wtorek, lutego 10, 2026

Benjamin Chorev - Pociecha zbawionych w czasie ucisku (cierpienia)

Parę dni temu pochowaliśmy naszego dwudziestoletniego syna. Przez całych dwadzieścia lat był leżącym, niepełnosprawnym człowiekiem całkowicie zdanym na opiekę innych ludzi. Bóg nas doświadcza różnymi trudnościami.

Jednemu się spali dom. Znam pewnych misjonarzy, którym Pan zabrał pięcioletniego chłopczyka z rakiem mózgu. I w ten sposób powstają pytania typu dlaczego, na które nie otrzymujemy odpowiedzi. Bóg nie będzie się nam tłumaczył z tego co i dlaczego robi.

Dlaczego więc zadajemy Bogu takie pytania? Co nam to przyniesie? Chciałbym przeczytać parę wersetów. Treny 3,37 Któż może powiedzieć, że staje się coś, czego Pan nie nakazał? O czym nam mówi ten werset? O suwerennym Bożym Prawie. Życie dać, ale go też zabrać.

Bóg kieruje w naszym życiu wszystkimi rzeczami według swojej suwerennej woli. On nie musi nam odpowiadać na nasze „dlaczego”. Pieśń 4, 16 Powstań wietrze z północy i zerwij się. Wietrze z południa przewiej mój ogród, niech się rozpłynie jego woń balsamiczna. Co oznacza, że Bóg kieruje wiatrami? Gdyby był w naszym życiu tylko południowy wiatr, to by była pustynia. A gdyby był wiatr tylko z północy, to byłaby Syberia. Wszystko by zamarzło i nic żywego by się nie ostało. Ale gdy wiatry się zamieniają, a tym kieruje Bóg, raz to są wiatry utrapienia, a raz błogosławieństwa. My ich sobie nie wybieramy, ale te wiatry z naszego życia roznoszą pewną woń. I w tym objawia się suwerenność Bożej woli.

Mój ojciec był wiele razy aresztowany za wiarę i pewnego razu powiedział do niego prokurator: „Gdy was aresztujemy i jest prześladowanie, oczyszczacie się od fałszywych chrześcijan. Gdy was zostawiamy na wolności, pomnażacie się. Już nie wiemy co z wami zrobić”. A mój ojciec im odpowiedział, z tym nie zrobicie nic, aż do przyjścia Pana Jezusa będziemy się oczyszczać i rosnąć. W czasie północnych wiatrów się oczyszczamy, a w czasie południowych rośniemy. A tym wszystkim kieruje doskonała i suwerenna Boża wola.

Izajasz 8,22 A gdy spojrzy na ziemię, oto trwoga i pomroka, straszna ciemność i nieprzenikniony mrok. Zawsze będzie trwoga, pomroka i ciemność. Przyjdzie chwila, gdy też zajaśnieje słońce.

Nie chciałbym rozważać utrapienia, którego przyczyną jest grzech. I to ma swoje miejsce, ale wtedy utrapienie jest karą. Ja chcę się zastanowić nad sytuacjami, gdy w życiu świętych i szczerze wierzących ludzi przychodzi trwoga, utrapienie, a w ich życiu nie ma żadnego niewyznanego grzechu. Żadne ukryte, niewyznane grzechy, a mimo tego przechodzi cierpienie. Jakie jest jego znaczenie w tym wypadku?

Znalazłem w Bożym Słowie więcej niż dziesięć powodów, dla których Bóg dla nas zsyła te trudne próby. Wiecie, ja też pracuję dla Głosu Prześladowanych Chrześcijan. To czasopismo jest pełne łez, płaczu, cierpienia i prześladowania Bożych dzieci, które w różnych częściach świata przeżywają uciski. Tyle łez. Za co? Dlaczego akurat oni? I jak długo jeszcze? Jeśli jest w naszym kraju spokój, to gdzieś w innym miejscu na ziemi ciało Chrystusa jest łamane. Zawsze gdzieś jest cierpienie. Chrystusowe ciało jest łamane. Jeżeli tutaj nam jest dobrze, to w innym miejscu jest źle.

A my wszyscy jesteśmy jednym ciałem. Chcę się z wami podzielić tym, co  rozważaliśmy w kręgu naszej rodziny, gdy 20 lat troszczyliśmy się o nasze niepełnosprawne dziecko. Troska o to jedno dziecko kosztowała nas tyle samo sił, co troska o pozostałych dziesięcioro. Jeździliśmy z nim po wszystkich szpitalach. Często rozważaliśmy, Panie, jaki jest sens cierpienia tego dziecka? Przecież nie możemy się modlić, Panie, skróci jego cierpienie, gdyż kimże my jesteśmy, byśmy mieli Bogu coś podpowiadać. Tylko modliliśmy się, by to móc w tym wytrwać. Jest bardzo trudno patrzeć na cierpienie swego dziecka i nie móc mu pomóc. Dużo czasu spędzałem na modlitwie, czytaniu Bożego Słowa i nauczaniu. Czym jest Boża dobroć pośród utrapienia? W czym ją zobaczyć? Chciałbym pokazać na niektóre miejsca z Bożego Słowa, na które nam Pan Bóg zwrócił moją uwagę.

Po pierwsze. Cierpienie czy ucisk jest szkołą naszej ufności wobec Pana. Księga Joba 5, 6-7 Utrapienie bowiem nie powstaje z prochu ani z ziemi nie wyrasta niedola; Lecz człowiek rodzi się na niedolę, jak iskry z węgla wzlatują w górę.

Człowiek rodzi się na niedolę. Warunki naśladowania brzmią weź krzyż i naśladuj mnie. Słowo „krzyż” było dla uczniów niezrozumiałe.

Gdy Pan Jezus mówi o tym, że Go czeka cierpienie, krzyż i śmierć, tu odzywa się Piotr – Panie, bądź dla siebie miłosierny i nie przyjdzie to na Ciebie. Cierpienie? Dlaczego? Po co? Dlaczego jest taka droga konieczna? Ten temat był przed nimi ukryty tak, jak on jest dzisiaj ukryty dla niektórych chrześcijan. Naśladowanie Chrystusa nie jest połączone z przyjemnościami.

Wszelkie nasze materialne błogosławieństwo jest błogosławieństwem Starego Testamentu. I wszelka dobroć, czyli błogosławieństwo Nowego Testamentu dotyczy wieczności, a nie życia tu na ziemi. Być bogatym materialnie nie jest grzechem, ale droga, którą nas Bóg prowadzi, jest drogą Chrystusa i oznacza – idź, sprzedaj, rozdaj. W Dziejach Apostolskich czytamy w rozdziale 14, 22 wiersz: Utwierdzając duszę uczniów i zachęcając, aby trwali wierze i mówiąc, że musimy przejść przez wiele ucisków, aby wejść do Królestwa Bożego.

W Bożej Szkole różne są klasy. Jest klasa modlitwy, gdy Pan Jezus naucza uczniów jak się modlić. Później klasa cierpliwości, pokory, przebaczenia, miłosierdzia, uniżenia, uświęcenia i jeszcze dodatkowo jedna klasa, a ta się nazywa cierpienie. Może się zdarzyć, że zakończymy wszystkie inne klasy, ale kiedy przychodzi cierpienie, wtedy jesteśmy podobni do Piotra, by powiedzieć – bądź względem siebie trochę miłosierny i nie przyjdzie to na Ciebie.

Ale inna droga do chwały, jak tylko poprzez cierpienie, nie prowadzi. Gdy kupujecie lekarstwo, na niektórych ulotkach pisze – wstrząsnąć przed użyciem. Bracia i siostry, zanim Boży człowiek jest przygotowany do użytku w Bożym dziele, musi być wstrząśnięty przez PANA.

Nie będziesz przygotowany do użytku, zanim nie przejdziesz tej drogi, zanim się Tobą nie potrząśnie. W Getsemane Pan Jezus, zanim wypił kielich cierpienia, najpierw za niego Ojcu podziękował. Dziękował za cierpienie, które jest dla Niego przygotowane na krzyżu Golgoty.

I zwróćcie uwagę, że tak samo najpierw dziękował za chleb, a dopiero potem go złamał. Tak samo i my, jeżeli Pana Jezusa naśladujemy, musi w nas mieszkać ten sam duch wdzięczności. Dlatego, że nam jest dane nie tylko w Niego wierzyć, ale też dla Niego cierpieć.

Zauważcie, to nam jest dane, to jest dar. Gdy raz staniemy przed Bogiem, nie będziemy wspominać jak jedliśmy w luksusowych restauracjach, jakimi samochodami jeździliśmy, na jak drogie urlopy wyjeżdżaliśmy, co ludzie widzieli w naszym życiu majętnego, ile państw zwiedziliśmy, ale na ile byliśmy chętni dla Niego cierpieć.

Jednego razu opowiadał mi ojciec pewną historię. W pewnym państwie obalono rząd. Wszyscy ministrowie, z wyjątkiem jednego, ustawili się w stylu, gdzie wiatr zawiał, a tylko jednego, nieugiętego, wsadzili do więzienia, gdyż chciał zostać wiernym swojemu królowi. I po jakimś czasie znów się sytuacja polityczna zmieniła i władzę objął ponownie stary król. Powiedzieli mu o więźniowi, więc król kazał go przeprowadzić i zapytał, co było dla niego w ciągu tych lat spędzonych w więzieniu najtrudniejszego. A on powiedział – kajdany. Wtedy król dał polecenie, by te kajdany zważyli na wadze.

A ile wyniesie waga kajdan, tyle samo mają mu odważyć złota ze królewskiej skarbnicy. Gdy mamy kajdany przykute do nóg, wydaje nam się ta sytuacja nie do wytrzymania, ale gdy od nich jest uzależniona nasza nagroda, to nam przychodzi może i na myśl, że mogły być bardziej ciężkie – cierpienie, szkoła zaufania.

Po drugie, cierpienie jest dla wychowania naszej duchowej dojrzałości. Przypowieści 24,10 Jeśli w dniu ucisku ustaniesz, twoja siła jest słaba. Bracia i siostry, nasza siła nie sprawdzi się w śpiewaniu pieśni, modlitwach, uczęszczaniu na nabożeństwo, ale w dniu ucisku. Jak chcesz sprawdzić ile masz siły, tego nie sprawdzisz w dniach pomyślności. Ale niewątpliwie przyjdzie dzień próby. Gdy byłem na Kaukazie, zauważyłam, że ludzie tam wzmacniają brzegi i robią to jesienią. Jest ładna pogoda i nic nie oznacza, żeby miało być niebezpiecznie. A jednak tamtejsi ludzie usilnie pracują. Teraz, gdy jest w korycie mało wody. Bo oni wiedzą, że wiosną, gdy stopnieje śnieg i cała ta ogromna masa wód się zwali się do dolin, na wioski, wzmocnione koryto ją będzie w stanie przyjąć i nie przerwie się i nie zatopi ich domów.

Moi drodzy, wtedy gdy żyjemy sobie spokojnym życiem i na razie nic nam nie grozi, zacznijmy wzmacniać brzegi. Jest więcej niż pewne, że dzień ucisku nadejdzie i wypróbuje twoją siłę. Na dzień ucisku musimy się przygotować wtedy, gdy jest spokój i nic nie wskazuje na to, żeby coś miało nadejść.

A nadejdzie. Wtedy już nie pomoże jeden drugiemu, mąż żonie, siostra bratu, kaznodzieja wierzącym. Każdy sam za siebie zostanie wypróbowany, jaka jest jego duchowa dojrzałość.

Mieliśmy pogrzeb jednej siostry w zborze, jej mąż nad otwartym grobem tak się modlił: „Boże, naucz mnie być Ci wdzięcznym i za to”. Jest bardzo ważne, byśmy byli wyćwiczeni w tym, aby mieć zawsze wdzięczne serce. Aby gdy nadejdzie dzień ucisku, mogliśmy go powitać z wdzięcznością. Posłuchajcie jeszcze raz. Dzień ucisku powitać z wdzięcznością.

Bóg dał, Bóg wziął. Niech Jego imię będzie błogosławione. Jest bardzo ważne nauczyć się tego, byśmy w dzień ucisku mogli powiedzieć Niech będzie błogosławiony Pan.

A też jest bardzo potrzebne, byśmy się nauczyli błogosławić innych. Gdy pewien brat mając 64 lata usłyszał wyrok sądu 10 lat ciężkiego więzienia za wiarę, dał mu sędzia możliwość wypowiedzenia ostatniego słowa. A on głośno rozpoczął modlitwę i po kolei błogosławił wszystkim, którzy tam byli.

Od sędziego przez prokuratora służbę więzienną i na sam koniec przeczytał pięć zwrotek pieśni, którą śpiewamy w zborze i na tym skończył. Tu podszedł do niego pracownik służby więziennej i poprosił go, czy mógłby mu sprezentować te słowa pieśni. I po 10 latach, gdy brat wrócił do domu, odwiedził go człowiek, który przedstawił się jako brat w Chrystusie i powiedział mu tak: „Gdy was wyprowadzili ze sali sądowej 10 lat temu, nikt z nas nie przypuszczał, że da się to przeżyć w waszym wieku. Między wszystkimi pracownikami w sali na dłuższy czas zapanowała cisza. To ja poprosiłam o słowa pieśni i czytałem je w kółko, ale one były ponad moje zrozumienie, dlatego poszukałem zboru i za jakiś czas tam pokutowałem”.

I tak samo ważne jak wszystko co dotychczas wymieniłem jest to, byśmy przyzwyczajali się słuchać Boży głos, nie go tylko słyszeć.

Po trzecie, ucisk jest potrzebny dla Bożej chwały. Jan 9, 1-3 A przechodząc ujrzał człowieka ślepego od urodzenia i zapytali go jego uczniowie mówiąc, Mistrzu, kto zgrzeszył? On, czyli rodzice jego, że się ślepym urodził? Odpowiedział Jezus, ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, lecz aby się na nim objawiły dzieła Boże.

Uczniowie myśleli w sposób czarno-biały: albo musiał zgrzeszyć on, albo jego rodzice. I tego trzeciego wariantu nie widzieli. Gdy urodzi się dziecko, chore, pierwsza myśl, która wam przyjdzie jest: „Dlaczego na nas spadła taka kara?!”. A Pan Jezus odpowiada, ani on, ani rodzice. To jest dla Bożej chwały i dlatego tutaj mamy też takie bóle, które są dla Bożej chwały. Gdyby ktoś zadał ci pytanie: „Pragniesz uwielbić Boga?”. Chyba odpowiemy: „Tak Panie, pragnę”. W porządku, mówi Pan i wtedy obdaruję was niewidomą dziewczynką.

Zgoda? Urodzi się niewidome dziecko i całe wasze życie będzie poświęcone tylko jemu, i w tym będzie Bóg uwielbiony. Bracia i siostry, czy by się to wydawało dla was lekkie? Niewidome dziecko to w żaden sposób nie pasuje do naszej wyobraźni uwielbienia Boga. A czy wiecie, że urodzenie i uzdrowienie ślepego było przepowiedziane przez proroków i że takiego mógł uzdrowić tylko i wyłącznie Mesjasz? Tylko on mógł uzdrowić ślepego od urodzenia.

To był dowód na Jego obecność, że On już tutaj jest między nimi. Dlatego musiały być przygotowane naczynia, na których się objawi Boża chwała. Gdy przyjdzie Mesjasz będzie otwierał oczy ślepych. Dlatego ktoś się musiał ślepym urodzić i to urodzenie było przygotowane dla Bożej chwały.

Gdy urodził się mój ojciec, lekarze powiedzieli jego rodzicom, moim dziadkom, że ich syn nigdy nie będzie widział. I wtedy jego ojciec wziął na ręce i modlił się tak: „Panie, jestem Ci wdzięczny za tego syna”. W domu już miał dwie córki, a to był jego pierwszy syn. „Dziękuję Ci, że urodził się ślepym, aby na nim objawiła się Twoja chwała”. I mama wtedy po raz pierwszy powiedziała na tę modlitwę Amen. Lekarze trochę się pomylili. Na jedno oko nie widział wcale, ale drugie widział na 10%. Przeżył 80 lat z 10% wzroku.

Otrzymał na to grupę inwalidzką i dlatego też nie musiał pracować. Żył w okresie, gdy aresztowali każdego, kto trzy miesiące nie pracował. Więc był uprzywilejowany, gdyż jako inwalida mógł nieograniczanie odwiedzać zbory po całym Związku Radzieckim.

Bóg używał brak jego wzroku dla swojej chwały. A gdy później był aresztowany, to nawet ani tam nie musiał pracować, ale jednak wyprosił sobie, by mu dali coś lekkiego do pracy. I dali mu wiązać ze sznurków siatki. Tak jak i drugim, ale po nim nikt nie chciał spełniać normy. Tak się zdarzyło, że pod koniec dnia tata to co zrobił rozdał między więźniów, którzy nie zdążyli spełnić norm i tym pozyskał ich serca dla Ewangelii.

Pewnym rodzicom urodził się syn bez rąk i bez nóg. A oni dopiero teraz, gdy występuje i rozmawia publicznie o wielkości i dobroci Boga, zrozumieli, że był im dany dla chwały Bożej. Raz zrobili z nim wywiad w telewizji i redaktor go zapytał, dlaczego nie prosisz Boga, by ci dał ręce i nogi, skoro mówisz, że jest Wszechmogący. A on odpowiedział, że w ten sposób może Go bardziej uwielbić, niż gdyby był zdrowy.

Bracia i siostry, śmierć wierzących dla Bożej chwały. Bądźcie pewni tego, że wszyscy poumieramy, lecz tylko nieliczni z nas będą wyróżnieni tym, że przez swoją śmierć uwielbią Boga. Ten zaszczyt nie jest dla wszystkich, lecz niektórym to Pan daje.

W mieści Tula spalił się dom modlitwy, a gdy strażacy jeszcze byli na miejscu, zapytali brata Kryuczkowa: „Jak uważacie, dlaczego się to wydarzyło?”. A on powiedział tylko dwa słowa: „Boża chwała”. I odszedł. W tym ucisku uwielbił się Bóg. Wierzący byli doświadczeni i przetrwali tę próbę. Wybudowali nowy, o wiele większy dom modlitwy. Jedni uważali to za tragedię, a inni jako coś, co wydarzyło się na Bożą chwałę.

Nawet cierpienie izraelskiego narodu było dla Bożej chwały. Mojżesz chodził i prosił faraona, by wypuścił lud i było coraz gorzej. Nie było lepiej. Dlaczego? Po co tyle cierpienia? Pan powiedział, to ja zatwardzę serce Faraona i on was wypuści, nawet was wygna. Ale to będzie miało miejsce później. Najpierw będzie ciężko. Na początku było trudno, a potem coraz gorzej. A my sobie myślimy, że gdy stoimy po stronie Chrystusa, że nam zawsze będzie lepiej. Nie będzie. Będzie gorzej. Przypomnijcie sobie sytuację, gdy uczniowie płynęli łodzią i pojawił się wielki wiatr z burzą. Chwileczkę. Przecież tam, gdzie jest obecny Pan Jezus musi być wszystko w spokoju i w ciszy, czy nie? Tam musi być bogactwo materialne i duchowe błogosławieństwa, życie w komforcie. Ale przeciwny wiatr z Chrystusem w łodzi, gdy On jest obok nas? Ile razy myślimy, gdy nam towarzyszą trudności, że to nie może być Boża wola. A gdy wszystko w ciszy i przeżywamy pokój, to jest Boża wola. To nam pasuje. To wygląda na Bożą wolę. I tak sami wierzymy w fałszywą naukę. Tylko, że takiej nie znajdziemy w Ewangeliach.

Bóg nas nie prowadzi drogami, na których nie ma burz i wiatrów. On sam o sobie mówi, że lisy mają nory, ptaki mają gniazda, a Syn Człowieczy nie ma gdzie by głowę skłonił. Czy chciałabyś być moją Oblubienicą? Pyta Pan. Przyjmiesz taką ofertę? W takim wypadku mnie naśladuj. Bóg w niczym nas nie zawiódł. Nie obiecał życia bez burz, ale to, że w nich będzie nam towarzyszyć.

Bóg obiecał, że będzie razem z nami w czasie ucisku. On ma wszystko pod kontrolą. Nawet włos nie spada nam z głowy bez Jego woli. Bóg wszystko z wyprzedzeniem wyliczył.

Siłę wiatru, siłę fal i siłę burzy. Gdy On powie, że przejdziemy, to przejdziemy. A gdy powie, że się zakończy, to, moi drodzy, czym się zakończy? Niebiańskim domem. Błogosławieństwem świętych. Wielką nagrodą. Ale do Niego nas w życiu poprowadzą różne wiatry, burze i fale. Mojżesz usłuchał Boga i poszedł przeciwko faraonowi. Czy było lepiej? Nie, było gorzej. A jednak to była Boża droga. I ona jest dla prawdziwych chrześcijan - wąska. Bracia i siostry, jeżeli będziecie przechodzić trudności, nie módlcie się o zmianę położenia, ale o siłę, by przezwyciężyć.

Uczniowie wołali, Panie, nic Cię tu nie obchodzi, że giniemy? Och, co za brak zaufania. Przecież Pan to sprawił i ma to posłużyć chwale Jego imienia. Gdy apostoł Paweł był zaproszony przez Macedończyka do Filipii, według naszego wyobrażenia, to był misjonarz, a w mieście powinny już go oczekiwać tłumy ludzi.

Czy nie? Przecież Bóg ich tam wysłał. Szli ewangelizować Macedonię. To ma być ogromne przebudzenie, ale co ich tam oczekiwało? Pobicie i więzienie. Czy coś się nie udało? Popsuło? Przecież jesteśmy przekonani, że Bóg ich tam prowadził, prawda? Jakiś błąd? Żaden błąd. Wszystko było Jego planem. Dla Jego zbawienia, żeby Ewangelia dotarła nawet do więzienia.

Nigdzie na nich nie czekał komfort, ani na ulicach, ani na placu. Wręcz przeciwnie. Nogi w kajdanach, a oni w tych warunkach uwielbiali Boga. Aż miejsce się zatrzęsło i również zaniepokoiło się serce stróża więziennego, a w konsekwencji on sam i cały jego dom był zbawiony i ochrzczony. Oczywiście w zborze Filipii byli biskupi i diakoni. Tam był cały szereg zbawionych ludzi i z czego on się zrodził? Z cierpienia Pawła i Sylasa. Drodzy, ta droga jest błogosławiona nie dla ciała i krwi, lecz dla ducha, kiedy nie radzimy się ciała i krwi. Boża droga służy dla Bożej chwały, a nas przygotowuje na trudne czasy.

Po czwarte. Ucisk, żeby wywołać współuczestnictwo w innych wierzących. Gdy cierpi jeden członek ciała, równocześnie z nim cierpią drudzy. To znaczy, że cierpienie jednego wzbudzi cierpienie u innych. To pięknie pokazuje postawa Estery w Estera8:6. Tam jest tak napisane: Jakże mogłabym patrzeć na nieszczęście, jakie ma spotkać mój lud i jakże mogłabym patrzeć na zgubę mojego ludu? Jeżeli nie dotyka cię cierpienie innych, współwykupionych, to nasuwa się pytanie, czy w ogóle jesteś częścią ciała? Czy jesteś w nim? A może uczęszczasz do zboru z przyzwyczajenia? W żywym ciele zawsze będzie adekwatna reakcja na ból. Dowiedziałem się, że komuś spalił się dom. Pierwsza myśl, w czym mogę pomóc? Tu nie chodzi o pytanie, czy jestem w stanie zaspokoić potrzeby tych ludzi. Tutaj się rozchodzi o ten element wrażliwości na potrzeby innych.

Czy też raczej szukam ratunku dla siebie? A może już jestem martwy. Spójrzcie na zachowanie Abrahama. Gdy Lotowi się nie bardzo powodziło, on nie powiedział, a co mi po nim? Sam wybrał swoją drogę. Więc Bóg słusznie go ukarał. Co siał, to też zbiera. Nie, nie, Abraham zachował się totalnie inaczej.

Po piąte, cierpienie jest potrzebne jako żywy przykład cierpliwości. Jakub 5,11 Oto za błogosławionych uważamy tych, którzy wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Joba. 

Gdy nam ciężko, to szukamy kogoś, kto by nas zrozumiał i nam współczuł. Nie tego, który teraz otworzy Biblię i zacznie nam wygłaszać kazanie. Ale kto takim może być? Ten, który już wcześniej tego się nauczył, doświadczył cierpienia.

Pan chce nauczyć cierpienia tych silnych, żeby później mogli być pomocni i współczuć z potrzebującymi. Abyśmy tym pocieszeniem, jakim nas Bóg pocieszył, mogli też pocieszyć innych. II Królewska 4,25-27 Kobieta ruszywszy przybyła do męża Bożego na górę Karmel. Gdy zaś mąż Boży z dala ją zobaczył, rzekł go do Gehaziego, swojego sługi. Otóż owa Szunamitka wybiegnie proszę na przeciw niej i zapyta jej, czy jesteś zdrowa? Czy zdrów twój mąż? Czy zdrowe twoje dziecię? A ona odpowiedziała zdrowi jesteśmy. A gdy przyszła do męża Bożego na górę i objęła go za nogi, Gehazy przystąpił chcąc ją odsunąć. Lecz mąż Boży rzekł zostaw ją, gdyż gorzko jej na duszy. Pan zaś zataił to przede mną i nie objawił mnie. Dlaczego umęczona dusza kobiety nie otwiera się przed Gehazim, który wcześniej do niej podszedł, lecz tylko Elizeuszowi? Zobaczcie, to są dwaj Boży słudzy. Gehazi biegnie naprzeciw, pyta o jej zdrowie, zdrowie męża i dziecka, a ona mu odpowiada, że wszystko w porządku. Lecz gdy tylko się spotyka z Elizeuszem, obejmuje jego nogi i przed nim wylewa swój ból.

Jak myślicie, dlaczego przed niektórymi nie odkrywa się duszy? Dlatego, że mają różne szkoły. Szkoła Gehaziego jest szkołą administracyjnego duszpasterstwa, formalna. Natomiast szkoła Elizeusza jest szkołą cierpienia. II Królewska 2, 23 A gdy szedł drogą Elizeusz. Mali chłopcy wyszli z miasta i naśmiewali się z niego, mówiąc do niego chodź no łysy, chodź no łysy. On cierpiał w przeszłości. Przyzwyczaił się do tego, że między swoimi jest obcym.

To zupełnie inna szkoła służby duszpasterskiej. Takim sługom obejmujemy nogi i wylewamy przed nim swoją duszę. Tacy ludzie nam są potrzebni. W ich życiu jest krzyż widoczny po to, by później mogli być dla innych źródłem pocieszenia.

Po szóste, cierpienie jest po to, aby objawiła się prawda o innych. Pamiętacie historię Szimajego i Dawida? W przyjaznych czasach byśmy Szimajego nawet nie zauważyli, lecz w trudnych rozpoczyna on swoją aktywność.

To, co za zwykłych okoliczności w ludziach jest ukryte, często wychodzi dopiero wtedy, gdy przychodzą trudności. W przypowieściach mamy takie słowa, że przyjaciel zawsze okazuje miłość. Zawsze. Chwała Panu, że są tacy ludzie, którzy zostaną stali i wierni, a to niezależnie od położenia naszego stanowiska czy okoliczności. Oznacza to, że nie jesteśmy w stanie poznać rzeczywistą wartość przyjaźni, dopóki nie znajdziemy się w trudnych sytuacjach. Sprawdza się tylko w próbach. Mówimy o cenie bratniej miłości. Braterskiej miłości.

Po siódme ucisk posłany jako zatrzymanie nas. Jeremiasz 6, 16 Tak mówi Pan przestańcie na drogach i patrzcie, pytajcie się o odwieczne ścieżki, która jest droga do dobrego i chodźcie nią, a znajdziecie odpoczynek dla waszej duszy. Lecz oni odpowiedzieli, nie pójdziemy. Bóg często zsyła cierpienie, gdy nas chce zatrzymać.

Stop! Możliwe, że musisz uporządkować swoje wartości. Priorytety są ważne. Możemy to zobaczyć u Jakuba. Całą noc spędził na modlitwie, zanim doszło do spotkania z bratem, którego się bał. Decydujący wpływ miało zdanie: Bóg, który mi się objawił. I dlatego usuńcie obcych bogów, odczyśćcie się, pójdziemy do Betelu i tam wybuduję ołtarz. Do tego momentu nie czuł potrzeby mieć społeczność z Bogiem. Do tego momentu nie przyszło mu na myśl pozbyć się bożków, które wynieśli z domu. Teraz nadeszła ta chwila by, oczyścić rodzinę.

Zdjęli z siebie ozdoby, przebrali się, pozbyli się bożków. Kochani, i w naszym życiu jest wiele zbędnych i niepotrzebnych rzeczy, niewierności. I dlatego potrzebujemy doświadczeń, aby się zatrzymać i powiedzieć: Panie wybacz. Swoje siły i ofiary nie poświęciliśmy na to, co potrzeba.

W naszym zborze nawróciła się liczna rodzina. To był wręcz cały ród. Zaczęło się od kobiety, którą opuścił mąż z powodu kochanki. Dopiero kiedy została sama i w domu nikt na nią nie czekał, wspomniała sobie o ojcu i dziadku, którzy umarli jako prześladowani chrześcijanie w Gułagu. Będąc już w podeszłym wieku, odszukała nasz zbór, gdzie i oni kiedyś uczęszczali i tam po 60 latach życia w świecie nawróciła się i została ochrzczona. Nie skończyło się tylko na niej. Następnie nawróciły się jej dzieci, rodzeństwo, ciocie, wujkowie i jako ostatni również jej mąż, który ją prosił o wybaczenie. Wtedy jej powiedziałem: Gdyby ci siostro Bóg nie zabrał podpory w osobie twojego męża, nigdy by się nie pojawiła u ciebie potrzeba szukania Boga. To Bóg w swojej dobroci zachwiał stabilnością waszego małżeństwa, żebyś zobaczyła potrzebę szukania tego, co wieczne.

Modlitwy rodziców ustawicznie modlących się o swe dzieci po 60 latach zostały wysłuchane. Pan ich wszystkich pozbierał, dzieci, rodzeństwo i dalszą rodzinę i cały ród pokutował.

I po ósme ucisk po to, byśmy znajdowali źródło pociechy w Bogu. Psalm 42,4 Łzy moje są mi chlebem we dnie i w nocy, gdy mówią do mnie co dzień, gdzie jest twój Bóg? Czemu rozpaczasz duszo moja i czemu drżysz we mnie? Ufaj Bogu, gdyż jeszcze sławić Go będę. On jest zbawieniem moim i Bogiem moim. W czasie niedoli potrzebujemy źródła pocieszenia. W galerii Treciaka wisi obraz kobiety płaczącej nad grobem swego ostatniego synka. Obraz jest nazwany „Nie dający się pocieszyć ból”. Kochani bracia i siostry, nam też umierają dzieci, lecz nasz ból nie jest beznadziejny. Również w bólu znajdujemy źródło pociechy w Bogu, a tym się różnimy od tych, którzy Pocieszyciela nie mają.

Kochani, w trudnościach zaczniecie śpiewać pieśni i wysławiajcie Pana. 

Nie jesteśmy w stanie opisać historii autorów pieśni, które śpiewamy. Ich życie było dotknięte bólem i w ten sposób zrodziła się nieśmiertelna poezja. W dolinie płaczu rodzą się pieśni i wiersze, które są ponadczasowe. Raz pracowałem daleko z domu i mieszkałem u starszej siostry, z którą prowadziliśmy długie rozmowy i ona mi opowiedziała swoją historię. Stała się wdową w wieku 30 lat z trójką dzieci. Z powodu depresji nie jadła i spadła 50 kg na wadze. Ważyła wtedy 40 kg. Dzieci płakały, wszystko się psuło, elektryczność wysiadała, mieszkanie marniało, a ona całkiem zrezygnowana i bez sił do życia poszła do lekarza. On ją przesłuchał, wysłuchał i powiedział: „Kobieto jesteś zupełnie zdrowa, tylko ci brakuje źródła pocieszenia”. A ją zatkało i pomyślała sobie: „Jak to, to ja wierząca osoba i nie mam źródła pocieszenia? Co za wstyd! Przez wszystkie lata byłam wpatrzona w męża, a nie w Pana. Chodziłam z mężem i za mężem, nie za Chrystusem. Mąż był diakonem, szedł do zboru, ja za nim. Śpiewał, ja z nim. I teraz nie wiem jak chodzić z Chrystusem. Nie mam żadnego doświadczenia. Zrozumiałam przyczynę mojego duchowego bankructwa i pokutowałam. Boże wybacz, że mój mąż zabierał w moim sercu to miejsce, które należy się tylko Tobie. Teraz zburzyłeś moje fundamenty, aby pokazać mi moje bankructwo”. Potem przyrządziła sobie śniadanie, podziękowała, zaśpiewała pieśń, przeczytała coś z Bożego Słowa i pomału wracała do zdrowia. Ta siostra żyje do dziś, ma ponad 80 lat. Psalmista pisał, że Bóg jest naszą ucieczką najpewniejszą. Pragnę was zachęcić byście szukali kolejnych powodów, dla których utrapienie może być dla nas błogosławieństwem. 

Jeśli chciałbyś otrzymać wersję audio tej usługi, proszę napisz do mnie: areformed@gmail.com