sobota, stycznia 10, 2026

Kim był William Whiting Borden?

Często cytowane stwierdzenie D.L. Moody'ego: „Świat jeszcze nie zobaczył, co Bóg może zrobić z w pełni poświęconym człowiekiem", było prawdziwe w przypadku młodego człowieka, który dorastał w kościele założonym przez Moody'ego. William Whiting Borden, młody pastor i misjonarz, którego życie zostało tragicznie przerwane, gdy przygotowywał się do posługi wśród chińskich muzułmanów w China Inland Mission, był tym „w pełni poświęconym człowiekiem" oddanym służbie sprawie Chrystusa.

Urodzony w 1887 roku jako czwarte dziecko Williama (seniora) i Mary Borden z Chicago, William Borden wkroczył w świat wśród bogactwa i dostatku. Udany i dochodowy biznes jego ojca w przemyśle wydobywczym zapewnił rodzinie luksusowy styl życia, a William uczęszczał do prestiżowych prywatnych szkół w Chicago. Jednak to dostatnie życie nie zniechęciło rodziny ani Williama do poszukiwania tego, czego „ani mól, ani rdza nie niszczą" (Mat. 6:20). Uczęszczali do Chicago Avenue Church, później znanego jako Moody Church, a William od najmłodszych lat miał czułe serce dla spraw duchowych. Kiedy jego matka poprosiła dzieci, by napisały, kim chciałyby zostać, gdy dorosną, William w wieku ośmiu lat napisał: „Chcę być uczciwym człowiekiem, gdy dorosnę; prawdziwym, kochającym, miłym i wiernym człowiekiem".

Po ukończeniu szkoły średniej Borden odbył roczną podróż dookoła świata. Ta globalna podróż zdawała się rzucać wizję i wyznaczać jego kurs na światową ewangelizację i misje. Po ukończeniu college'u szybko stał się wybitnym studentem Yale, wyróżniającym się w klasie, na boisku piłkarskim i w przyjaźni. Lata spędzone w Ivy League nie były jednak zmarnowane na samolubne hulanki. Raczej zainwestował w służbę dla swojej uczelni i miasta New Haven. Podczas pierwszego roku studiów Borden został poproszony o rozpoczęcie misji miejskiej jako posługi na rzecz uciśnionych, która zapewniłaby również kolegom z klasy możliwość służenia poza murami Yale. Był bardziej niż chętny do pomocy w tej misji, zarówno zapewniając finanse (równowartość pół miliona dolarów w dzisiejszej walucie), jak i kierownictwo administracyjne do jej prowadzenia. Misja Yale Hope, jak zaczęto ją nazywać, wydawała rocznie ponad siedemnaście tysięcy posiłków i zapewniała ponad osiem tysięcy miejsc noclegowych, a wszystkim, którym pomagano, codziennie głoszono ewangelię. Borden robił to wszystko, pozostając jednym z najlepszych studentów w swojej klasie i został wybrany na przewodniczącego swojego bractwa na ostatnim roku studiów.

Po ukończeniu Yale, w 1909 r. uczęszczał do seminarium w Princeton gdzie był słuchaczem zajęć z cenionymi profesorami, takimi jak J. Gresham Machen, B.B. Warfield i Geerhardus Vos. Jednak nawet w seminarium Borden nie był tak pochłonięty studiami, że przestał być użyteczny. Służył jako dyrektor Narodowego Instytutu Biblijnego w Nowym Jorku, który skupiał się na wyposażaniu mężczyzn i kobiet w solidne zrozumienie Biblii, teologii i praktycznych umiejętności służby, w tym codziennego głoszenia na świeżym powietrzu. Borden pełnił również funkcję powiernika Moody Bible Institute, co wymagało częstych podróży do Chicago. Jego studia i praktyczna służba sprawiły, że dr C.R. Erdman, jeden z jego profesorów, powiedział o nim: „[William] ukończył z wyróżnieniem Yale i Princeton; i został uznany za jednego z najlepiej wyposażonych ludzi, którzy kiedykolwiek rozpoczęli pracę na polu misyjnym".

Zagraniczne pole misyjne było celem Bordena, i w tym celu został wyświęcony do służby ewangelicznej podczas nabożeństwa w Moody Church w 1912 roku. Jednak przed wyjazdem Borden spędził jesień podróżując do wielu uczelni, aby rozmawiać ze studentami o potrzebie i możliwościach misji zagranicznych. Jego gorliwość i poświęcenie dla pracy Pana, wraz z byciem nazywanym przez wielu „misjonarzem milionerem", przyciągnęły wielu i wywarły trwałe wrażenie, gdy naciskał na studentów, aby z modlitwą zastanowili się, jaką rolę mogą odegrać w rozszerzaniu królestwa Chrystusa na całym świecie. Jak stwierdził jeden ze studentów Uniwersytetu Wirginii: „Najbardziej pomocną i trwałą cechą jego wizyty był cichy, przenikający wpływ jego osobowości i życia poświęconego sprawie Mistrza". Jego tournée po trzydziestu czterech szkołach w wielu stanach w ciągu siedemdziesięciu sześciu dni - bez wygody nowoczesnego transportu - było nie lada logistycznym i inspirującym wyczynem.

17 grudnia 1912 roku William Borden pożegnał się z przyjaciółmi i rodziną i wsiadł na statek wypływający z portu w Nowym Jorku. Jego podróże zaprowadziły go do Kairu, gdzie spędził rok na studiach arabskich i islamskich oraz wynajął skromny pokój od syryjskiej rodziny, aby lepiej zanurzyć się w tamtejszej kulturze. Gdziekolwiek się udał, Borden przywiózł ze sobą swoje oddanie studiom, pragnienie służby i głęboką przyjaźń z ormiańskimi i koptyjskimi chrześcijanami, a także amerykańskimi i brytyjskimi misjonarzami. Jak powiedział o Bordenie dyrektor centrum badawczego: Nigdy nie widziałem człowieka, który przybyłby do Egiptu z oczami bardziej otwartymi na królestwo Boże. . . . Borden nie przebywał w Kairze dwa tygodnie, zanim zorganizował studentów seminarium teologicznego, aby rozpoczęli akcję roznoszenia literatury chrześcijańskiej od domu do domu w całym mieście, liczącym osiemset tysięcy mieszkańców.

Po zakończeniu misji w Kairze, Borden planował spędzić rok w Londynie, aby nauczyć się medycyny, dzięki której mógłby zaspokajać potrzeby ciała i ducha na polu misyjnym. Nigdy jednak nie opuścił Kairu. Po zaledwie kilku miesiącach pobytu w Egipcie, William Borden zachorował na zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych i choć walczył z nim dzielnie przez ponad dwa tygodnie, zmarł w wieku dwudziestu pięciu lat 9 kwietnia 1913 roku, zaledwie cztery godziny przed przybyciem jego matki i siostry z USA. „William Borden przeżył dwa życia w jednym; ponieważ zrobił więcej w ciągu dwudziestu pięciu lat, niż wielu ludzi osiąga w ciągu pięćdziesięciu".

Niespełnione marzenie Williama Bordena o służbie w China Inland Mission wśród chińskich muzułmanów na zawsze pozostanie owiane boską tajemnicą, ale jego „obowiązek poświęcenia", jak to ujął jeden z jego profesorów seminarium, wciąż świeci sto lat później. Wyrażając swoje zaangażowanie, Borden napisał: „Bez zastrzeżeń i bez zwłoki, z całego serca przychodzę", co posłużyło jako motto przewodnie jego życia. Jego biograf później podsumował to stwierdzenie powszechnie pamiętanym zwrotem, który zdefiniował życie Williama Bordena: „Bez zastrzeżeń, bez odwrotu, bez żalu".

Końcowa zwrotka "When I Survey the Wondrous Cross" Isaaca Wattsa, śpiewana jako ostatni hymn podczas święceń Bordena, trafnie podsumowuje życie i serce tego młodego człowieka, który porzucił bogactwa tego świata dla bogactw Chrystusa:

Gdyby całe królestwo świata było moje,

Byłby to dar o wiele za mały;

Miłość tak niesamowita, tak boska,

Żąda mej duszy, mego życia, mego wszystkiego.