czwartek, 1 sierpnia 2019

Czy i ciebie diabeł utulił do snu?

W ostatnich tygodniach towarzyszą mi wspomnienia Richarda Wurmbranda, chrześcijańskiego męczennika torturowanego czternaście lat w komunistycznych więzieniach. Niniejszy artykuł jest kolejnym bodźcem, który skłania mnie do refleksji nad miejscem, w którym dzisiaj się znajduję. Modlę się, aby to również stało się i twoim udziałem.
ar
Nie mówisz ludziom o Jezusie, ponieważ nie obchodzi cię ich wieczność”.
Jego stwierdzenie zabolało, ale wiedziałem dobrze, że to prawda. W porównaniu z jego życiem i poświęceniem dla zgubionych, to zdanie było tak boleśnie wyraźne. Było tak oczywiste, że nie zawracałem sobie nim głowy, aż do tego momentu. Jego twierdzenie miało wieczne znaczenie.
Spotkałem tego niezwykłego człowieka podczas podróży na Bliski Wschód. Wraz z żoną prowadzi on szybko rosnący ruch muzułmanów nawracających się do Chrystusa w bardzo trudnym regionie świata islamskiego. Miałem wielki przywilej spędzenia z nim kilka godzin. Chciałbym móc opowiedzieć wam jego historię – jak Jezus go powołał i w jak niezwykłe sposoby Pan przygotowywał go do prowadzenia służby w tak bardzo niebezpiecznym miejscu. Ta opowieść zasługuje na spisanie w formie książki. Dziś, w trosce o jego bezpieczeństwo pominę szczegóły tej niezwykłej historii.
Jednak muszę przekazać coś, czym podzielił się ze mną w czasie naszej rozmowy, ponieważ w naszym zachodnim chrześcijaństwie wszyscy możemy być ignorantami, nie tylko ponosząc duchowe konsekwencje na własnej duszy, ale także powodując duchową katastrofę ludzi wokół nas.
Co może ich spotkać
Mój nowy przyjaciel mieszka w kraju islamskim, gdzie dzielenie się Ewangelią może zaprowadzić cię do więzienia. Tam prawdopodobnie będziesz poddany torturom, aby uzyskać informacje o innych chrześcijanach. Mój przyjaciel wraz z żoną codziennie starają się głosić Ewangelię, ponieważ chcą dzielić się tym błogosławieństwem (1 Kor 9:23) nawet za cenę własnego życia.
Każdego ranka kiedy rozstają się ze sobą, dobrze wiedzą, że to może być ich ostatnie spotkanie. Ona wie, że jeśli zostanie złapana, część jej tortur z pewnością będzie obejmować gwałt, prawdopodobnie wielokrotny. Podobnie mój przyjaciel wie, że w momencie aresztowania czekają go okrutne rzeczy, jeszcze zanim zostanie wykonany na nim wyrok śmierci. Dla nich jednak „życie to Chrystus, a śmierć to zysk” (Flp 1:21).
Pomimo zagrożenia każdego dnia z modlitwą podążają za Duchem Jezusa, aby wskazywać zgubionym ludziom drogę zbawienia. Dodatkowo, przygotowują innych chrześcijan do tego samego dzieła.
Całkowicie zależni od Boga
Kiedy mówię „z modlitwą”, mam na myśli „modlitwę”. Oni i ich towarzysze spędzają minimum cztery godziny dziennie na modlitwie i Bożym Słowie, często poszczą przez długi czas zanim wyruszą na poszukiwanie zgubionych dusz. Robią to, ponieważ muszą.
Burzenie duchowych twierdz oraz nawrócenia nie są możliwe bez tego. Jeden zły ruch i cała sieć wierzących może zostać ujawniona. To dlatego są tak bardzo zależni od Ducha Świętego, aby ten prowadził ich do ludzi, których przygotował do zbawienia. Dla nich doktryna Bożego wyboru nie jest abstrakcyjną kontrowersją teologiczną przeznaczoną dla studentów seminarium. Oni widzą jej realność każdego dnia.
Debata cesacjonizm – kontynuacjonizm ma dla nich również nikłe znaczenie. Regularnie widzą jak Duch Święty robi rzeczy, o których czytamy w księdze Dziejów Apostolskich. Gdy mój przyjaciel opisywał aktywność Ducha Świętego w miejscu gdzie mieszka, czymś oczywistym było, że wszystkie dary duchowe wymienione w 1 Kor 12-14 są normalną częścią życia dla tych wierzących – oni naprawdę ich potrzebują.
Nie debatują również nad chrześcijańskim hedonizmem. Kiedy codziennie żyjesz w obliczu śmierci, to jeśli Chrystus nie będzie twoim zyskiem, nie przetrwasz. Dowiedziałem się, że mój przyjaciel przetłumaczył serię kazań Johna Pipera o chrześcijańskim hedonizmie na swój ojczysty język i wykorzystuje je jako cześć swoich materiałów teologicznych przygotowanych dla innych wierzących.
Uśpiony diabelską kołysanką
Wszystkie te rzeczy były wspaniałe i zachęcające. Ale potem opowiedział mi niepokojącą historię.
Kilka lat temu ten mężczyzna wraz z żoną otrzymał szanse przeniesienia się do Stanów Zjednoczonych. Wyjechali. Jednak po pewnym okresie czasu, jego żona zaczęła prosić męża, aby mogli wrócić z powrotem do swojego islamskiego kraju. Dlaczego to zrobiła? Powiedziała mu: „Czuję się jakbym słyszała szatańską kołysankę, która skutecznie usypia chrześcijan. Zaczynam czuć, że zasypiam! Proszę wróćmy!”. I tak też zrobili (chwała Bogu!).
Ta historia zawiera pilną wiadomość, którą musimy usłyszeć: ona chciała wrócić do niebezpiecznego środowiska, aby uciec od tego, co uznała za większe zagrożenia dla swojej wiary: duchowej apatii i obojętności. To powinno nas zdeprymować i skutecznie zatrzymać w miejscu. Czy traktujemy to jako duchowe niebezpieczeństwo? Jak bardzo zapadliśmy w duchowy letarg?
Według mojego przyjaciela, możemy ocenić naszą senność poprzez uświadomienie sobie w jaki sposób duchowy dobrostan zgubionych ludzi wokół nas, kształtuje nasze podejście do życia. Patrząc na ogólne zachowanie chrześcijan na Zachodzie, co było oczywiste dla mojego przyjaciela, jako całość (z pewnymi wyjątkami) nie przejmujemy się zbytnio wiecznością ludzi, którzy nie znają Chrystusa.
Czy sen nas zadowala?
Moi przyjaciele mają rację. Szatan nas usypia. Dlaczego nasza wolność i dobrobyt generuje tak wielką ospałość chrześcijan na Zachodzie? Gdzie podziało się nasze poczucie pilności? Gdzie są łzy wylane za ludźmi idącymi na potępienie? Gdzie podział się jęk? Gdzie jest post i wstawiennictwo za tymi, których kochamy, tymi którzy żyją obok nas, naszych współpracowników, nie wspominając nawet o ludziach żyjących na świecie, którzy nigdy nie słyszeli świadectwa Ewangelii?
Paweł odczuwał „wielki smutek i nieustający ból w sercu” (Rz 9:2) nad niewierzącymi Żydami. Czy czujemy coś podobnego? Paweł, natchniony przez Ducha Świętego, odczuwał ogromną potrzebę, aby nieść Ewangelię zgubionym ludziom. To pragnienie ukształtowało całe jego życie: „Dla słabych stałem się jak słaby, aby słabych pozyskać. Stałem się wszystkim dla wszystkich, aby wszelkim sposobem niektórych zbawić. A robię to dla ewangelii, aby stać się jej uczestnikiem” (1 Kor 9:22-23).
Co kształtuje nasze podejście do życia? Jeśli myślimy, że taka mentalność charakteryzuje tylko ludzi podobnych do apostoła Pawła, to musimy przeczytać 1 Koryntian 9:24-27. Czymś oczywistym jest, że Paweł traktował wszystkich wierzących jako biorących udział w wyścigu i to właśnie dlatego i nas powinna cechować mentalność skoncentrowana na Królestwie Bożym.
Jeśli nie odczuwamy udręki myśląc nad życiem wiecznym niezbawionych ludzi i nie porządkujemy naszego życia wokół modlitwy za nich, przy jednoczesnych próbach przyniesienia im Ewangelii, to uśpiła nas diabelska melodia. To czas, aby zacząć pościć, modlić się i błagać Boga o przebudzenie.
Właściwy czas
Nie ma znaczenia czy nazywamy się Kalwinistami i wierzymy w doktrynę wybrania, jeśli nasza wiedza nie prowadzi nas od głębokiej udręki w sercach względem ludzi niezbawionych i determinacji, aby zrobić wszystko co możliwe by ocalić niektórych z nich. Parafrazując słowa Apostoła z 1 Kor 8:2, jeszcze nie wiemy jak wiedzieć należy. Potrzebujemy rozwijać w sobie serce Pawła, które posiadał dla zgubionych.
Moja rozmowa z przyjacielem pokazała mi, że choć sam jestem Kalwinistą to jednak nie wiem, jak wiedzieć powinienem.
Ale, Ojcze, chcę wiedzieć tak jak powinienem! Pokutuję z całego letargu i obojętności! Nie dam się uśpić w trosce o wieczność mojej niewierzącej rodziny, przyjaciół, sąsiadów, pracowników restauracji czy też innych osób wokół mnie.
Nad naszymi martwymi ciałami
W swojej przypowieści o dziesięciu pannach, Pan Jezus potwierdza, że duchowa senność jest bardzo, bardzo niebezpiecznym stanem (Mt 25:1-13). Musimy zdobyć więcej oliwy – teraz! Nie mamy dużo czasu.
Chcę skończyć z diabelską sennością i praktykować postanowienie, które doprowadziło Charlesa Spurgeona – tego bezwstydnego Kalwinistę – do następującego wyznania: „Jeśli grzesznicy zostaną potępieni to przynajmniej niech przeskoczą do piekła nad naszymi trupami. A jeśli zginą, to niech zginą z naszymi dłońmi owiniętymi wokół ich kolan; błagając ich o zatrzymanie. Nie pozwólmy, by ktokolwiek trafił do piekła nieostrzeżony, by trafił tam ktokolwiek, o kogo się nie modliliśmy”.
Ojcze, w imieniu Jezusa zwiększ mój ból gdy będę rozmyślał nad losem niewierzących i pilność mego postanowienia, aby za wszelką cenę „stać się wszystkim dla wszystkich, by wszelkimi sposobami zbawić niektórych” (1 Kor 9:22).
Jon Bloom

 

5sola.pl Copyright © 2011 -- Template created by O Pregador -- Powered by Blogger