poniedziałek, marca 09, 2026

Kazanie Paula Washera na Shepherds Conference 2026

Proszę, otwórzcie swoje Biblie na Księdze Jozuego, rozdział 1.

Módlmy się.

Ojcze,
stoimy przed Tobą w imieniu Twojego Syna.
I wiemy, że wysłuchujesz naszych modlitw.

Jesteś Bogiem, który słucha głosu człowieka.
Który słyszy nas w nocnej straży.
Który zna nasze najgłębsze myśli.

Ojcze, jesteśmy tak mali.
Bezsilność to nasze imię.

Panie, jesteśmy pozbawieni mądrości.
Duchowej siły.

Bitwa, Panie, jest wielka.
Szaleje wokół nas.
Szaleje w nas samych.

Ojcze, nie mamy żadnej nadziei,
chyba że odpowiesz na nasze modlitwy
i uwielbisz przez to swojego Syna.

Ojcze, Twoi słudzy
potrzebują tak wielu rzeczy.

Ojcze, nasz intelekt jest słaby.
Cała nasza wiedza jest blada i bezsilna.

Panie, nie potrafimy nawet zaczerpnąć
jednego oddechu z powietrza wokół nas.

Panie, potrzebujemy Ciebie.
Potrzebujemy Twojej pomocy.
Potrzebujemy Twojego namaszczenia.
Potrzebujemy Twojego napełnienia.

Ojcze, musimy stać się kimś więcej niż tylko ludźmi.

Pociągnij nas do siebie, Panie.
Oczyść nas.
Napełnij nas Duchem Świętym.

Ojcze, jesteśmy w pełni świadomi,
że Twój Syn zasługuje na więcej
niż to, czym jesteśmy
i niż to, co możemy dać.

Umocnij nas, Panie.
Pomóż nam.

Okazałeś nam życzliwość w przeszłości.
Okaż nam życzliwość teraz.

Pobłogosław swój lud, Panie,
a będą błogosławieni.

W imieniu Jezusa. Amen.

(Wspomnienie o Johnie MacArthurze)

To pierwszy rok, kiedy dr MacArthur nie jest z nami.

Ludzie często mnie pytają:
„Co najbardziej pamiętasz o nim?”

I myślę, że stosowne jest powiedzieć kilka rzeczy, zanim pójdę dalej.

Ponad wszystko, co o nim pamiętam,
pamiętam jego życzliwość wobec mnie.
Jego łagodną życzliwość.

I nie tylko wobec mnie, ale wobec ludzi takich jak ja.

Czasami mogliśmy przyprowadzić na konferencję ubogich, skromnych, rdzennych misjonarzy.

Zawsze znajdowałem sposób, by przekazać wiadomość do dr. MacArthura: „Czy mógłbyś poświęcić im chwilę?”

A kiedy wchodzili, był jak dziecko w Boże Narodzenie. Był tak szczęśliwy, że ich widzi. Chciał wiedzieć o nich wszystko. Pamiętam młodego misjonarza z Turcji. Musiał wyjechać, bo umierał.
Młody mężczyzna, młoda żona, małe dzieci. Rozmawialiśmy długo przez telefon. Czasami wspominał, jak dr MacArthur wywarł ogromny wpływ na jego życie z daleka. Przekazałem więc wiadomość do dr. MacArthura: „On za dzień lub dwa zobaczy naszego Pana. Czy mógłbyś do niego zadzwonić?”

Dwie godziny później dostałem telefon od tego nieznanego chłopaka-misjonarza. Płakał. Powiedział: „Nie uwierzysz, co się stało.” Powiedziałem: „Powiedz mi.” A on: „John MacArthur do mnie zadzwonił. Rozmawiał ze mną o wszystkim. Chciał wiedzieć wszystko o mnie. O mojej rodzinie. O mojej służbie. Chciał wiedzieć wszystko.” Tak. I zakończę jeszcze jedną rzeczą, która dziś jest rzadkością. Wielu ludzi mówi o swojej wielkiej miłości do Kościoła.
Nie jestem pewien. Bo jest różnica między miłością do Kościoła
a miłością do własnej służby w Kościele. Siedzieliśmy kiedyś i rozmawialiśmy. Nagle przerwał. Opuścił głowę. Słyszałem ten język u purytanów. Rzadko słyszę go dzisiaj. Powiedział: „Paul, starałem się być wiernym wykładowcą Słowa. Ale mój zbór jest duży.
I wiem, że z wieloma z nich nie jest dobrze. Ich dusza nie jest w porządku przed Bogiem. Och, modlę się, by Bóg ich dotknął.
By Bóg ich zbawił.”

W ostatnim roku konferencji pasterskiej poszedłem do niego do domu. Modliłem się: „Panie, co mam zrobić? On jest blisko chwały.” Zrobiłem coś, czego mężczyźni rzadko robią wobec takich ludzi —
a powinni robić często. Wszedłem i powiedziałem: „Dr MacArthur,
czy z twoją duszą jest dobrze? Czy czytasz Słowo? Opowiedz mi o swoim życiu modlitwy. Jak twoja społeczność z Chrystusem?” Spojrzał na mnie niemal zaskoczony. Potem się uśmiechnął. Jakby mówił: „Cieszę się, że zapytałeś.” „Czytam tu. Modlę się tu.
Ufam tu.” Ale jak twoje serce? Czy czujesz zachętę w Duchu Świętym? Tak. Czy widzisz relację między nami? Jeden znacznie większy, ale mimo to relację między braćmi?

Jozuego 1, werset 2:

„Mojżesz, mój sługa, umarł. Teraz więc wstań, przepraw się przez Jordan, ty i cały ten lud, do ziemi, którą daję synom Izraela.”

John MacArthur umarł.

John MacArthur umarł.

Voddie Baucham umarł.

R.C. Sproul umarł.

James Boyce umarł.

Ich dziedzictwo będzie trwało. Ale nie możesz żyć z ich dziedzictwa.

I ten kościół nie może istnieć, utrzymać się, ani iść naprzód na podstawie dziedzictwa ludzi, którzy już odeszli do Pana.

Największy problem w Królestwie Bożym dzisiaj jest zawsze ten sam: brak pobożnych, napełnionych Duchem, nasyconych Biblią mężczyzn.

Mojżesz umarł. Czy masz pojęcie, jak to wstrząsnęło światem Jozuego? Jak w Izajasza 6: „W roku, gdy umarł król Ozjasz, ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie…”

Kiedy pewni ludzie umierają, może to przynieść zniechęcenie. Ale nie jesteśmy sami.

Jest tylko jeden bohater w tej historii Ewangelii.
Nie ja.
Nie ty.
Nie John MacArthur.
Nie R.C. Sproul.
Nie Spurgeon.
Nie Whitefield.
Nie Edwards.

Jezus Chrystus.

I Jezus Chrystus siedzi na tronie w pełnej chwale i pełnej mocy, i pragnie okazywać swoją siłę wśród ludzi, których serca należą do Niego.

Spójrzcie na werset 3.

„Każde miejsce, na którym postawi stopa waszej nogi, dałem wam, jak powiedziałem Mojżeszowi.”

Te same obietnice, które należały do wielkich mężów w historii Kościoła — mężów, których szanujemy — te obietnice należą również do nas.

Tak, możemy być mniejszego duchowego formatu. Tak, możemy nie być tak błyskotliwi jak oni. Nie tak silni jak oni. Ale mamy tego samego Boga. Tego samego Pana. A On ma upodobanie w okazywaniu swojej mocy nie wśród silnych, ale wśród słabych.

Ktoś kiedyś zapytał mnie: „Bracie Paul, jeśli Chrystus w ogóle cię użył, to dlaczego myślisz, że to zrobił?” Odpowiedziałem najbardziej biblijnie, jak potrafiłem: Czy to nie oczywiste? Byłem najmniejszy z rodu. Byłem najsłabszy.

Kiedy Bóg chciał pokonać Midianitów, wybrał najmniejsze plemię,
w nim najmniejszą rodzinę, a w niej najsłabszego człowieka.

Waszym problemem nie jest to, że brakuje wam siły. Waszym problemem jest to, że nie rozpoznajecie swojej słabości. Bo człowiek, który rozpoznaje swoją słabość i swoją potrzebę, zostanie popchnięty do Chrystusa. Popchnięty do Słowa Chrystusa.

I w tym stanie się silny.

Zawiodłem Go tak wiele razy, ale kiedy patrzę na swoje życie, On nigdy mnie nie zawiódł. On jest potężny by zbawić, by zachować. Stoi obok jako nasz Obrońca, Pocieszyciel. Stoi za nami jako nasze wsparcie i siła.

Patrzycie na niektórych mężczyzn i myślicie: „Oni mają niezwykłą zdolność do studiowania Słowa. Niezwykłą zdolność do modlitwy. Do czuwania nocą. Do wytrwałości.”

Myślicie, że to dlatego, że są silni? Nie. To dlatego, że wiedzą, jak bardzo są słabi. I wiedzą, że bez Słowa, bez mocy Ducha Świętego, bez modlitwy nie mogą nic uczynić.

Jestem w pełni świadomy, że jeśli Bóg nie spotka się ze mną na tej kazalnicy, Paul Washer nie ma żadnej akademickiej ani intelektualnej podpory, na której mógłby się oprzeć.

Zawsze jestem w rozpaczliwej potrzebie Niego. Zawsze.

Werset 6:

„Bądź mocny i mężny, bo ty oddasz temu ludowi w posiadanie ziemię, którą przysiągłem ich ojcom.”

To jest to, co robimy jako słudzy Chrystusa. Nasze całe życie jest skierowane ku jednemu celowi: Dla chwały Boga — doprowadzić lud Boży do jego dziedzictwa. Karmić lud Boży. Prowadzić lud Boży.
Służyć ludowi Bożemu. Umierać dla ludu Bożego.

Kiedy młody mężczyzna ma się ożenić, mówię mu:

Młody człowieku, zrozum jedno: To jest to, co Bóg mówi do ciebie —
„Przyprowadź moją córkę do domu.” Nie obchodzi mnie, czy ona kiedykolwiek zaspokoi twoje potrzeby. Nie obchodzi mnie, czy będzie trudna. Nie obchodzi mnie, ile będziesz musiał cierpieć. Nie obchodzi mnie, czy twoje potrzeby zostaną spełnione. Przyprowadź moją córkę do domu.

To samo Bóg mówi każdemu prawdziwemu słudze: Twoja nagroda jest tam — nie tutaj. Nie obchodzi mnie, co musisz poświęcić.
Co musisz oddać. Co musisz stracić. Przyprowadź moją oblubienicę do domu. To jest nasza praca.

Mężczyzna nie jest definiowany przez siłę fizyczną. Nie przez intelekt. Mężczyzna jest definiowany przez miarę swojej ofiary.
Przez wielkość swojej miłości do tego, co Chrystus umiłował.

Nie oczekuj pokoju tutaj. Nie oczekuj nagrody tutaj. Nie oczekuj bezpieczeństwa tutaj. Zostaliśmy powołani do jednego: aby lud Boży był nasycony Chrystusem. To jest nasza praca.

Werset 7:

„Bądź tylko mocny i bardzo mężny. Staraj się czynić według całego Prawa…”

Werset 8:

„Ta księga Prawa nie oddali się od twoich ust, lecz będziesz nad nią rozmyślał dniem i nocą.”

Bóg daje wielkie obietnice, ale my mamy odpowiedzieć:

oddajemy się społeczności z Bogiem w Jego Słowie i w modlitwie.

Jeśli pojedziesz na Arktykę, zobaczysz góry lodowe. Bez względu na to, jak wielka jest widoczna część, jest ona mniejsza. Większa część jest pod wodą. Tak powinien wyglądać mąż Boży.

Żyjemy w niebezpiecznych czasach małych chłopców, podcastów,
wywiadów internetowych, publiczności. Ludzie chcą być publiczni,
ale nie mają nic w prywatności. To dlatego Piotr wygłosił jedno kazanie i trzy tysiące ludzi zostało zbawionych. A my wygłaszamy trzy tysiące kazań i nikt się nie nawraca.

Bo wielu mężczyzn nie przebywa z Bogiem. Nie krwawią Pismem,
bo nie karmią się Pismem.

Większość mężczyzn nie chce się wziąć w garść i wyczekiwać na działanie Boga. Nie chce podjąć mentalnej decyzji i trzymać się jej. Nie chce w nocy czuwać dla Oblubienicy Chrystusa. Musimy być mężczyznami, którzy przede wszystkim spędzają czas z Bogiem. Sami.

Kiedy zostałem powołany do kaznodziejstwa, poszedłem do mojego pastora. Powiedziałem: „Bóg powołał mnie do głoszenia.” On nawet się nie odwrócił. Powiedział tylko: „Chłopcze, czy potrafisz być sam?” Myślałem, że chodzi o samotność i prześladowania. Ale nie o to chodziło. Chodziło o samotność z Bogiem.

Kiedy inni biegają, zajmują się wszystkimi sprawami tego świata, dyskutują, czy ty potrafisz być sam z Bogiem?

Bo jeśli będziesz sam z Bogiem, Bóg będzie sam z tobą.

Musisz spędzać wiele czasu z Nim sam. Nie tylko po to, aby się przemieniać, ale przede wszystkim, aby Go poznawać.

Jestem mężem Charo Casado de Nunes. Kobiety. Mógłbym zadzwonić do wielu lekarzy w Stanach Zjednoczonych, a oni wiedzieliby o niej więcej niż ja. Wiedzieliby jak rosną jej włosy, dlaczego siwieją, wiedzieliby jak funkcjonują płuca nerki i serce. Wiedzieliby o tym wszystkim. Znaliby całą jej anatomię i byliby w stanie rozłożyć ją z nieskazitelną precyzją.

Ale oni nie znają Charo. Ja znam Charo. Tylko ja znam Charo.

Czy znasz Boga tylko jako pewnego rodzaju twierdzenia intelektualne? Założenia? Czy potrafisz się spierać całymi dniami o niuanse, w których nawet nasi ojcowie nie mogli się porozumieć? Czy potrafisz długo spierać się z innymi braćmi, aż się zniszczysz ich swoim potężnym intelektem? Czy potrafisz tak wnioskować przez cały dzień i mówić elokwentnie z kazalnicy? Czy Go znasz? Czy znasz Jego obecność? Czy znasz Jego moc? Czy jest On obecny, realny w twoim życiu? Czy On jest bardziej realny dla ciebie niż te rzeczy, które widzisz w swoim fizycznym wzrokiem?

Straszna choroba dotknęła kościół, a także ruch reformowany. Nie jesteśmy jak nasi ojcowie. Czytałem wielu z naszych ojców. My widzimy wszystkie te bzdury, z jednej strony spirytualizm niezwykle wyrażanie emocji i wszystkie inne te rzeczy i uciekamy od tego i słusznie, ale nie biegniemy do prawdy. Biegniemy w drugą skrajność także wszystko to co mamy to tylko teorie o Bogu, jakieś twierdzenia, ale nie my powinniśmy mieć żywego osobowego Boga, który nie tylko mówi przez swoje słowo, ale będzie także słuchał słów człowieka. Bóg, który chce z nami rozmawiać; zamieszkać z nami. Jakim człowiekiem będziesz?

1 Tymoteusza 3:16 – 4:5

1 Tymoteusza 3:16: „A bezsprzecznie wielka jest tajemnica pobożności: Ten, który objawił się w ciele, został usprawiedliwiony w Duchu, ukazał się aniołom, głoszony był wśród narodów, uwierzono w Niego na świecie, wzięty został w chwale.” A teraz rozdział 4: „Duch wyraźnie mówi…” Zwróćcie uwagę — nie tylko „Duch mówi”.
Nie tylko „Duch prowadzi”. Duch wyraźnie, dosłownie — wprost, jednoznacznie mówi. I to w czasie teraźniejszym. Jakby Paweł mówił: Duch mówi to wyraźnie — i mówi to wciąż, i mówi to znowu,
i mówi to nieustannie.

Bracia — nasza walka jest nadnaturalna. Nasz przeciwnik jest nadnaturalny. Czy naprawdę myślicie, że zrobicie jakikolwiek postęp przeciwko niemu tylko intelektem? Tylko kilkoma twierdzeniami z teologii systematycznej?

„Nie toczymy boju przeciwko krwi i ciału, lecz przeciwko zwierzchnościom i władzom…”

Gdyby Bóg odsłonił zasłonę — choćby w tym pomieszczeniu — zostaliście ogarnięci przerażeniem. Myślicie, że strategie,
systemy, osobowość wystarczą, by posuwać naprzód Królestwo przeciw takim wrogom? Nie tylko są przeciwko nam, ale zwerbowali ludzi bez sumienia. Ludzi, którzy będą kłamać o prawdzie. Kłamać o Bogu. Kłamać o nas. To absurdalne myśleć, że dokonamy czegokolwiek w ciele.

Często w HeartCry, kiedy bracia wyjeżdżają na pole misyjne, mówię im:

Pamiętajcie — głoszenie, modlitwa, pobożność.

To jest nasza broń. Mamy nadnaturalnego wroga. Potrzebujemy nadnaturalnej broni. Ludzi tak nasyconych Pismem, że jeśli ich przetniesz — będą krwawić Biblią.

Ludzi o kolanach zdartych od modlitwy. Od wstawiennictwa.
Od przebywania z Bogiem. I ludzi, którzy poważnie traktują święte życie.

Teraz dochodzimy do wersetów 3–5. I to wydaje się dziwne. Bo Paweł mówi z tak wielką, podniosłą powagą o duchach zwodniczych,
o naukach demonów — a potem mówi: „Zabraniają zawierania małżeństw i nakazują powstrzymywać się od pokarmów.” Co się dzieje? Nie zrozumiecie tego, jeśli nie połączycie tego z 3:16.

Paweł zestawia dwie grupy ludzi. (Grupa pierwsza — zachwyceni Ewangelią). Pierwsza grupa — to ludzie Boży. Zahipnotyzowani Ewangelią. Patrzą na Ewangelię. Smakują Ewangelię. I mogą patrzeć i smakować przez całe życie — i przez całą wieczność. Są usatysfakcjonowani tym wielkim dziełem Boga. To dla nich wszystko.

Jezus umarł. Jezus zmartwychwstał. Jezus wstąpił do nieba. I uczynił to dla swojego ludu. To ich temat na całe życie. Nie muszą patrzeć w lewo ani w prawo. Ewangelia — to wszystko.

(Grupa druga — bez Chrystusa) Druga grupa — sprzedaje „chrześcijaństwo” bez Chrystusa. Bez Ewangelii. Bez mocy. Reguły i przepisy. To jedz. Tego nie jedz. To rób. Tego nie rób. Chrześcijaństwo ma moralność. Ale nie jest przede wszystkim religią moralności. Jest religią odkupienia. Jednego Bohatera. I poznanie tego Bohatera — zarówno doktrynalne, jak i doświadczalne — prowadzi do moralności. Nie odwrotnie.

(Historia z Peru)

Byłem młodym pastorem w Peru. Miałem około 27 lat. Ktoś przyszedł na rozmowę duszpasterską. Godzinami mówiłem: „Porzuć ufność w ciele. Porzuć ufność w dobrych uczynkach. Porzuć rytuały religijne. Rzuć się na Chrystusa.” Nie rozumieli.

Odeszli. Byłem złamany. Zamknąłem drzwi. Usiadłem. Wyczerpany. Wołałem do PANA: Kiedy nastąpi to duchowe odrodzenie? Kiedy Duch Święty spocznie na tym człowieku?!

Po kilku minutach pukanie do drzwi. Otwieram. Ewangelista z sekty.

Pierwsze pytanie: „W jaki dzień oddajecie cześć? Czy jecie mięso?” Widzicie różnicę? Jeden sługa woła: „Przyjdź do Zbawiciela. Pij z Niego. Rzuć się na Niego.” Drugi zamienia to wszystko na reguły.

Ale uważaj.

(Niebezpieczeństwo teologii bez życia)

Kocham teologię. Kocham doktrynę.

Szukam nowej Biblii, bo ta, którą mam tutaj jest pozaznaczana, że nie potrafię znaleźć 1 Listu do Tymoteusza rozdziału 4.

Ale znam ludzi, którzy mają połowę waszej teologii — a służą bardziej niż wy.

Kochają bardziej niż wy. I mają głębszą społeczność z Bogiem.

Nie chodzi tylko o właściwe odpowiedzi. Możesz znać poprawne definicje Ewangelii, a nie chodzić z Chrystusem.

Werset 6:

„Wskazując na to braciom, będziesz dobrym sługą Chrystusa.”

Naszym zadaniem jest stale wskazywać oblubienicę na Chrystusa. Nieustannie.

Kocham Purytan. Pamiętaj, że wielki intelekt może być potężnym narzędziem. Ale nigdy nie myśl, że to oznacza, że jesteś człowiekiem Bożym.

(Ilustracja – sługa Abrahama)

Abraham wysyła sługę po żonę dla Izaaka.

Ten stary sługa idzie. Znajduje dziewczynę. I zaczyna mówić o Izaaku. Wyobrażam sobie, jak mówi: „Wiem, że myślisz, że przesadzam. Ale on jest taki wspaniały. Znam go od dziecka.”

Wyciąga pierścień. Klejnot. Złoto. „To tylko zadatek.”

Ona mówi: „Pójdę.” W drodze ogląda się za rodziną. On mówi:
„Nie patrz wstecz. On jest tego wart.”

To jest twoja rola. Każdego dnia w gabinecie. Wydobywać klejnoty z Pisma. Pokazywać Chrystusa. Jeśli oblubienica zobaczy choćby przebłysk Jego piękna — odwróci się od wszystkich innych kochanków. To jest nasza praca.

1 Tymoteusza 4:7–8

„Ćwicz się natomiast w pobożności.”

Spójrzcie na mnie. Słyszycie to i mówicie:
„Amen. Tak.” Ale czy to robicie?

Czy intencjonalnie, czy systematycznie, czy w sposób przemyślany i świadomy — czy ćwiczycie się w pobożności?

Czy trenujecie siebie, aby stawać się bardziej podobnymi do Chrystusa?

Gdybym teraz rozdał kartkę każdemu z was i powiedział: „Opisz dokładnie, w jaki sposób wykonujesz ten nakaz” — czy potrafilibyście to zrobić?

Czy wzrost w Chrystusowej pobożności jest waszą troską? Czy jest w waszej pierwszej trójce najważniejszych rzeczy?

Wasza społeczność z Bogiem. Wasza świętość. Wasza podobność do Chrystusa. Jeśli to jest waszą troską — co konkretnie robicie?

A jeśli mówicie: „Szczerze? Nie wiem. Zgadzam się z tym wersetem,
ale nie ma to realnego wpływu na moje codzienne życie” — to kiedy wrócicie z tej konferencji, uczyńcie to przedmiotem poważnego rozważania.

Zdecydujcie, co musi zostać zmienione. I zróbcie to.

„Przedkładając to braciom, będziesz dobrym sługą Chrystusa Jezusa, wykarmionym słowami wiary i dobrej nauki, za którą poszedłeś”. 1 List do Tymoteusza 4:6

Sługa Jezusa Chrystusa. Czy chcesz mieć inny tytuł? Nie powinieneś chcieć żadnego innego. Dobry sługa. To wystarczy.

1 List do Tymoteusza 4:7-8:

Pobożność — lubię patrzeć na nią dwojako.

Po pierwsze — jako ukierunkowanie na Boga.  Czy wzrastasz w myśleniu o Nim? Czy coraz częściej myślisz o niebie? Czy twoje serce kieruje się ku domowi?

„Szukajcie tego, co w górze…” Często mówi się: „Ten człowiek jest tak niebiański, że nie ma z niego pożytku na ziemi.”

Powiem coś innego: Jesteśmy tak ziemscy, że nie mamy pożytku dla nieba.

Jak jesteś odżywiony jako sługa Chrystusa? Przez ile godzin dziennie zagłębiasz się w Piśmie?

Doktryna jest po to, aby ją przestrzegać. Widzisz sprawdzianem twojej wiedzy o teologii, dobrej teologii o charakterze Boga, o Jego atrybutach, nie jest egzamin w seminarium. Dowodem tego jest twoja niezachwiana pewność, że chociaż chodzisz w ciemności to jednak ufasz imieniu swojego Boga ponieważ Go znasz.

(Frank Laubach – przykład)

Frank Laubach — niewielu go zna. Jego celem było nauczyć Filipiny czytać, aby ludzie mogli czytać Biblię. Ale jego największym celem życia było jedno: Przeżyć cały dzień w nieprzerwanej świadomości obecności Chrystusa.

Czy był bezużyteczny na ziemi? Nauczył Filipiny czytać. Czy był skupiony na niebie? Tak.

Jesteś mężem Bożym. Co to znaczy? To może znaczyć: należysz do Boga. Ale może znaczyć coś więcej. Twoje życie powinno być tak ukształtowane, że bez uwzględnienia Chrystusa nie da się go wytłumaczyć.

Należysz do Boga, jesteś Jego niewolnikiem. Gdybyś przyjrzał się życiu apostoła Pawła nie miałoby ono żadnego sensu. Zostawił absolutnie wszystko. Prestiż, prawdopodobnie bogactwo, szacunek innych, opuścił swoją społeczność. Pozostawił absolutnie wszystko, aby cierpieć w sposób, w jaki nie doświadczył tego żaden inny człowiek. Nie da się tego zrozumieć, dopóki nie weźmiemy pod uwagę Chrystusa. Więc patrzysz na życie Pawła i mówisz: Nic z tego nie rozumiem. Później dowiadujesz się, że był sługą Chrystusa. Wtedy mówisz: Dobrze, teraz wszystko ma sens.

Jeśli ktoś spojrzy na twoje życie, czy może je zrozumieć bez Chrystusa? Jeśli tak — coś jest nie tak. A może patrzą na twoje życie, na twoje poświęcenie, miłość jego sposób spędzania czasu, rezygnacji z rzeczy i nie ma to dla nich żadnego sensu. Żadnego, aż do momentu kiedy dowiedzą się, że jesteś sługą Chrystusa.

Rzymian 2:6–7

(Szukający chwały i nieśmiertelności)

„Tym, którzy przez wytrwałość w dobrym uczynku
szukają chwały, czci i nieśmiertelności — życie wieczne.”

To opis chrześcijańskiego życia. Szukający chwały. Szukając nieśmiertelności. Spójrz wokół siebie — wszystko przemija.

Ciała słabną. Imperium upadają. Dzieła sztuki niszczeją. Ale Chrystus zmartwychwstał. A to zmienia wszystko.

Jeśli naprawdę zobaczyłbyś chwałę, która na ciebie czeka — twoja psychika mogłaby tego nie udźwignąć. To jest twoje dziedzictwo. To jest przyszłość oblubienicy. To powinno napędzać nas
bardziej niż jakikolwiek przymus.

1 Tymoteusza 4:10

„Dlatego trudzimy się i walczymy, ponieważ złożyliśmy nadzieję w Bogu żywym.”

Jak to robimy? To jest zarówno prawda doktrynalna, jak i doświadczenie. Musimy znać Boga Biblii. Ale nie tylko jako twierdzenie teologiczne. Musimy znać Go w modlitwie.

Starzy kaznodzieje mówili: „Módl się, aż będziesz mógł się modlić.
A potem módl się, aż się naprawdę pomodlisz.” Wierzyli,
że w modlitwie Bóg objawia się realnie. Nie jako abstrakcja.

Jako żywy Bóg. Moje ciało nienawidzi czekania na Boga. Ale kiedy łaską Bożą czekałem na Niego w nocnej straży — było to warte więcej niż dziesięć tysięcy światów. Bóg może przyjść z taką świętością, że padniesz na twarz. Może przyjść z taką radością,
że będziesz musiał powiedzieć: „Zdejmij ze mnie rękę, bo umrę.”

Tego nie oddam. A tego brakuje wielu reformowanym braciom.

„Niech nikt nie lekceważy twojej młodości.” To nie znaczy: „Domagaj się szacunku, bo masz urząd.” Twój autorytet nie pochodzi z tytułu. Pochodzi z tego, że wiernie interpretujesz i głosisz Słowo. I że twoje życie zgadza się z Pismem.

„Bądź przykładem w mowie, w postępowaniu, w miłości, w wierze, w czystości.” Kościół nie potrzebuje wykładów Nowego Testamentu. Kościół potrzebuje głoszenia. Głoszenia od ludzi, którzy spędzają czas z Bogiem.

1 Tymoteusza 4:15

„Tym się zajmuj, w tym trwaj.”

Dosłownie: Bądź w tym. Bądź tak pochłonięty, jak ręcznik, który wchłania wodę. Nie tylko dotknąć. Nie tylko przejść obok. Być nasiąkniętym. Niektórzy z was potrzebują głębszej prywatnej dyscypliny duchowej. Jeśli kocham lud Boży, nie mogę być tylko „człowiekiem ludzi”. Największym darem dla ludu Bożego
jest być mężem Bożym.

Martwię się o młodych kaznodziejów. My, starsi, spędziliśmy lata w anonimowości. W porażkach. W ukryciu. W małych zborach. Dzisiaj idziecie: studia, magisterium, doktorat, podcast, wywiad z kimś znanym — i liczby rosną.

Przestań. Uczyń Boga swoim celem. Idź do Niego dla dobra Jego ludu.

Jeśli będziemy wierni, kiedy przejdziemy przez te drzwi… Wyobrażasz sobie? On tylko spojrzy i powie: „Wystarczy.”

To jest nasze dziedzictwo. To jest nasza nagroda.

1 Tymoteusza 4:16

„Pilnuj siebie samego i nauki. Trwaj w tych rzeczach, bo to czyniąc, zbawisz i siebie, i tych, którzy cię słuchają.”

Pilnuj siebie. Nie tylko swojej teologii. Nie tylko swojego kazania.
Nie tylko swojej służby. Siebie. Swojego serca. Swoich motywacji.
Swojej społeczności z Bogiem. A potem nauki. Nie możesz oddzielić jednego od drugiego.

Człowiek bez doktryny jest niebezpieczny. Człowiek z doktryną bez życia jest równie niebezpieczny. Trwaj w tym. Wytrwaj. Bo stawką są dusze.

Pozwólcie, że dam jeszcze jeden obraz. Jeśli rozlejesz wodę na stół,
zobaczysz ją. Ale jeśli położysz na niej ręcznik i podniesiesz go —

woda zniknęła. Gdzie jest? Została wchłonięta. Niektórzy z was powinni być tak wchłonięci w prywatne dyscypliny duchowe, że kiedy ludzie patrzą na was, nie widzą powierzchowności — widzą człowieka nasiąkniętego Bogiem.

Opowiem coś zabawnego.

W Peru nazywali moją żonę „wielkim cherubinem”.

Dlaczego?

Bo ludzie są tam bardzo towarzyscy. Siódma rano — chcą widzieć pastora. Dziewiąta rano — chcą kawy z pastorem.

Moja żona stała w drzwiach jak cherubin z ognistym mieczem.

I mówiła: „Czy ktoś umarł?” „Nie.”
„Czy Jezus wrócił?” „Nie.”

„W takim razie pastor jest niedostępny do południa.”

Jeśli kocham lud Boży, nie mogę być tylko dostępny.

Największym darem dla nich jest być człowiekiem, który przebywa z Bogiem.

W Ewangelii Marka 1 Jezus uzdrawiał ludzi całą noc.

A bardzo wcześnie rano, gdy było jeszcze ciemno, poszedł na miejsce samotne i modlił się. Uczniowie przyszli i powiedzieli: „Wszyscy Cię szukają!” Jakby mówili: „Co robisz tutaj sam?
Tam są potrzebujący ludzie!”

Ale On wiedział. Największą rzeczą, jaką mógł dać ludziom,
była najpierw społeczność z Ojcem.

Udaj się do Niego w imieniu swojego ludu. Ucz się od Niego. Przynieś od Niego dary dla Jego narzeczonej.

Nie potrzebujemy chwały teraz. Nie potrzebujemy bezpieczeństwa teraz. Nie potrzebujemy uznania teraz. Jeśli będziemy wierni, nagroda jest tam.

Paul Washer