wtorek, lipca 22, 2025

Modlitwa o marnotrawne dzieci. Nie przegap Bożej odpowiedzi

2,340

To szacunkowa liczba modlitw, które odmówiłam w intencji powrotu marnotrawnego syna. Są to 3 modlitwy tygodniowo x 52 tygodnie w roku x 15 lat modlitwy:

3 x 52 x 15 = 2 340 modlitw.

Jest to wartość zaniżona. Gdybym miała uwzględnić modlitwy jego ojca i dziadków, jego ciotek i wujków oraz modlitwy wszystkich moich przyjaciół, liczba ta wzrosłaby ponad dwukrotnie.

Liczba 2340 jest miarą żarliwości i nadziei. „Nigdy nie rozpaczaj z powodu dziecka” - napisał XIX-wieczny pastor Theodore Cuyler. „Ten, za którym najbardziej płaczesz przy Tronie miłosierdzia, może napełnić twoje serce najsłodszymi radościami”.

Nie rozpaczam więc i nie mogę się nie modlić. W szczególności modlę się, aby grzech nabrał gorzkiego smaku. Ponieważ „dopóki grzech nie będzie gorzki, Chrystus nie będzie słodki”.

Oznacza to, że modliłam się bardziej żarliwie o to, by Bóg obdarzył syna, którego kocham, darem skruchy, niż o cokolwiek innego.

Ale odrzuciłam desperację jako jedno z wybranych przez Boga narzędzi.

Co jest dziwne, bo ile razy śpiewałam ten wers?

„W desperacji zwróciłam się do nieba”

W desperacji zwróciłam się do nieba. Ile razy byłam głucha, gdy śpiewałam ten wers?

Jakby Bóg nie użył czegoś tak podstawowego jak desperacja, by zwrócić marnotrawnych ludzi z powrotem do Niego?

Czyż Bóg nie używa desperacji, aby doprowadzić nas do pokuty?

Czyż to nie z brzucha wieloryba Jonasz wołał do Boga, który zbawia (Jonasz 2)?

Czy to nie wtedy, gdy ważyło się życie jego młodego syna, król Dawid wyznał swoje grzechy (2 Samuela 12:13-14)?

Czy to nie wtedy, gdy król Manasses był związany łańcuchami, uniżył się i szukał Bożej łaski (2 Kronik 33:12-13)?

Czyż sam Bóg nie nakazuje nam wołać do Niego „w dniu utrapienia”, ponieważ w dniu, w którym nas wybawi, zostanie uhonorowany (Psalm 51:15)?

Chwycić się Jego ręki

„Gdyby twoja ścieżka była gładka, polegałbyś na własnej pewności, ale Bóg utrudnił twoją ścieżkę, więc musisz chwycić się Jego ręki”.

T. D. TALMAGE

Dlaczego zakładam, że desperacja nie jest sposobem, w jaki Bóg odpowiedziałby na modlitwę - lub 2340 modlitw - i przyprowadził do Niego dziecko? Czyż marnotrawny syn nie umierał, pragnąc być nakarmionym resztkami ze świni, kiedy uniżył się i zawrócił, by wrócić do domu (Łk 15:16-20)?

Dobroć jest milsza, gdy jesteśmy zdesperowani

Bóg celowo poprowadził swój lud między wroga a Morze Czerwone. Wielokrotnie zabierał ich w miejsca skaliste i twarde, a także w miejsca pod ścianą, w których nie można nic zrobić nic innego, jak tylko płakać przed PANEM.

Nie może to być bardziej oczywiste niż w Psalmie 66:10-12: „Wprowadziłeś nas do więzienia i położyłeś brzemiona na naszych plecach; przeszliśmy przez ogień i wodę, ale doprowadziłeś nas do miejsca obfitości”.

Myślę, że nadal tak jest.

Niedawno pewna para w kościele opowiedziała mi o tym, jak doszli do wiary w trudnym okresie, mieszkając w piwnicy swoich rodziców.

Inna przyjaciółka podzieliła się tym, że zwróciła się do Chrystusa, gdy anoreksja siała spustoszenie w jej 21-letnim ciele.

Kim więc jestem, by lekceważyć „dziwne dzieła” Boga (Izajasza 28:21)? Kim jestem, by uważać, że to nie jest prawdziwa skrucha, jeśli została wywołana desperacją? Albo że nie może to być prawdziwa pokora, jeśli zrodziła się z potrzeby?

Czyż to nie Boża dobroć prowadzi nas do skruchy (Rz 2:4)? A czyż dobroć nie jest milsza, gdy jesteśmy zdesperowani?

Czy to nie moja pycha podważa Boże zamiary sprowadzenia marnotrawnych dzieci do domu?

Czy to nie faryzejskie oczy nie widzą skruszonego syna na moim progu, a jedynie zdesperowanego, głodnego chłopca?

Powrót do domu

Kilka tygodni temu niespodziewanie przyszła wiadomość:

„Hej mamo, co byście pomyśleli, gdybym poprosił o powrót do domu?”. Po latach tułaczki i rozdzierających serce wydatkach na dalekie kraje, wygląda na to, że nasz syn wraca do domu.

Od czasu tej wiadomości odbyliśmy kilka trudnych rozmów i mocnych uścisków, a także ustaliliśmy datę wprowadzenia się w przyszłym miesiącu.

Ale prawie przegapiłam pukanie. SMS mojego syna był jak pukanie Piotra. Oba poprzedziły żarliwe modlitwy. I obie odpowiedzi na te modlitwy zostały przegapione.

1. Módl się żarliwie i nigdy nie trać ducha. Pomyśl o 2,340.

2. Wiedz, że desperacja może prowadzić do pokuty. Pomyśl o synu marnotrawnym w chlewie ze świniami.

3. Szukaj nadprzyrodzonej Bożej odpowiedzi. Pomyśl o Piotrze na progu. Już wyjaśniam: Piotr nie przestawał pukać.

Niech każdy z was modli się dzień po dniu o marnotrawnego syna. Módlcie się, módlcie się, módlcie się żarliwie.

To ostatnie słowo jest dla ciebie.

Ponieważ nie chcę, abyś robił to, co ja przez godzinę lub dwie. Nie chcę, abyś przegapił Bożą odpowiedź, gdy będzie ona na wyciągnięcie ręki.

Tak jak prawie zrobił to kościół w Dziejach Apostolskich. Znajdujemy tę zdumiewającą historię w Dziejach Apostolskich 12:5-16.

Moglibyśmy pomyśleć, że ci płonący wielką wiarą wierzący powiedzą: "Oczywiście, że Piotr tu jest. Modliliśmy się o jego uwolnienie". Ale oni się go nie spodziewali. Rode wierzyła, ale Kościół nie.

W pewnym sensie ich porażka może nas zachęcić. Wczesny Kościół, tak gorliwie modlący się o uwolnienie Piotra, nie uwierzył, gdy Bóg go uwolnił. Myśleli, że to jego anioł przy drzwiach, albo że Rode zwariowała.

Jak zauważa Kevin DeYoung: „Nawet oni z trudem wierzyli, że Bóg rzeczywiście dokona cudu przez modlitwę”.

Ale Bóg to zrobił. I nadal to robi.

Bez zażenowania (ale lekko zawstydzona)

To, co przydarzyło się Piotrowi, było nadprzyrodzone. Jako chrześcijanka nie unikam tego ani przez chwilę. Ale nie winię też wczesnego i żarliwie modlącego się Kościoła za to, że wątpił.

Ponieważ wątpiłam, kiedy po raz pierwszy przeczytałem tekst mojego syna. Zwątpiłam ponownie, gdy trzy dni później usiedliśmy naprzeciwko siebie i rozmawialiśmy przy stole piknikowym w parku.

Ale nie wstydzę się ewangelii, która jest mocą Bożą ku zbawieniu (Rz 1:16).

I nie wstydzę się chwalić Boga za Jego nadprzyrodzone dzieło w marnotrawnym dziecku, które jest, przynajmniej dla mnie jako matki, tak niesamowite jak ucieczka Piotra z więzienia.

Nawet jeśli jest w tym odrobina wstydu, że na początku nie wierzyłam.

Później: Niektórzy z was mogą uznać ten post za przedwczesny.

Tylko czas pokaże.

Przyznaję, że nasza historia jeszcze się nie skończyła. Zgaduję, że jesteśmy być może na dwunastym etapie 32-stopniowego żurawia origami, takiego, jaki ten ukochany syn zręcznie wykonał, gdy miał zaledwie pięć lat, czyli w wieku, w którym naprawdę zaczęłam się za niego modlić.

Tylko Bóg wie.

Ale chcę chwalić PANA. Ponieważ nie chwalenie Boga za dobro jest złe. „Składajmy Bogu nieustannie ofiarę chwały, to jest owoc warg naszych, dziękując imieniu Jego” (List do Hebrajczyków 13:15). Nie chcę wstrzymywać się z dziękczynienie, aż do czasu ujrzenia ostatecznych odpowiedzi na moje modlitwy. Chcę już teraz Go uwielbiać.

Abigail Wallace