sobota, marca 14, 2026

Co to znaczy mieć Boga jako Ojca?

Dorastałem z ojcem, który spał w domu, ale zasadniczo nie był obecny ani dla mnie, ani dla mojego brata. Był dobrym żywicielem rodziny i byłem dumny z jego niezwykłej siły fizycznej, ale nie przychodził na moje mecze ani na żadne szkolne wydarzenia. Nigdy nie miałem doświadczenia rzucania z nim piłki ani jeżdżenia z nim na biwaki czy na ryby. Był utalentowanym mechanikiem, ale nie poświęcał czasu, by nauczyć mnie, jak pracować rękami. Zawsze albo szedł do pracy, albo, kiedy był w domu, pracował nad czymś innym lub czytał gazetę. Poza mówieniem mi, żebym wykonywał różne obowiązki, rzadko się do mnie odzywał i miałem do niego niewielki dostęp. Podczas gdy moja mama zawsze była obecna i łatwo było do niej podejść, wydawało się, że mój ojciec nie był mną zainteresowany.

Każdy jest inny, ale w moim przypadku stało się tak, że nieobecność mojego ziemskiego ojca sprawiła, iż tym bardziej doceniłem moment, gdy wszedłem w relację z Jezusem, a przez to także w relację z moim Ojcem w niebie. Ten Ojciec kochał mnie bezwarunkowo i mimo swoich wysokich wymagań nigdy nie powiedział mi, żebym zrobił coś, do czego nie dałby mi siły. A kiedy zawodziłem, co zdarzało się często, szybko mi przebaczał.

Zaufałem Bogu Ojcu w stu procentach — jako nieskończenie potężnemu Opiekunowi i Dawcy, który stworzył sam wszechświat nie tylko dla swojej chwały, ale także dla mojego dobra, jako swojego syna. Wierzyłem, że jest — i teraz wierzę w to bardziej niż kiedykolwiek — osobiście i prawdziwie zainteresowany moim życiem. Ukształtował mnie w określony sposób i kiedy używam swoich darów i zdolności, by Mu służyć, jestem Jego uczniem, który uczył się u Jego stóp, pod Jego prowadzeniem. To zaszczyt i radość, gdy okazuję choć pewne podobieństwo do mojego Ojca w niebie. On znaczy dla mnie wszystko.

Opieram te przekonania nie na myśleniu życzeniowym, lecz na objawionym Słowie Boga i na obietnicach nabytych Jego krwią. Jestem dzieckiem Bożym, zrodzonym do Jego rodziny: „Wszystkim tym jednak, którzy Go przyjęli, tym, którzy uwierzyli w imię Jego, dał prawo stać się dziećmi Bożymi — którzy narodzili się nie z krwi ani z woli ciała, ani z woli mężczyzny, lecz z Boga” (J 1,12–13).

Ale jakby nie wystarczyło to, że zostałem zrodzony do Jego rodziny, Pismo mówi, że On również postanowił mnie usynowić: „Otrzymaliście Ducha usynowienia, w którym wołamy: ‘Abba, Ojcze!’” (Rzymian 8:15). Nie jest Ojcem dalekim i niedostępnym. Z radością nazywam Go „Abba, Ojcze”.

Zawsze mam do Niego dostęp — do Króla wszechświata. Jego sala tronowa jest nieustannie otwarta dla mnie, Jego dziecka, i On zawsze ma dla mnie czas: „Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze” (Hebrajczyków 4:16, UBG/KJV).

Podczas gdy mojemu ziemskiemu ojcu często trudno było dogodzić, mój niebiański Ojciec zdaje się chętnie mówić do mnie: „Dobrze uczyniłeś”. Nie tylko chce spędzać ze mną czas — On wręcz pragnie tego. I posunął się do rzeczy niewyobrażalnych, abym mógł spędzić wieczność, mieszkając z Nim w Jego miejscu, z Nim zawsze obecnym przy mnie, a ja zawsze zdolny z dumą Mu służyć. To mój przywilej, że mogę Go czcić i nazywać moim Ojcem.

Później miałem także przywilej przyprowadzić mojego tatę do Jezusa, kiedy miał 84 lata. Przez ostatnie pięć lat jego życia, gdy słabł i potrzebował mojej pomocy, w końcu naprawdę się do siebie zbliżyliśmy. Nie mogę się doczekać, aż znów spotkam mojego ziemskiego ojca w niebie — przemienionego na obraz naszego wspólnego Ojca w niebie.

Randy Alcorn