czwartek, 5 marca 2020

Koronawirus – powód do niepokoju dla chrześcijan?

Wraz z rosnącą liczbą przypadków koronawirusa notowanych poza obszarem Chin, wielu wierzących w Stanach zastanawia się jak reagować wobec narastającego zaniepokojenia. Czego mógłby oczekiwać od nas Bóg w obliczu zbliżającego się międzynarodowego kryzysu zdrowia? 

Czy nasze kościoły powinny zamknąć swoje drzwi z obawy przed rozprzestrzenianiem się infekcji? Czy powinnam/powinienem zabrać swoje dzieci ze szkoły? Odwołać zaplanowane wyjazdy?
W jaki sposób nieść pomoc ogarniętemu paniką światu?

Pamiętajmy o tym, co już wiemy

Po pierwsze, ważne, byśmy pamiętali o tym, co już wiemy. Niepokój nie jest naszym przyjacielem, a panika nie jest naszą drogą. Salomon przypomina nam: „Jeśli zniechęcasz się w dniu trudności, trudno mówić o twojej sile” (Przypowieści Salomona 24:10). Oby nigdy nie trzeba było mówić o Bożym ludzie, że bardziej kieruje nim strach, aniżeli wiara.

Corrie ten Boom, wraz z innymi wiernymi pośród wielu narodów, z odwagą przewodziła w obliczu zagrożenia nazistowskim faszyzmem – zagrożenia, które można określić inną formą śmiertelnego wirusa. Dzisiaj jej słowa wciąż mają znaczenie: „Gdy się martwisz, to dźwigasz ciężar trosk jutra przy użyciu siły danej ci na dziś.” 

W czasach kryzysu świat potrzebuje wytrwałych ludzi – silnych dzięki Bożej łasce i bezinteresownych dzięki Bożej sile. Zamartwianie się nie prowadzi do niczego, za wyjątkiem osłabienia naszego serca i głowy. Jak mówią, 90% rzeczy, o które się martwimy, które wywołują naszą panikę, nigdy się nie wydarzy, a pozostałe 10% jest poza naszą kontrolą.

Pozostając w pogotowiu wobec wirusów – tak tych chorobowych, jak i „doktrynalnych”, zamartwianie się nie zmieni naszej sytuacji, ani nie zmniejszy ryzyka zachorowania. Nie pomoże nam zwalczyć choroby, ani nie zachęci nas do działania. 

Zamartwianie się z powodu wirusa COVID -19 (bądź z jakiegokolwiek innego powodu) tylko przysporzy nam dodatkowych kłopotów. Tymczasem, zamiast zamartwiać się i niepokoić, Jezus zachęca nas, byśmy wobec takich zagrożeń odpowiedzieli modlitwą i wiarą w Niego (Ew. Mateusza 6:33-34, List do Filipian 4:6). W ostatecznym rozrachunku nie musimy się zamartwiać, gdyż znamy Tego, który pokonał grzech i śmierć (1 List do Koryntian 15:55-57).

Przypominaj sobie nieustannie: tyle samo czasu stracisz na zamartwianie się, co na modlitwę. To pierwsze prowadzi do paniki, to drugie do pokoju. Wybieraj mądrze.

Kochaj mądrze i ufaj Mu

Jeśli już Bóg chce, byśmy się czymś martwili, to tym, jak mądrze kochać innych ludzi. Psalmista zachęca nas tymi słowy: „Zaufaj PANU i postępuj dobrze, mieszkaj w swej ziemi i dbaj o wierność!” (Psalm 37:3). Piotr przypomina nam, by nie ustawać w obliczu zła. Czy to w obliczu prześladowań, czy też w obliczu epidemii, możemy ufać Panu, wiedząc, że “lepiej, jeśli taka jest wola Boga, cierpieć za to, że się czyni dobro, a nie zło” (1 List Piotra 3:17).

Zamartwianie się jest rzeczą ludzką. Ale Bóg wezwał nas do tego, by stawać w obliczu problemów i zagrożeń z odwagą, zrzucając nasz ciężar na Niego.

Historia zna wiele przypadków, kiedy chrześcijanie nawet w obliczu plag, pandemii czy prześladowań nie chowali się, lecz byli gotowi nieść pomoc. Kochali ludzi i nie bali się śmierci, gdyż wiedzieli, że „życie to Chrystus, a śmierć to zysk” (List do Filipian 1:21). Wchodząc do świata nieporządku wywołanego chorobą, dla obserwującego ich świata byli manifestacją swojej wiary. Więc zamiast pytać wyłącznie o to – „Jak mogę pozostać zdrowy?” – może powinniśmy także zadać sobie pytanie – „Jak mogę pomóc tym, którzy chorują?”. Bądźmy szybcy w niesieniu pomocy, a powolni w chowaniu się w schronach.

Nasycona modlitwą pewność, współczucie i bezinteresowność powinny być tym, co charakteryzuje nasz sposób mówienia o koronawirusie. Dlaczego? Ponieważ nasz Zbawiciel przyjął na siebie ludzkie ciało (Ew. Jana 1:14) i wszedł do świata naszych chorób, grzechów i śmierci. On uzdrawiał chorych i troszczył się o cierpiących. Powinniśmy czynić podobnie.

Mamy jednak być także ostrożni

Wszystko to nie oznacza, że mamy być lekkomyślni. Ani Chrystusowa miłość ani Boże Słowo nie zachęca nas do podejmowania bezmyślnego ryzyka. Zachęca nas do posłuszeństwa. Okazywanie miłości chorym nie oznacza świadomego zarażania samych siebie (Przypowieści Salomona 22:3). Gdy ryzyko infekcji stanie się uzasadnione [na chwilę obecną, Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (agencja rządu federalnego Stanów Zjednoczonych wchodząca w skład Departamentu Zdrowia – przyp. tłum.) podaje, że koronawirus nie rozprzestrzenia się powszechnie i swobodnie, a ryzyko dla zdrowia jest niskie], pierwszą możliwą odpowiedzią staną się małe praktyczne kroki, jak dokładne mycie rąk czy pozostawanie w domu, gdy się gorzej czujemy.

Zanim jednak pomyślisz o odwołaniu Kościelnego nabożeństwa, zadaj sobie pytanie: „W jaki sposób mogę troszczyć się o ty, którzy są narażeni?”. Troszcz się o tych, którzy chorują. A co jeśli Ty i większość Twoich znajomych jesteście zdrowi ? Wspaniale – to cudowna okazja, by spotkać się na modlitwie i wzajemnym dziękczynieniu. Poszukuj odpowiedniej pomocy medycznej, gdy tylko pojawią się symptomy zachorowania, nie zapominaj jednak o trosce o siebie nawzajem.
Naśladuj tych, którzy pozostawali w wierze w przeszłości. 

XIX-wieczna Anglia, gdzie tysiące ludzi umierało na cholerę, była miejscem, gdzie Charles Spurgeon odwiedzał domy innych ludzi, by móc się o nich zatroszczyć. Zgromadzenie chrześcijan w mieście Wuhan, w Chinach – epicentrum koronawirusa – wciąż wiernie działa, nawet dzisiaj.  

W końcu, gdy przyglądasz się temu, jak świat reaguje w obliczu tego kryzysu – który sam w sobie jest przypomnieniem dla nas o naszej śmiertelności – nie zaniedbaj okazji, by dzielić się nadzieją, którą masz w Jezusie (1 List Piotra 3:15). Dziel się z innymi tym, jak On wyratował cię z globalnej epidemii grzechu i przewidzianej za niego kary (śmierci). Dziel się tym, że twoja nadzieja nie jest ulokowana w tym, by pozostać zdrowym po tej stronie wieczności.

Ostatecznie, każdy z nas stanie w obliczu śmierci. Dzięki niech będą Jezusowi, że możemy z odwagą kroczyć ku temu dniu. Jak Paweł, możemy pamiętać, że życie to Chrystus, a śmierć to zysk (List do Filipian 1:21). Naprawdę nie mamy niczego, czym moglibyśmy się ostatecznie zamartwiać – czy to będzie koronawirus, wirus Ebola, katastrofy naturalne, cokolwiek.

Nie poddawajcie się, przyjaciele. Módlcie się za chorych. Kroczcie w Bożej sile. Kochajcie braci i siostry. Czyńcie dobro wszystkim ludziom. Używajcie swojego zdrowia, by służyć, a nie by się chować. Jezus suwerennie panuje nad tym wszystkim. Tak długo, jak Bóg nie zakończy tego, co w nas rozpoczął, tak długo jesteśmy nieśmiertelni.

Todd Wagner
Tłumaczył: Mateusz
Źródło: https://www.thegospelcoalition.org/article/christians-anxious-coronavirus/

 

5sola.pl Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger