Proszę, otwórzcie swoje
Biblie na Księdze Jozuego, rozdział 1.
Módlmy się.
Ojcze,
stoimy przed Tobą w imieniu Twojego Syna.
I wiemy, że wysłuchujesz naszych modlitw.
Jesteś Bogiem, który słucha
głosu człowieka.
Który słyszy nas w nocnej straży.
Który zna nasze najgłębsze myśli.
Ojcze, jesteśmy tak mali.
Bezsilność to nasze imię.
Panie, jesteśmy pozbawieni
mądrości.
Duchowej siły.
Bitwa, Panie, jest wielka.
Szaleje wokół nas.
Szaleje w nas samych.
Ojcze, nie mamy żadnej
nadziei,
chyba że odpowiesz na nasze modlitwy
i uwielbisz przez to swojego Syna.
Ojcze, Twoi słudzy
potrzebują tak wielu rzeczy.
Ojcze, nasz intelekt jest
słaby.
Cała nasza wiedza jest blada i bezsilna.
Panie, nie potrafimy nawet
zaczerpnąć
jednego oddechu z powietrza wokół nas.
Panie, potrzebujemy Ciebie.
Potrzebujemy Twojej pomocy.
Potrzebujemy Twojego namaszczenia.
Potrzebujemy Twojego napełnienia.
Ojcze, musimy stać się kimś
więcej niż tylko ludźmi.
Pociągnij nas do siebie,
Panie.
Oczyść nas.
Napełnij nas Duchem Świętym.
Ojcze, jesteśmy w pełni
świadomi,
że Twój Syn zasługuje na więcej
niż to, czym jesteśmy
i niż to, co możemy dać.
Umocnij nas, Panie.
Pomóż nam.
Okazałeś nam życzliwość w
przeszłości.
Okaż nam życzliwość teraz.
Pobłogosław swój lud, Panie,
a będą błogosławieni.
W imieniu Jezusa. Amen.
(Wspomnienie o Johnie
MacArthurze)
To pierwszy rok, kiedy dr
MacArthur nie jest z nami.
Ludzie często mnie pytają:
„Co najbardziej pamiętasz o nim?”
I myślę, że stosowne jest
powiedzieć kilka rzeczy, zanim pójdę dalej.
Ponad wszystko, co o nim
pamiętam,
pamiętam jego życzliwość wobec mnie.
Jego łagodną życzliwość.
I nie tylko wobec mnie, ale
wobec ludzi takich jak ja.
Czasami mogliśmy
przyprowadzić na konferencję ubogich, skromnych, rdzennych misjonarzy.
Zawsze znajdowałem sposób,
by przekazać wiadomość do dr. MacArthura: „Czy mógłbyś poświęcić im chwilę?”
A kiedy wchodzili, był jak
dziecko w Boże Narodzenie. Był tak szczęśliwy, że ich widzi. Chciał wiedzieć o
nich wszystko. Pamiętam młodego misjonarza z Turcji. Musiał wyjechać, bo
umierał.
Młody mężczyzna, młoda żona, małe dzieci. Rozmawialiśmy długo przez telefon. Czasami
wspominał, jak dr MacArthur wywarł ogromny wpływ na jego życie z daleka. Przekazałem
więc wiadomość do dr. MacArthura: „On za dzień lub dwa zobaczy naszego Pana.
Czy mógłbyś do niego zadzwonić?”
Dwie godziny później
dostałem telefon od tego nieznanego chłopaka-misjonarza. Płakał. Powiedział: „Nie
uwierzysz, co się stało.” Powiedziałem: „Powiedz mi.” A on: „John MacArthur do
mnie zadzwonił. Rozmawiał ze mną o wszystkim. Chciał wiedzieć wszystko o mnie. O
mojej rodzinie. O mojej służbie. Chciał wiedzieć wszystko.” Tak. I zakończę
jeszcze jedną rzeczą, która dziś jest rzadkością. Wielu ludzi mówi o swojej
wielkiej miłości do Kościoła.
Nie jestem pewien. Bo jest różnica między miłością do Kościoła
a miłością do własnej służby w Kościele. Siedzieliśmy kiedyś i rozmawialiśmy. Nagle
przerwał. Opuścił głowę. Słyszałem ten język u purytanów. Rzadko słyszę go
dzisiaj. Powiedział: „Paul, starałem się być wiernym wykładowcą Słowa. Ale mój
zbór jest duży.
I wiem, że z wieloma z nich nie jest dobrze. Ich dusza nie jest w porządku
przed Bogiem. Och, modlę się, by Bóg ich dotknął.
By Bóg ich zbawił.”
W ostatnim roku konferencji
pasterskiej poszedłem do niego do domu. Modliłem się: „Panie, co mam zrobić? On
jest blisko chwały.” Zrobiłem coś, czego mężczyźni rzadko robią wobec takich
ludzi —
a powinni robić często. Wszedłem i powiedziałem: „Dr MacArthur,
czy z twoją duszą jest dobrze? Czy czytasz Słowo? Opowiedz mi o swoim życiu
modlitwy. Jak twoja społeczność z Chrystusem?” Spojrzał na mnie niemal
zaskoczony. Potem się uśmiechnął. Jakby mówił: „Cieszę się, że zapytałeś.” „Czytam
tu. Modlę się tu.
Ufam tu.” Ale jak twoje serce? Czy czujesz zachętę w Duchu Świętym? Tak. Czy
widzisz relację między nami? Jeden znacznie większy, ale mimo to relację między
braćmi?
Jozuego 1, werset 2:
„Mojżesz, mój sługa, umarł. Teraz
więc wstań, przepraw się przez Jordan, ty i cały ten lud, do ziemi, którą daję
synom Izraela.”
John MacArthur umarł.
John MacArthur umarł.
Voddie Baucham umarł.
R.C. Sproul umarł.
James Boyce umarł.
Ich dziedzictwo będzie
trwało. Ale nie możesz żyć z ich dziedzictwa.
I ten kościół nie może
istnieć, utrzymać się, ani iść naprzód na podstawie dziedzictwa ludzi, którzy
już odeszli do Pana.
Największy problem w
Królestwie Bożym dzisiaj jest zawsze ten sam: brak pobożnych, napełnionych
Duchem, nasyconych Biblią mężczyzn.
Mojżesz umarł. Czy masz
pojęcie, jak to wstrząsnęło światem Jozuego? Jak w Izajasza 6: „W roku, gdy
umarł król Ozjasz, ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie…”
Kiedy pewni ludzie umierają,
może to przynieść zniechęcenie. Ale nie jesteśmy sami.
Jest tylko jeden bohater w
tej historii Ewangelii.
Nie ja.
Nie ty.
Nie John MacArthur.
Nie R.C. Sproul.
Nie Spurgeon.
Nie Whitefield.
Nie Edwards.
Jezus Chrystus.
I Jezus Chrystus siedzi na
tronie w pełnej chwale i pełnej mocy, i pragnie okazywać swoją siłę wśród
ludzi, których serca należą do Niego.
Spójrzcie na werset 3.
„Każde miejsce, na którym
postawi stopa waszej nogi, dałem wam, jak powiedziałem Mojżeszowi.”
Te same obietnice, które
należały do wielkich mężów w historii Kościoła — mężów, których szanujemy — te
obietnice należą również do nas.
Tak, możemy być mniejszego
duchowego formatu. Tak, możemy nie być tak błyskotliwi jak oni. Nie tak silni
jak oni. Ale mamy tego samego Boga. Tego samego Pana. A On ma upodobanie w
okazywaniu swojej mocy nie wśród silnych, ale wśród słabych.
Ktoś kiedyś zapytał mnie: „Bracie
Paul, jeśli Chrystus w ogóle cię użył, to dlaczego myślisz, że to zrobił?” Odpowiedziałem
najbardziej biblijnie, jak potrafiłem: Czy to nie oczywiste? Byłem najmniejszy
z rodu. Byłem najsłabszy.
Kiedy Bóg chciał pokonać
Midianitów, wybrał najmniejsze plemię,
w nim najmniejszą rodzinę, a w niej najsłabszego człowieka.
Waszym problemem nie jest
to, że brakuje wam siły. Waszym problemem jest to, że nie rozpoznajecie swojej
słabości. Bo człowiek, który rozpoznaje swoją słabość i swoją potrzebę, zostanie
popchnięty do Chrystusa. Popchnięty do Słowa Chrystusa.
I w tym stanie się silny.
Zawiodłem Go tak wiele razy,
ale kiedy patrzę na swoje życie, On nigdy mnie nie zawiódł. On jest potężny by
zbawić, by zachować. Stoi obok jako nasz Obrońca, Pocieszyciel. Stoi za nami
jako nasze wsparcie i siła.
Patrzycie na niektórych
mężczyzn i myślicie: „Oni mają niezwykłą zdolność do studiowania Słowa. Niezwykłą
zdolność do modlitwy. Do czuwania nocą. Do wytrwałości.”
Myślicie, że to dlatego, że
są silni? Nie. To dlatego, że wiedzą, jak bardzo są słabi. I wiedzą, że bez
Słowa, bez mocy Ducha Świętego, bez modlitwy nie mogą nic uczynić.
Jestem w pełni świadomy, że
jeśli Bóg nie spotka się ze mną na tej kazalnicy, Paul Washer nie ma żadnej
akademickiej ani intelektualnej podpory, na której mógłby się oprzeć.
Zawsze jestem w rozpaczliwej
potrzebie Niego. Zawsze.
Werset 6:
„Bądź mocny i mężny, bo ty
oddasz temu ludowi w posiadanie ziemię, którą przysiągłem ich ojcom.”
To jest to, co robimy jako
słudzy Chrystusa. Nasze całe życie jest skierowane ku jednemu celowi: Dla
chwały Boga — doprowadzić lud Boży do jego dziedzictwa. Karmić lud Boży. Prowadzić
lud Boży.
Służyć ludowi Bożemu. Umierać dla ludu Bożego.
Kiedy młody mężczyzna ma się
ożenić, mówię mu:
Młody człowieku, zrozum
jedno: To jest to, co Bóg mówi do ciebie —
„Przyprowadź moją córkę do domu.” Nie obchodzi mnie, czy ona kiedykolwiek
zaspokoi twoje potrzeby. Nie obchodzi mnie, czy będzie trudna. Nie obchodzi
mnie, ile będziesz musiał cierpieć. Nie obchodzi mnie, czy twoje potrzeby
zostaną spełnione. Przyprowadź moją córkę do domu.
To samo Bóg mówi każdemu
prawdziwemu słudze: Twoja nagroda jest tam — nie tutaj. Nie obchodzi mnie, co
musisz poświęcić.
Co musisz oddać. Co musisz stracić. Przyprowadź moją oblubienicę do domu. To
jest nasza praca.
Mężczyzna nie jest
definiowany przez siłę fizyczną. Nie przez intelekt. Mężczyzna jest definiowany
przez miarę swojej ofiary.
Przez wielkość swojej miłości do tego, co Chrystus umiłował.
Nie oczekuj pokoju tutaj. Nie
oczekuj nagrody tutaj. Nie oczekuj bezpieczeństwa tutaj. Zostaliśmy powołani do
jednego: aby lud Boży był nasycony Chrystusem. To jest nasza praca.
Werset 7:
„Bądź tylko mocny i bardzo
mężny. Staraj się czynić według całego Prawa…”
Werset 8:
„Ta księga Prawa nie oddali
się od twoich ust, lecz będziesz nad nią rozmyślał dniem i nocą.”
Bóg daje wielkie obietnice, ale
my mamy odpowiedzieć:
oddajemy się społeczności z
Bogiem w Jego Słowie i w modlitwie.
Jeśli pojedziesz na Arktykę,
zobaczysz góry lodowe. Bez względu na to, jak wielka jest widoczna część, jest
ona mniejsza. Większa część jest pod wodą. Tak powinien wyglądać mąż Boży.
Żyjemy w niebezpiecznych
czasach małych chłopców, podcastów,
wywiadów internetowych, publiczności. Ludzie chcą być publiczni,
ale nie mają nic w prywatności. To dlatego Piotr wygłosił jedno kazanie i trzy
tysiące ludzi zostało zbawionych. A my wygłaszamy trzy tysiące kazań i nikt się
nie nawraca.
Bo wielu mężczyzn nie
przebywa z Bogiem. Nie krwawią Pismem,
bo nie karmią się Pismem.
Większość mężczyzn nie chce
się wziąć w garść i wyczekiwać na działanie Boga. Nie chce podjąć mentalnej
decyzji i trzymać się jej. Nie chce w nocy czuwać dla Oblubienicy Chrystusa.
Musimy być mężczyznami, którzy przede wszystkim spędzają czas z Bogiem. Sami.
Kiedy zostałem powołany do
kaznodziejstwa, poszedłem do mojego pastora. Powiedziałem: „Bóg powołał mnie do
głoszenia.” On nawet się nie odwrócił. Powiedział tylko: „Chłopcze, czy
potrafisz być sam?” Myślałem, że chodzi o samotność i prześladowania. Ale nie o
to chodziło. Chodziło o samotność z Bogiem.
Kiedy inni biegają, zajmują się
wszystkimi sprawami tego świata, dyskutują, czy ty potrafisz być sam z Bogiem?
Bo jeśli będziesz sam z
Bogiem, Bóg będzie sam z tobą.
Musisz spędzać wiele czasu z
Nim sam. Nie tylko po to, aby się przemieniać, ale przede wszystkim, aby Go
poznawać.
Jestem mężem Charo Casado de
Nunes. Kobiety. Mógłbym zadzwonić do wielu lekarzy w Stanach Zjednoczonych,
a oni wiedzieliby o niej więcej niż ja. Wiedzieliby jak rosną jej włosy,
dlaczego siwieją, wiedzieliby jak funkcjonują płuca nerki i serce. Wiedzieliby
o tym wszystkim. Znaliby całą jej anatomię i byliby w stanie rozłożyć ją z
nieskazitelną precyzją.
Ale oni nie znają Charo. Ja
znam Charo. Tylko ja znam Charo.
Czy znasz Boga tylko jako
pewnego rodzaju twierdzenia intelektualne? Założenia? Czy potrafisz się spierać
całymi dniami o niuanse, w których nawet nasi ojcowie nie mogli się porozumieć?
Czy potrafisz długo spierać się z innymi braćmi, aż się zniszczysz ich swoim
potężnym intelektem? Czy potrafisz tak wnioskować przez cały dzień i mówić
elokwentnie z kazalnicy? Czy Go znasz? Czy znasz Jego obecność? Czy znasz Jego
moc? Czy jest On obecny, realny w twoim życiu? Czy On jest bardziej realny dla
ciebie niż te rzeczy, które widzisz w swoim fizycznym wzrokiem?
Straszna choroba dotknęła
kościół, a także ruch reformowany. Nie jesteśmy jak nasi ojcowie. Czytałem
wielu z naszych ojców. My widzimy wszystkie te bzdury, z jednej strony
spirytualizm niezwykle wyrażanie emocji i wszystkie inne te rzeczy i uciekamy
od tego i słusznie, ale nie biegniemy do prawdy. Biegniemy w drugą skrajność także
wszystko to co mamy to tylko teorie o Bogu, jakieś twierdzenia, ale nie my
powinniśmy mieć żywego osobowego Boga, który nie tylko mówi przez swoje słowo,
ale będzie także słuchał słów człowieka. Bóg, który chce z nami rozmawiać;
zamieszkać z nami. Jakim człowiekiem będziesz?
1 Tymoteusza 3:16 – 4:5
1 Tymoteusza 3:16: „A
bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele,
został usprawiedliwiony w Duchu, ukazał się aniołom, głoszony był wśród
narodów, uwierzono w Niego na świecie, wzięty został w chwale.” A teraz
rozdział 4: „Duch wyraźnie mówi…” Zwróćcie uwagę — nie tylko „Duch mówi”.
Nie tylko „Duch prowadzi”. Duch wyraźnie, dosłownie — wprost, jednoznacznie
mówi. I to w czasie teraźniejszym. Jakby Paweł mówił: Duch mówi to wyraźnie — i
mówi to wciąż, i mówi to znowu,
i mówi to nieustannie.
Bracia — nasza walka jest
nadnaturalna. Nasz przeciwnik jest nadnaturalny. Czy naprawdę myślicie, że
zrobicie jakikolwiek postęp przeciwko niemu tylko intelektem? Tylko kilkoma
twierdzeniami z teologii systematycznej?
„Nie toczymy boju przeciwko
krwi i ciału, lecz przeciwko zwierzchnościom i władzom…”
Gdyby Bóg odsłonił zasłonę —
choćby w tym pomieszczeniu — zostaliście ogarnięci przerażeniem. Myślicie, że
strategie,
systemy, osobowość wystarczą, by posuwać naprzód Królestwo przeciw takim
wrogom? Nie tylko są przeciwko nam, ale zwerbowali ludzi bez sumienia. Ludzi,
którzy będą kłamać o prawdzie. Kłamać o Bogu. Kłamać o nas. To absurdalne
myśleć, że dokonamy czegokolwiek w ciele.
Często w HeartCry, kiedy
bracia wyjeżdżają na pole misyjne, mówię im:
Pamiętajcie — głoszenie, modlitwa,
pobożność.
To jest nasza broń. Mamy
nadnaturalnego wroga. Potrzebujemy nadnaturalnej broni. Ludzi tak nasyconych
Pismem, że jeśli ich przetniesz — będą krwawić Biblią.
Ludzi o kolanach zdartych od
modlitwy. Od wstawiennictwa.
Od przebywania z Bogiem. I ludzi, którzy poważnie traktują święte życie.
Teraz dochodzimy do wersetów
3–5. I to wydaje się dziwne. Bo Paweł mówi z tak wielką, podniosłą powagą o
duchach zwodniczych,
o naukach demonów — a potem mówi: „Zabraniają zawierania małżeństw i nakazują
powstrzymywać się od pokarmów.” Co się dzieje? Nie zrozumiecie tego, jeśli nie
połączycie tego z 3:16.
Paweł zestawia dwie grupy
ludzi. (Grupa pierwsza — zachwyceni Ewangelią). Pierwsza grupa — to ludzie
Boży. Zahipnotyzowani Ewangelią. Patrzą na Ewangelię. Smakują Ewangelię. I mogą
patrzeć i smakować przez całe życie — i przez całą wieczność. Są usatysfakcjonowani
tym wielkim dziełem Boga. To dla nich wszystko.
Jezus umarł. Jezus
zmartwychwstał. Jezus wstąpił do nieba. I uczynił to dla swojego ludu. To ich
temat na całe życie. Nie muszą patrzeć w lewo ani w prawo. Ewangelia — to
wszystko.
(Grupa druga — bez
Chrystusa) Druga grupa — sprzedaje „chrześcijaństwo” bez Chrystusa. Bez
Ewangelii. Bez mocy. Reguły i przepisy. To jedz. Tego nie jedz. To rób. Tego
nie rób. Chrześcijaństwo ma moralność. Ale nie jest przede wszystkim religią
moralności. Jest religią odkupienia. Jednego Bohatera. I poznanie tego Bohatera
— zarówno doktrynalne, jak i doświadczalne — prowadzi do moralności. Nie
odwrotnie.
(Historia z Peru)
Byłem młodym pastorem w
Peru. Miałem około 27 lat. Ktoś przyszedł na rozmowę duszpasterską. Godzinami
mówiłem: „Porzuć ufność w ciele. Porzuć ufność w dobrych uczynkach. Porzuć
rytuały religijne. Rzuć się na Chrystusa.” Nie rozumieli.
Odeszli. Byłem złamany. Zamknąłem
drzwi. Usiadłem. Wyczerpany. Wołałem do PANA: Kiedy nastąpi to duchowe
odrodzenie? Kiedy Duch Święty spocznie na tym człowieku?!
Po kilku minutach pukanie do
drzwi. Otwieram. Ewangelista z sekty.
Pierwsze pytanie: „W jaki
dzień oddajecie cześć? Czy jecie mięso?” Widzicie różnicę? Jeden sługa woła: „Przyjdź
do Zbawiciela. Pij z Niego. Rzuć się na Niego.” Drugi zamienia to wszystko na
reguły.
Ale uważaj.
(Niebezpieczeństwo teologii
bez życia)
Kocham teologię. Kocham
doktrynę.
Szukam nowej Biblii, bo ta,
którą mam tutaj jest pozaznaczana, że nie potrafię znaleźć 1 Listu do
Tymoteusza rozdziału 4.
Ale znam ludzi, którzy mają
połowę waszej teologii — a służą bardziej niż wy.
Kochają bardziej niż wy. I
mają głębszą społeczność z Bogiem.
Nie chodzi tylko o właściwe
odpowiedzi. Możesz znać poprawne definicje Ewangelii, a nie chodzić z
Chrystusem.
Werset 6:
„Wskazując na to braciom, będziesz
dobrym sługą Chrystusa.”
Naszym zadaniem jest stale wskazywać
oblubienicę na Chrystusa. Nieustannie.
Kocham Purytan. Pamiętaj, że
wielki intelekt może być potężnym narzędziem. Ale nigdy nie myśl, że to
oznacza, że jesteś człowiekiem Bożym.
(Ilustracja – sługa
Abrahama)
Abraham wysyła sługę po żonę
dla Izaaka.
Ten stary sługa idzie. Znajduje
dziewczynę. I zaczyna mówić o Izaaku. Wyobrażam sobie, jak mówi: „Wiem, że myślisz,
że przesadzam. Ale on jest taki wspaniały. Znam go od dziecka.”
Wyciąga pierścień. Klejnot. Złoto.
„To tylko zadatek.”
Ona mówi: „Pójdę.” W drodze
ogląda się za rodziną. On mówi:
„Nie patrz wstecz. On jest tego wart.”
To jest twoja rola. Każdego
dnia w gabinecie. Wydobywać klejnoty z Pisma. Pokazywać Chrystusa. Jeśli
oblubienica zobaczy choćby przebłysk Jego piękna — odwróci się od wszystkich
innych kochanków. To jest nasza praca.
1 Tymoteusza 4:7–8
„Ćwicz się natomiast w
pobożności.”
Spójrzcie na mnie. Słyszycie
to i mówicie:
„Amen. Tak.” Ale czy to robicie?
Czy intencjonalnie, czy systematycznie,
czy w sposób przemyślany i świadomy — czy ćwiczycie się w pobożności?
Czy trenujecie siebie, aby
stawać się bardziej podobnymi do Chrystusa?
Gdybym teraz rozdał kartkę
każdemu z was i powiedział: „Opisz dokładnie, w jaki sposób wykonujesz ten
nakaz” — czy potrafilibyście to zrobić?
Czy wzrost w Chrystusowej
pobożności jest waszą troską? Czy jest w waszej pierwszej trójce
najważniejszych rzeczy?
Wasza społeczność z Bogiem. Wasza
świętość. Wasza podobność do Chrystusa. Jeśli to jest waszą troską — co
konkretnie robicie?
A jeśli mówicie: „Szczerze?
Nie wiem. Zgadzam się z tym wersetem,
ale nie ma to realnego wpływu na moje codzienne życie” — to kiedy wrócicie z
tej konferencji, uczyńcie to przedmiotem poważnego rozważania.
Zdecydujcie, co musi zostać
zmienione. I zróbcie to.
„Przedkładając to braciom,
będziesz dobrym sługą Chrystusa Jezusa, wykarmionym słowami wiary i dobrej
nauki, za którą poszedłeś”. 1 List do Tymoteusza 4:6
Sługa Jezusa Chrystusa. Czy chcesz
mieć inny tytuł? Nie powinieneś chcieć żadnego innego. Dobry sługa. To
wystarczy.
1 List do Tymoteusza 4:7-8:
Pobożność — lubię patrzeć na
nią dwojako.
Po pierwsze — jako ukierunkowanie
na Boga. Czy wzrastasz w myśleniu o Nim?
Czy coraz częściej myślisz o niebie? Czy twoje serce kieruje się ku domowi?
„Szukajcie tego, co w
górze…” Często mówi się: „Ten człowiek jest tak niebiański, że nie ma z niego
pożytku na ziemi.”
Powiem coś innego: Jesteśmy
tak ziemscy, że nie mamy pożytku dla nieba.
Jak jesteś odżywiony jako
sługa Chrystusa? Przez ile godzin dziennie zagłębiasz się w Piśmie?
Doktryna jest po to, aby ją
przestrzegać. Widzisz sprawdzianem twojej wiedzy o teologii, dobrej teologii o
charakterze Boga, o Jego atrybutach, nie jest egzamin w seminarium. Dowodem
tego jest twoja niezachwiana pewność, że chociaż chodzisz w ciemności to jednak
ufasz imieniu swojego Boga ponieważ Go znasz.
(Frank Laubach – przykład)
Frank Laubach — niewielu go
zna. Jego celem było nauczyć Filipiny czytać, aby ludzie mogli czytać Biblię. Ale
jego największym celem życia było jedno: Przeżyć cały dzień w nieprzerwanej
świadomości obecności Chrystusa.
Czy był bezużyteczny na
ziemi? Nauczył Filipiny czytać. Czy był skupiony na niebie? Tak.
Jesteś mężem Bożym. Co to
znaczy? To może znaczyć: należysz do Boga. Ale może znaczyć coś więcej. Twoje
życie powinno być tak ukształtowane, że bez uwzględnienia Chrystusa nie da się
go wytłumaczyć.
Należysz do Boga, jesteś Jego
niewolnikiem. Gdybyś przyjrzał się życiu apostoła Pawła nie miałoby ono żadnego
sensu. Zostawił absolutnie wszystko. Prestiż, prawdopodobnie bogactwo, szacunek
innych, opuścił swoją społeczność. Pozostawił absolutnie wszystko, aby cierpieć
w sposób, w jaki nie doświadczył tego żaden inny człowiek. Nie da się tego
zrozumieć, dopóki nie weźmiemy pod uwagę Chrystusa. Więc patrzysz na życie Pawła
i mówisz: Nic z tego nie rozumiem. Później dowiadujesz się, że był sługą Chrystusa.
Wtedy mówisz: Dobrze, teraz wszystko ma sens.
Jeśli ktoś spojrzy na twoje
życie, czy może je zrozumieć bez Chrystusa? Jeśli tak — coś jest nie tak. A
może patrzą na twoje życie, na twoje poświęcenie, miłość jego sposób spędzania
czasu, rezygnacji z rzeczy i nie ma to dla nich żadnego sensu. Żadnego, aż do
momentu kiedy dowiedzą się, że jesteś sługą Chrystusa.
Rzymian 2:6–7
(Szukający chwały i
nieśmiertelności)
„Tym, którzy przez
wytrwałość w dobrym uczynku
szukają chwały, czci i nieśmiertelności — życie wieczne.”
To opis chrześcijańskiego
życia. Szukający chwały. Szukając nieśmiertelności. Spójrz wokół siebie —
wszystko przemija.
Ciała słabną. Imperium
upadają. Dzieła sztuki niszczeją. Ale Chrystus zmartwychwstał. A to zmienia
wszystko.
Jeśli naprawdę zobaczyłbyś chwałę,
która na ciebie czeka — twoja psychika mogłaby tego nie udźwignąć. To jest
twoje dziedzictwo. To jest przyszłość oblubienicy. To powinno napędzać nas
bardziej niż jakikolwiek przymus.
1 Tymoteusza 4:10
„Dlatego trudzimy się i
walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym.”
Jak to robimy? To jest
zarówno prawda doktrynalna, jak i doświadczenie. Musimy znać Boga Biblii. Ale
nie tylko jako twierdzenie teologiczne. Musimy znać Go w modlitwie.
Starzy kaznodzieje mówili: „Módl
się, aż będziesz mógł się modlić.
A potem módl się, aż się naprawdę pomodlisz.” Wierzyli,
że w modlitwie Bóg objawia się realnie. Nie jako abstrakcja.
Jako żywy Bóg. Moje ciało
nienawidzi czekania na Boga. Ale kiedy łaską Bożą czekałem na Niego w nocnej
straży — było to warte więcej niż dziesięć tysięcy światów. Bóg może przyjść z
taką świętością, że padniesz na twarz. Może przyjść z taką radością,
że będziesz musiał powiedzieć: „Zdejmij ze mnie rękę, bo umrę.”
Tego nie oddam. A tego
brakuje wielu reformowanym braciom.
„Niech nikt nie lekceważy
twojej młodości.” To nie znaczy: „Domagaj się szacunku, bo masz urząd.” Twój
autorytet nie pochodzi z tytułu. Pochodzi z tego, że wiernie interpretujesz i
głosisz Słowo. I że twoje życie zgadza się z Pismem.
„Bądź przykładem w mowie, w
postępowaniu, w miłości, w wierze, w czystości.” Kościół nie potrzebuje
wykładów Nowego Testamentu. Kościół potrzebuje głoszenia. Głoszenia od ludzi, którzy
spędzają czas z Bogiem.
1 Tymoteusza 4:15
„Tym się zajmuj, w tym
trwaj.”
Dosłownie: Bądź w tym. Bądź
tak pochłonięty, jak ręcznik, który wchłania wodę. Nie tylko dotknąć. Nie tylko
przejść obok. Być nasiąkniętym. Niektórzy z was potrzebują głębszej prywatnej
dyscypliny duchowej. Jeśli kocham lud Boży, nie mogę być tylko „człowiekiem
ludzi”. Największym darem dla ludu Bożego
jest być mężem Bożym.
Martwię się o młodych
kaznodziejów. My, starsi, spędziliśmy lata w anonimowości. W porażkach. W
ukryciu. W małych zborach. Dzisiaj idziecie: studia, magisterium, doktorat, podcast,
wywiad z kimś znanym — i liczby rosną.
Przestań. Uczyń Boga swoim
celem. Idź do Niego dla dobra Jego ludu.
Jeśli będziemy wierni, kiedy
przejdziemy przez te drzwi… Wyobrażasz sobie? On tylko spojrzy i powie: „Wystarczy.”
To jest nasze dziedzictwo. To
jest nasza nagroda.
1 Tymoteusza 4:16
„Pilnuj siebie samego i
nauki. Trwaj w tych rzeczach, bo to czyniąc, zbawisz i siebie, i tych, którzy
cię słuchają.”
Pilnuj siebie. Nie tylko
swojej teologii. Nie tylko swojego kazania.
Nie tylko swojej służby. Siebie. Swojego serca. Swoich motywacji.
Swojej społeczności z Bogiem. A potem nauki. Nie możesz oddzielić jednego od
drugiego.
Człowiek bez doktryny jest
niebezpieczny. Człowiek z doktryną bez życia jest równie niebezpieczny. Trwaj w
tym. Wytrwaj. Bo stawką są dusze.
Pozwólcie, że dam jeszcze
jeden obraz. Jeśli rozlejesz wodę na stół,
zobaczysz ją. Ale jeśli położysz na niej ręcznik i podniesiesz go —
woda zniknęła. Gdzie jest? Została
wchłonięta. Niektórzy z was powinni być tak wchłonięci w prywatne dyscypliny
duchowe, że kiedy ludzie patrzą na was, nie widzą powierzchowności — widzą
człowieka nasiąkniętego Bogiem.
Opowiem coś zabawnego.
W Peru nazywali moją żonę
„wielkim cherubinem”.
Dlaczego?
Bo ludzie są tam bardzo
towarzyscy. Siódma rano — chcą widzieć pastora. Dziewiąta rano — chcą kawy z
pastorem.
Moja żona stała w drzwiach jak
cherubin z ognistym mieczem.
I mówiła: „Czy ktoś umarł?” „Nie.”
„Czy Jezus wrócił?” „Nie.”
„W takim razie pastor jest
niedostępny do południa.”
Jeśli kocham lud Boży, nie
mogę być tylko dostępny.
Największym darem dla nich jest
być człowiekiem, który przebywa z Bogiem.
W Ewangelii Marka 1 Jezus
uzdrawiał ludzi całą noc.
A bardzo wcześnie rano, gdy
było jeszcze ciemno, poszedł na miejsce samotne i modlił się. Uczniowie
przyszli i powiedzieli: „Wszyscy Cię szukają!” Jakby mówili: „Co robisz tutaj
sam?
Tam są potrzebujący ludzie!”
Ale On wiedział. Największą
rzeczą, jaką mógł dać ludziom,
była najpierw społeczność z Ojcem.
Udaj się do Niego w imieniu
swojego ludu. Ucz się od Niego. Przynieś od Niego dary dla Jego narzeczonej.
Nie potrzebujemy chwały
teraz. Nie potrzebujemy bezpieczeństwa teraz. Nie potrzebujemy uznania teraz. Jeśli
będziemy wierni, nagroda jest tam.
Paul Washer
