego życia. Kiedy opowiadam o swoim dzieciństwie, o
moim ojcu alkoholiku i o rozwodzie moich rodziców, zdarza się, że w kolejce
podchodzą do mnie sześćdziesięcio- czy siedemdziesięcioletni mężczyźni, ze
łzami w oczach mówiąc: „Nigdy nie potrafiłem przebaczyć mojemu ojcu”.
I to jest dla mnie trudne. Co właściwie powiedzieć takiej osobie? Trzeba to puścić. Trzeba przestać mieć to komuś za złe. Trzeba przebaczyć. Ale, Tim, w kulturze chrześcijańskiej jest wiele takich niewygaszonych uraz i krzywd, z którymi tak naprawdę nigdy się nie uporaliśmy. Jak więc rozpoznać, po pierwsze, że one wciąż w nas są, a po drugie, czy rzeczywiście przebaczyliśmy?
Wierzę,
że jednym z największych problemów, z jakimi boryka się wielu z nas, nasi
starsi i wiele naszych zborów, jest legalizm — trzymanie się litery prawa i
wyobrażanie sobie, że skoro przestrzegamy pewnych zasad i wykonujemy określone
praktyki religijne, to jesteśmy duchowi. Nie zdajemy sobie sprawy, że to
wszystko jest jedynie liśćmi.
Cała
aktywność religijna to liście. Czytanie Biblii, modlitwa, chodzenie na
zgromadzenia — wszystko to są liście. A owocu może nie być. Tymczasem Jezus
przychodzi i szuka owocu.
Galacjanie
mieli właśnie taki problem. Zaczęli dobrze. Narodzili się na nowo, zaczęli w
Duchu, ale potem zboczyli na boczny tor legalizmu, sądząc, że zaprowadzi ich on
tam, dokąd przeznaczył ich Bóg. Jak już widzieliśmy, celem nie jest niebo, lecz
upodobnienie się do Chrystusa. A legalizm nigdy was tam nie zaprowadzi.
Paweł,
chcąc ich skorygować, powiedział im słowa, na które wszyscy mający skłonność do
legalizmu powinni zwrócić szczególną uwagę. List do Galacjan 6:3: „Jeśli ktoś
uważa, że jest kimś, będąc nikim, zwodzi samego siebie”.
Powtórzę to dla podkreślenia. Jeśli ktoś uważa, że jest kimś, będąc nikim, zwodzi samego siebie.
A co, jeśli wydarzy się
najgorsze? A co, jeśli się nie wydarzy!
Wszystko może się rozpaść.
Twoje życie może się rozpaść — przynajmniej potencjalnie. Może wydarzyć się
najgorsza z możliwych rzeczy. To możliwe. Technicznie rzecz biorąc — możliwe. I
właśnie o tym nie potrafisz przestać myśleć. Ta myśl nieustannie tłucze ci się
po głowie. Myśli pędzą. Próbujesz przeanalizować każdą możliwość, każdy możliwy
rozwój wydarzeń, każdy zły scenariusz, żeby rozpoznać zagrożenie
i móc ochronić siebie oraz tych, których kochasz. Przygotowujesz się na
najgorsze, mimo że nic nie wskazuje na to, by najgorsze rzeczywiście miało się
wydarzyć, ponieważ gdyby jednak do tego doszło, byłoby to nie do
zniesienia. Krótko mówiąc — katastrofizujesz.
A gdy to wszystko dzieje się w twojej głowie, serce zaczyna bić szybciej, dłonie się pocą, a ciało przygotowuje się do działania. Być może rzeczywiście zaczynasz działać i próbujesz zapobiec wyobrażonej katastrofie. Dzwonisz do kogoś i przepraszasz. Próbujesz coś „naprawić”. Robisz badanie, żeby upewnić się, że nie jesteś chory. Doprecyzowujesz coś, co wcześniej powiedziałeś. Piszesz do kogoś, pytając go o zdanie. Być może przynosi ci to ulgę, a być może nie. Być może pozostaje ci po prostu siedzieć, czekać i zobaczyć, co Bóg dla ciebie przygotował.
Drogi Czytelniku, Ty i ja możemy się nie znać; być może nigdy się nie zobaczymy. A jednak pragnę na…
Read more »