wtorek, maja 26, 2026

Kiedy mogło być gorzej — ale i tak jest ciężko

Kiedy nasza rodzina przeżyła pożar domu w 2021 roku, mieliśmy wrażenie, jakby cały nasz świat stanął na głowie. Mnie, mojemu mężowi i trójce małych dzieci udało się bezpiecznie wybiec na zewnątrz — wraz z naszym nowym szczeniakiem — ale nasz dom nie zdołał ujść płomieniom. Tygodnie i miesiące, które nastąpiły po przymusowej wyprowadzce, były pełne dezorientacji; ze względu na dzieci staraliśmy się utrzymać codzienną rutynę. Jednak odbudowywanie naszego życia i domu było niewiarygodnie trudne. Tryb przetrwania bardzo szybko przerodził się w zmęczenie sięgające aż do kości.

„Przynajmniej nikomu nic się nie stało” — mówili ludzie. — „Mogło być gorzej. Ktoś mógł zginąć!” Oczywiście byłam niezmiernie wdzięczna, że nie było gorzej — wdzięczna, że Bóg sprawił, iż blask ognia zwrócił uwagę mojego męża. Byłam wdzięczna, że nie dopuścił do zawalenia się sufitu, dopóki nie zdołaliśmy uciec; wdzięczna, że posłał sąsiadów, strażaków i naszą rodzinę kościelną, by przyszli nam z pomocą. Było tak wiele powodów do wdzięczności — i rzeczywiście byliśmy wdzięczni. Ale ten fakt nie usuwał trudności, z jakimi mierzyliśmy się po tej stracie.

W jaki sposób Słowo Boże pomaga nam głębiej myśleć o reagowaniu na cierpienie — szczególnie wtedy, gdy wydaje się ono „mniejsze” niż możliwe „gorsze” scenariusze? Czy mądrze jest zestawiać realne cierpienie z hipotetycznymi wynikami? I czy takie podejście rzeczywiście pomaga ludziom zbliżać się do Boga w ich potrzebie? Gdy troszczymy się o ludzi w takich sytuacjach, Pismo pokazuje nam, że nie musimy omijać rzeczywistości w imię wdzięczności. Możemy pomóc im nazwać to, co w ich życiu jest trudne, nie zdradzając przy tym wdzięczności za Bożą łaskę.

Skutki umniejszania cierpienia

Trzeba przyznać, że często trudno jest wiedzieć, co powiedzieć, gdy słyszymy o czyjejś próbie. Odpowiedzi w rodzaju „przynajmniej” albo „mogło być gorzej” mogą być próbą dostrzeżenia jakiegoś promyka światła. W końcu zawierają one pewną cząstkę prawdy; chwała Bogu, Jego łaska rzeczywiście powstrzymuje zło w naszym życiu (zob. 2 Tes. 2:6–7)! Jednak takie odpowiedzi nie zawsze są współczujące. Potrafią „ucinać rozmowę” i pozostawiać cierpiących z pytaniem: Czy to powinno być dla mnie łatwiejsze, niż w rzeczywistości jest?

Czasem, gdy próbujemy nadać trudnemu doświadczeniu bardziej pozytywny wydźwięk, kończy się to umniejszeniem cierpienia i niewypowiedzianym wstydem. Niezamierzone skutki mogą być dwojakie: cierpiący mogą przestać czuć się przy nas swobodnie na tyle, by mówić otwarcie, a także mogą „przestać czuć się uprawnieni do wylewania swoich serc przed Panem”. W ten sposób nasza skłonność do pomniejszania trudności może również zniechęcać do szczerego lamentu, prowadząc cierpiących do przekonania, że jedyne modlitwy, jakie Bóg przyjmuje, to modlitwy pozytywne. Kiedy „śpiewamy pieśni ciężkiemu sercu” (Przyp. 25:20), nieświadomie zachęcamy cierpiących do tłumienia żalu, zamiast do wyrażania go w modlitwie.

Jezus ukazujący żal i wdzięczność

Być może jednym z powodów, dla których plączemy się w słowach, gdy wydaje się, że „mogło być gorzej”, jest to, że nosimy w sobie fałszywe założenie. Wydaje nam się, że strapiony duch musi oznaczać niewdzięczny duch, albo że żal nie pozostawia miejsca na prawdziwą wdzięczność. Ale to, że czasem tak bywa, nie znaczy jeszcze, że tak jest z każdym ciężkim sercem. Gdy przyglądamy się życiu Jezusa, widzimy, że można mieć równocześnie i ducha wdzięczności, i ducha smutku.

W 11. rozdziale Ewangelii Jana widzimy Jezusa płaczącego przy grobie Łazarza, „głęboko poruszonego w duchu i wzburzonego” (ww. 32, 35). A jednak chwilę później modli się: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz…” (ww. 41–42). I przy ostatniej wieczerzy ponownie widzimy Jezusa „poruszonego w duchu” (Jan 13:21) — a jednak znów dziękuje Ojcu w modlitwie (zob. Mat. 26:27; Łuk. 22:19). Oczywiście Chrystus wiedział, że Jego cierpienie stanie się znacznie większe na krzyżu (Mar. 8:31), ale ta wiedza nie umniejszała rzeczywistości Jego obecnej udręki. Nawet w swoich „mniejszych” smutkach widzimy Jezusa jednocześnie zasmuconego i wdzięcznego; poruszonego, lecz bez grzechu; pełnego dziękczynienia, lecz bez udawania.

Wdzięczność nie pomniejszała żalu Chrystusa, lecz wzrastała obok niego, gdy z ufnością modlił się do Ojca. W Nim widzimy, że cierpienie i dziękczynienie mogą współistnieć bez sprzeczności.

Równoległe tory chrześcijańskiego życia

Mój pastor kiedyś porównał życie chrześcijańskie do pociągu jadącego po dwóch równoległych torach: cierpienia i błogosławieństwa. Zauważył, że jedziemy po obu torach jednocześnie; pociąg nie ruszyłby naprzód, gdyby jeden z nich usunięto. Kiedy ktoś opowiada nam o swoim cierpieniu, musimy pamiętać, że jedzie on po obu tych szynach naraz. Niektóre dobrze brzmiące zdania spłaszczają tę rzeczywistość, sprawiając wrażenie, jakby trzeba było zaprzeczyć jednemu torowi, aby potwierdzić drugi. Tymczasem biblijna wiara odmawia dokonywania takiego wyboru: cierpienie jest realne i gorzkie, a Boże błogosławieństwa w Chrystusie są realne i podtrzymujące.

Jeśli więc oba tory są zawsze obecne, co możemy powiedzieć człowiekowi, którego ból „mógłby być gorszy” — ale i tak jest naprawdę ciężki? Gdy patrzymy na Jezusa, szukając mądrości, widzimy, że możemy zaproponować modlitwę już w tej samej chwili. Może to być tak proste, jak powiedzenie: „Bardzo mi przykro z powodu tego, przez co przechodzisz. Czy mogę pomodlić się teraz z tobą o tę sprawę?” Nie próbujesz w ten sposób rozwiązać jego bólu. Nie próbujesz też skłonić go, by spojrzał na „jaśniejszą stronę życia”. Raczej spotykasz go w jego ciężarze i pomagasz mu zanieść go do Ojca, pokazując, że Bóg przyjmuje nie tylko modlitwy pogodne, ale i te rozpaczliwe.

Wiara nie zmusza nas do wyboru między szczerym żalem a autentyczną wdzięcznością. Możemy przynosić przed Boga to, co bolesne, a jednocześnie radować się Jego dobrocią i łaską. A kiedy inni mówią nam o swoich trudnościach, dobrze im służymy, pomagając im czynić to samo. Nie musimy umniejszać bólu, aby wywyższyć łaskę.

Christine M. Chappell